Dziś lewicowcy często występują pod sztandarem, na którym widnieje hasło ''wolność, równość, braterstwo'' wywodzące się z rewolucji francuskiej. Hasło brzmi równie ładnie, jak dewiza ''krew i honor'' - i tak jak dewiza Hitlerjugend wiąże się z ludobójstwem. Różnica jest taka, że kiedy lewicowcy naziści są karani za sentyment do Trzeciej Rzeszy, to lewicowcy internacjonaliści bezkarnie odwołują się nie tylko do zbrodniczej tradycji rewolucji francuskiej, ale i do zbrodniczej tradycji bolszewików.

Nakładem wydawnictwa naukowego Aletheia opublikowana została praca Reynalda Sechera „Ludobójstwo francusko-francuskie". Według wydawcy w swojej książce "francuski historyk [...] podejmuje bolesny [...] temat z historii Francji: wojny wandejskie". - Była to w sumie jedna przewlekła wojna domowa rozpoczęta w 1793 roku, gdy w trakcie rewolucji Francja stała się republiką. W Wandei północno-zachodniej części kraju, w obronie religii i monarchii wybuchło powstanie – głównie chłopskie. Po jego stłumieniu doszło do represji mających [...] charakter ludobójstwa. Władze republiki oczekiwały od armii całkowitej eksterminacji ludności Wandei. Secher szczegółowo przedstawia historię wojen, przywołuje bardzo obfity, wstrząsający materiał w postaci dokumentów, relacji i danych statystycznych w celu zobrazowania przebiegu wydarzeń oraz ustalenia faktycznej liczby ofiar i zakresu strat materialnych. Źródła są w dużej mierze lokalne, często prywatne, odnalezione przez autora wśród mieszkańców Wandei - czytamy. 

Wandea była określeniem używanym przez nowe rewolucyjne władze. Teren Wandei nie należał do jednego obszaru kulturowego, był bardzo kulturowo różnorodny. Nowe rewolucyjne władze mianem Wandei określały „wszelkie regiony Francji wrogie reżimowi" i broniące wolności religijnej katolików.

By zdławić doskonale zorganizowaną rebelię, władze zdecydowały się na eksterminację. Z rozkazu dowódców armii rządowej nie brano jeńców, tylko wszystkich mordowano. By zachęcić państwowe żołdactwo do eksterminacji przeciwników, żołnierze dostawali mienie zamordowanych. Budynki cywilne palono i wysadzano. Żołnierze rządowi zajmowali się okradaniem tubylców i paleniem lasów, w których ukrywali się buntownicy.

Rząd rewolucyjny zorganizował wielkie polowanie na ludzi, masową eksterminację, ludobójstwo. Rebelianci mordowani byli bez sądu. Gdy zbyt wolnym sposobem mordowania była gilotyna i rozstrzeliwanie, władze dokonywały masowych mordów, topiąc stare barki pełne więźniów. Ci, którzy zdołali się uratować, byli dobijani. Z czasem władze topiły nagich ludzi, by zarobić na ich ubraniach. Bez litości były mordowane także kobiety i dzieci, również podczas topienia barek z ludźmi. Władze rewolucyjne były dumne ze zbrodni, jakie popełniały. Publicznie się nimi chwaliły.

Jedną z metod stosowanych przez władze w celu mordowania rebeliantów było „małżeństwo republikańskie", podczas którego „rozbierano młodego mężczyznę i młodą kobietę do naga, razem wiązano i związaną parę topiono".

Majątek zadenuncjowanych i zatrzymanych otrzymywali ci, którzy na nich donieśli i ich zatrzymali. Stało się to dla meneli doskonałą okazją do zarobku. Żołnierze armii rządowej i ich dowódcy bogacili się, dokonując rabunków i mordów na powstańcach.

Mordowani byli nie tylko biorący udział w walkach oraz ich rodziny (w tym kobiety, dzieci i starcy). Ofiarami ludobójstwa padli również ci, którzy uwierzyli w obiecywaną przez władzę abolicję i zaprzestali walki.

Sukces władzom zapewniła taktyka ludobójstwa, masowej eksterminacji dokonywanej na tubylcach przez ''piekielne kolumny''. Oficjalnym celem władzy było uczynienie z Wandei ''cmentarza'' i ''pustyni''. Kroniką zbrodni jest oficjalna dokumentacja armii rządowej. Przed śmiercią ofiary oprawcy próbowali zmuszać do dokonywania profanacji.

Siły rządowe paliły lasy, zarośla i budynki, by powstańcy nie mieli chronienia, zarekwirowały wszystkie plony i zwierzęta, by tubylcy nie mieli co jeść, upaństwowiły wszelką własność. Władze centralne za pośrednictwem dowódców nakazały żołnierzom armii rządowej dokonanie całkowitego zniszczenia i eksterminacji wszystkich. Żołnierze armii rządowej byli dumni z sadystycznego mordowania kobiet i dzieci, znajdowali ogromną satysfakcję w dokonywaniu zbrodni – ofiary żywcem palono w piecach, zarzynano, strzelano do nich, kobiety w ciąży zgniatano w prasach do wytłaczania wina, lub żywcem rozrywano im brzuchy, by konały, widząc wylewające się z trzewi ich konające nienarodzone dzieci. Kobiety przed zamordowaniem były gwałcone. Ofiary okradano, topiono w studniach. Niemowlaki przebijano bagnetami. Zbrodni dokonywało ponad 100 000 żołdaków armii rządowej. Stosy trupów zalegały ulice miast, a ulicami płynęła krew. Więźniowie szybko umierali z powodu epidemii.

Dla rządu wrogiem numer jeden byli duchowni. W 1792 roku rząd nakazał deportację lub uwięzienie wszystkich duchownych, którzy nie chcieli zostać kolaborantami. W 1793 r. kapłani wyklęci zostali przez władze skazani na śmierć.

W ciągu dekady powstańcy byli kilkakrotnie masakrowani i kilkakrotnie ponownie się buntowali. Mordowaniu i grabieży towarzyszył ucisk fiskalny (wyniszczające podatki), pobór przymusowy (poborowi musieli sami sobie kupić mundur i wyposażenie), walka z wszelkimi przejawami religii, odebranie tubylcom swobody podróżowania, indoktrynacja dzieci w szkołach, odebranie buntownikom wszelkich praw politycznych. Terrorowi władzy towarzyszył terror band kryminalnych.

Pacyfikacja powstania i wojskowa okupacja Wandei doprowadziła ten bogaty region do nędzy i głodu. Prócz wymordowania mieszkańców, spalenia budynków i lasów, te kobiety, które przeżyły, w wyniku gwałtów cierpiały na (wcześniej nieznane w rejonie) choroby weneryczne (na które w tamtych czasach nie było lekarstw, i które prowadziły do zgonu w męczarniach). W wyniku zniszczenia Kościoła i infrastruktury, władze rewolucyjne pod hasłem walki z katolicką ciemnotą, zniszczyły infrastrukturę edukacyjną. Szerzył się analfabetyzm.

O tym, jaką tragedią była dla Francuzów rewolucja francuska, może świadczyć fakt, że w jej wyniku zamordowano 500 000 ludzi spośród ówczesnej 27-milionowej populacji. Był to większy odsetek ofiar niż podczas I wojny światowej. W samej Wandei wojska rządowe zamordowały do 120 000 osób. Rządowa armia występująca pod szyldem ''wolności, równości i braterstwa'' mordowała wszystkich.

Jan Bodakowski