Afera ujrzała światło dzienne dzięki studentom z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, którzy na profilu facebookowym ZUM na WUM, 30 grudnia 2020 r. ok. godz. 15 napisali „o ewentualnych nieprawidłowościach na WUM-ie dot. szczepień”. W tym samym dniu wieczorem Krystyna Janda napisała na FB: „Tak, jestem jedną z osób zaszczepionych w ramach propagowania szczepień. Jestem z tego powodu szczęśliwa i czuję się świetnie. Dziękuję za tę możliwość, bo jestem w grupie ryzyka”. Zdumiewające, akcja promocyjna działająca w ścisłej tajemnicy, w podziemiu?

Studenci ogłosili, że nie będą ujawniać nazwisk, bo mają nadzieję, że takie osoby same się ujawnią. W niektórych przypadkach tak się stało. Europoseł Leszek Miller, jak zawsze butnie i cynicznie oświadczył: „Jestem pacjentem placówek WUM, dlatego mogłem skorzystać z dodatkowej puli 450 dawek przekazanych przez ARM. Bardzo zresztą dziękuję kierownictwu za tę inicjatywę. Te placówki dysponowały ponadprogramowymi szczepionkami, które musiały być wykorzystane do końca roku. Ludzi, którzy je podali, trzeba nagrodzić, a nie karać, bo prawdopodobnie uratowali szczepionki przed wylaniem do zlewu”. Ja też panie europośle jestem pacjentką WUM i miałam w tym szpitalu operację i jestem w grupie ryzyka. I co? Czekam karnie w swojej kolejce. Ale ja nie jestem dobrem narodowym tak jak pani Janda i podobni kolesie.

Agencja Rezerw Materiałowych zdementowała te doniesienia o dodatkowych dawkach. Szef agencji Michał Kuśmierowski powiedział wyraźnie, że „wydano dokładnie tyle dawek, o ile wnioskowano i są na to dokumenty”. Oprócz aktorów zaszczepieni zostali: założyciel TVN Mariusz Walter, który butnie oświadczył: „Nie czuję się na tyle winny, żebym rozważał, jak się powinienem zachować” i dyrektor programowy Edward Miszczak, który wyjaśnił: „Mam 65 lat i wiele chorób współistniejących”. Zapomniał dodać, że zaszczepiła się również jego partnerka, aktorka, 40-letnia Anna Cieślak. Czyżby miała również wiele chorób współistniejących?

Osoby te zostały wpisane jako personel niemedyczny pracujący w szpitalu.

Osobne miejsce w tym procederze zajmuje rektor WUM prof. Zbigniew Gaciąg, który zapewniał, że nic o tych szczepieniach wcześniej nie wiedział, potem przyznał się, że wiedział, ale „tak jak wszyscy”. Krystyna Janda w TVN wygadała się, że sama przekazała rektorowi listę aktorów swojego teatru. Potem zaczęła odkręcać, że listę tę przekazała, ale po szczepieniach. Zdjęcia, które zrobiono, gdy rektor wita się serdecznie z aktorami i prowadzi ich na szczepienie, mówią jasno, że prof. Gaciąg był świadomy całej tej aferze.

Profesor kilka lat temu był konsultantem medycznym serialu TVN „Lekarze”. Zagrał także w jednym z odcinków. Jest wiceprzewodniczącym Rady Fundacji TVN, którą kieruje Edward Miszczak, a partnerka Miszczaka pracuje w Teatrze Polskim, w którym dyrektorem jest Andrzej Seweryn. I tak koło się zamyka.

Hipokryzja tych ludzi została obnażona w pełni. Celebryci byli częstymi gośćmi Marcina Melllera w programie „Drugie śniadanie mistrzów”. Przedstawiani tam byli jako nadzwyczajne autorytety, które dawały recepty, jak godnie żyć. Warto w tym kontekście przypomnieć tytuł książki Krystyny Jandy z roku 1992 o zabawnie dziś brzmiącym tytule: „Tylko się nie pchaj” i jej wywiad dla Interii: „Ja myślę, że stosunek do zwierząt, stosunek do słabszych, stosunek do chorych, stosunek do wielu ludzi, którzy potrzebują pomocy – jest miarą poziomu społeczeństwa. A z tym jest naprawdę źle”. Święta prawda pani Krystyno, tylko dotyczy to wszystkich ludzi, także celebrytów.

Dalszy ciąg jest również niesmaczny, jak jego początek. Po kontroli w WUM-ie minister zdrowia Adam Niedzielski nałożył na uczelnię karę w wysokości 350 tys. zł. i wezwał rektora do dymisji. Wyraził także nadzieję, że osoby w ten sposób zaszczepione w ramach rekompensaty powinny odpracować jako wolontariusze na oddziałach covidowych. Na to pozytywnie zareagował jedynie Wiktor Zborowski. Reszta była oburzona, tak jak Krzysztof Materna, który oświadczył: „Minister zdrowia nie jest osobą, która może mnie uczyć etyki. Jest członkiem kłamliwego rządu”.

Natomiast wezwanie ministra do ustąpienia z funkcji rektora, spotkało się ze zdecydowaną odpowiedzią. Profesor Gaciąg oświadczył: ”odmawiam spełnienia oczekiwań szefa MZ. (…) W poczuciu odpowiedzialności za reformę uczelni i daję świadectwo odwagi cywilnej” dodaje „Nigdy nie mijałem się z prawdą”. Aż strach pomyśleć, jaką drogą ma przebiegać reforma uczelni pod kierownictwem tak „wiarygodnego” człowieka. Jakiej etyki lekarskiej zdoła nauczyć pan rektor. Wiadomo, że zwłaszcza uczelnia o profilu medycznym musi zwracać baczną uwagę na zasady etyki. Studenci są oburzeni zachowaniem rektora, który zapiera się swoich kłamstw, nadal kłamiąc, że nigdy nie mijał się z prawdą. Niestety autonomia wyższych uczelni nie pozwala na usuniecie podobnego autorytetu ze stanowiska. Z takiego obrotu sprawy zadowolony jest marszałek Senatu Tomasz Grodzki: „PiS nas prowadzi prostą drogą do PRL-u, to ciągle jeszcze rektora wybiera wspólnota uczelni”. Ta wspólnota uczelni napisała list w obronie prof. Gaciąga.

Co się porobiło z honorem wielu ludzi. Honoru nie ma, zostało kolesiostwo. A swoją drogą trzeba współczuć tym wszystkim zaszczepionym w „pierwsze kolejności poza kolejnością’, że z rąk tak znienawidzonego rządu PiS-u muszą przyjmować szczepionki. Przyznaję, to duża trauma.

Iwona Galińska