Od trzech tygodni obserwujemy trend praktycznie systematycznego wyhamowywania epidemii w Polsce, tymczasem z relacji medialnych wynika coś zupełnie innego. Czemu tak się dzieje? Otóż media skrzętnie wykorzystują braki w systemie wykrywania przypadków choroby. Ponieważ testy wykonywane są z różnym natężeniem w poszczególnych dniach tygodnia (najwięcej w środy i czwartki, a najmniej w soboty i niedziele), jesteśmy świadkami najpierw wzrostów a potem znaczących spadków ilości zakażonych.

Ta prawidłowość jest doskonałą pożywką dla medialnych manipulatorów, którzy co tydzień przez kilka dni straszą rzekomym rosnącym rozwojem epidemii, żeby potem po kilku dniach z pewną dozą ulgi ogłaszać spadki. Następnie przychodzi kolejny tydzień i wszystko się powtarza, mamy więc cykliczność. Dzięki temu choć ogólnie mamy trwały trend spadkowy to groźnie brzmiące tytuły codziennych raportów o COVIDzie w Polsce trzymają nas w napięciu i stresie.

To napięcie powoduje nieustanne zainteresowanie tematem i regularnie śledzenie artykułów z zestawieniami statystycznymi za kolejny dzień przez bardzo wielu Polaków, nawet tych którzy dotychczas stronili od portali internetowych. Dzięki temu portale te generują znacznie więcej wejść na swoje strony, a więcej wejść to więcej reklam i to droższych reklam, więc i zysk większy. Kogo to obchodzi, że odbywa się to kosztem społecznym, wszak ludzie są po to żeby na nich zarabiać!

A jak wygląda sytuacja naprawdę? Żeby rzeczywiście móc rzetelnie ocenić aktualny stan rozwoju pandemii należałoby się odnosić nie do wyników z poprzedniego dnia ale do wyników z analogicznego dnia tygodnia odpowiednio tydzień, dwa i trzy tygodnie wcześniej. I tak patrząc na to w ten sposób zamiast wzrostu zachorowań między 20 a 21 stycznia mamy porównanie czwartku 21 stycznia z czwartkiem 14 stycznia i widzimy, że liczba zakażeń spadła o ponad 2 tysiące ale żeby ktoś nam nie zarzucił, że to nie dowodzi trendu spadkowego spójrzmy na czwartek 7 stycznia br., kiedy to zakażeń było blisko 5 tysięcy więcej. Widzimy więc, że na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni notujemy rzeczywisty trend spadkowy.

Spadku w swoich artykułach Onet czy Wirtualna Polska jednak nie widzą, ponieważ trend spadkowy powoduje wypalenie zainteresowania tematem, a tym samym spadki wejść na strony. Takie manipulowanie przekazem jest nie tylko złe w wymiarze etycznym ale ma realne przełożenie na psychiczny stan zdrowia Polaków żyjących w stresie i napięciu w związku z lansowanym zagrożeniem. Taka polityka mediów uderza również pośrednio w stan polskiej gospodarki i nasze budżety domowe. Politycy bowiem ulegają medialnej presji zalewającej nas rzekomo pandemii i w efekcie podejmują szkodliwe decyzje dotyczące ograniczeń w działalności wielu istotnych sektorów polskiej gospodarki.

Co ciekawe jakoś niechętnie media te opisują przypadki związane z absurdalnością większości epidemicznych obostrzeń kończąc swoje wywody w tym obszarze na atakowaniu Kościoła katolickiego za otwarte dla wiernych świątynie.

Arkadiusz Miksa