Sprawa ma  swój początek w 2017 roku, gdy do szpitala w Cipolletti zgłosiła się kobieta, żądając zabicia jej nienarodzonego dziecka. Twierdziła, że padła ofiarą gwałtu. Z podobnym żądaniem objechała wcześniej okoliczne szpitale, które jednak jej odmawiały. Kierownikiem oddziału ginekologicznego w Cipolletti był właśnie dr Rodriguez Lastra.

W rozmowie z lekarzem kobieta przyznała, że od „organizacji kobiecych” dostała mizoprostol, który zażyła i teraz oczekuje, że medyk uśmierci jej nienarodzone dziecko. Ginekolog nie był jednak w stanie ocenić, czy kobieta rzeczywiście przyjęła środek poronny. Zapisał jej lek przeciwskurczowy i przeciwzapalny. Podczas badania okazało się, że kobieta najprawdopodobniej jest w piątym miesiącu ciąży. Nie doszło do wywołania porodu, w związku z czym nie można zastosować środków poronnych. Pacjentka ostatecznie zgodziła się na hospitalizację, a jej dziecko przyszło na świat przez cesarskie cięcie.

Doktor Rodriguez Lastra nie był znany ze sprzeciwu wobec praktyki aborcyjnej. Jednak całą sprawą „zainteresowały” się „organizacje kobiece”. Feministki oskarżyły lekarza, że świadomie przeciągał postępowanie lekarskie – m.in. poprzez konsultacje z psychiatrą – aby nie dopuścić do aborcji. W efekcie mężczyznę poddano postępowaniu dyscyplinującemu, a ostatecznie pozbawiony prawa do wykonywania zawodu.

Lekarz jednak się nie poddał i wywalczył w sądzie przywrócenie tego prawa. Władze uznały, że w procesie dyscyplinującym nie zachowano odpowiednich procedur ani terminów. Nałożone kary zaś nie posiadają ostatecznego charakteru. Anulowano więc „środek prewencyjny” w postaci zakazu wykonywania zawodu.

Teraz ginekolog może wnieść sprawę do sądu z powodu złamania prawa w trakcie prowadzonych przeciwko niemu postępowań. Odkąd padł ofiarą nagonki „organizacji kobiecych”, zaangażował się w działalność pro-life. Na 26 lutego zaplanowano także premierę jego książki „Kiedy ratowanie dzieci staje się przestępstwem”.