Szymon Hołownia, który zaczynał jako dziennikarz Gazety Wyborczej w dziale kultury, niewiele miał wspólnego z wizerunkiem katolickiego publicysty. Dwukrotnie był w nowicjacie dominikańskim, ale to przecież nie czyni z niego jeszcze katolickiego działacza. Wielu ludzi mediów deklaruje swoją wiarę, a jednak nie uchodzą za rzeczników Kościoła czy ewangelizatorów.

Już w Newsweeku jednak, do którego Hołownia trafił z Wyborczej, pisał z pozycji katolika. Celowo użyłem sformułowania „z pozycji katolika”, bo to, co pisał miało z reguły niewiele wspólnego z katolicyzmem. Mówił o sobie jednak jako o katoliku, który w środowisku zlaicyzowanym i wręcz ateistycznym, mówi ciepło, choć nieraz krytycznie, o katolicyzmie.

I tak np. Marcin Prokop, prezenter, który nie jest osobą wierzącą, współpracujący z Hołownią przy programie „Mam talent!”, mówił o nim serdecznie: „Jeśli ewangelizuje, to na miękko, starając się dawać przykład swoim działaniem, na przykład niesamowitą robotą, jaką uprawia w Afryce, a nie efektownie brzmiącymi wojowniczymi deklaracjami”. Dodał też: „Często dostaje za to bęcki od frondowskich talibów, którzy twierdzą, że jest za miękki, zbyt lewacki i TVN-owski. Z kolei dla znacznej części publiczności laickiej Szymon jest reprezentantem katolickiego betonu”[1].

Znamienne, że cytat ten znalazłem na stronie Onetu w tekście Pawła Piotrowicza o nieprzypadkowym tytule: „Boski kandydat? Wejście Szymona Hołowni do gry o prezydenturę z pewnością uczyni ją znacznie ciekawszą”. Prokop dobrze charakteryzuje „katolicyzm” Hołowni, uznając, że jego ewangelizowanie polega na tym, że pomaga dzieciom w Afryce. Oczywiście dobrze, że to robi, ale w czym odróżnia go to od innych ludzi wspierających cele dobroczynne?

Samo jednak życzliwe wspomnienie o wierze, Kościele katolickim, papieżu sprawia, że w środowisku TVN-u, Onetu czy nawet wśród widzów i czytelników tych mediów uchodzi on za „katolicki beton”. W odróżnieniu jednak od np. takiego o. Rydzyka, można się z nim porozumieć, pracuje ze swoimi i tak jak oni jest odrzucany przez środowiska typu Fronda.

Patrząc na życiorys Szymona Hołowni można odnieść wrażenie, że w środowiskach tych w związku z tym narodził się pomysł, aby wokół Hołowni stworzyć taki bastion Kościoła otwartego, jakim były media o. Rydzyka dla wielu pobożnych Polaków. W Newsweeku i gdzie indziej wyjątkowo często podkreślano religijność Hołowni i promowano ją, choć nie czyniono tak z innymi dziennikarzami. Hołownia nawiązał współpracę z wydawnictwami z Kościoła otwartego jak Więź. Stał się zastępcą redaktora naczelnego katolickiego pisma Ozon, które finansował Janusz Palikot.

Kiedy TVN ruszył ze stacją TV Religia Hołownia został nie tylko jej najbardziej rozpoznawalną twarzą, nie tylko prowadził w niej różne programy, ale został nawet dyrektorem programowym. W sposób naturalny stacja ta była konkurencją dla Radia Maryja i TV Trwam, proponując przekaz, który koncentrował się bardziej na osobistym a nie społecznym wymiarze wiary. Wydaje się, że próbowano go wylansować na anty ojca Rydzyka, który miał pociągać tłumy, ale w zupełnie inną stronę. Jak wiadomo projekt się nie udał, TV Religię zamknięto, a Hołownia porzucił ewangelizację na rzecz polityki. Rację wydaje się mieć Prokop, choć sam do końca tego nie pojmuje, że problem z Hołownią jest taki, że dla pobożnych katolików żaden z niego katolik, a dla ateistów i tak jest „katolickim betonem”. Wystarczy, że powie coś pozytywnego o Kościele. W związku z tym przyciągnąć może jedynie katolików otwartych, których nie jest zbyt dużo i którzy się niechętnie angażują w jakiekolwiek projekty religijne.

 

 

 

 

[1] P. Piotrowicz, Boski kandydat? Wejście Szymona Hołowni do gry o prezydenturę z pewnością uczyni ją znacznie ciekawszą, źródło: https://kultura.onet.pl/wywiady-i-artykuly/szymon-holownia-biografia-rodzina-wybory-prezydenckie/zt26whl.