Sądy kolejnych instancji podtrzymują stanowisko szpitala o odłączeniu dziewczynki od aparatury podtrzymującej życie. Matka natomiast chce zabrać córeczkę do domu. Jeśli nie zgodzi się na to sąd najwyższej instancji, pięciolatka zostanie uśmiercona w szpitalu.

Sprawa Pippy Knight wyszła na jaw tylko dlatego, że jej matka, Paula Parfitt, nie zgodziła się na decyzję szpitala podjętą w trosce o rzekomo „najlepszy interes pacjenta”. W praktyce oznacza to śmierć dziewczynki. Kobieta skierowała sprawę do sądu i poprosiła o pomoc znaną w Wielkiej Brytanii organizację obrony życia – Society for the Protection of Unborn Childern.

Zdaniem sędziów dziewczynka powinna umrzeć, ponieważ nie czerpie żadnych korzyści z życia w tym stanie. Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy orzeczenie sądu, zgodnie z którym Pippy nie powinna dłużej żyć. Wyrok pokrywa się z decyzją lekarzy z Evelina Childern’s Hospital. Matka Pippy prosi natomiast o podłączenie córki do przenośnego respiratora i zgodę na jej powrót do domu.

Pięciolatka od dwóch lat żyje z pomocą specjalistycznej aparatury. Urodzona w 2015 roku dziewczynka od 20. miesiąca życia walczyła z chorobami wirusowymi, które uszkodziły jej mózg. Specjaliści zdiagnozowali u niej ostrą encefalopatię martwiczą. W myśl brytyjskiego prawa dalszy los dziewczynki leży nie w rękach matki (ojciec Pippy nie żyje), ale w rękach sądu.

– To prawda, że członkowie rodziny mogliby spędzać z nią więcej czasu w domu, w spokojniejszym i bardziej przyjaznym otoczeniu, ale ona nie byłaby świadoma tych wizyt ani nie czerpałaby z nich korzyści. Nie byłaby świadoma jakichkolwiek zmian w swoim środowisku lub w systemie opieki – stwierdził jeden z sędziów zajmujących się sprawą.

Ostatecznie sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Po przesłuchaniu w Wydziale Rodzinnym SN w Londynie sędzia Poole orzekł, że leczenie podtrzymujące życie powinno się zakończyć. Jego zdaniem należy pozwolić Pippy umrzeć. Sąd Apelacyjny w składzie lady Justice King, lord Justice Baker i lady Justice Elisabeth Laing rozpatrzył sprawę w lutym, podtrzymując wcześniejszą decyzję Sądu Najwyższego. Po orzeczeniu Sądu Apelacyjnego Paula Parfitt oświadczyła, że „chce, aby Pippy miała wszelkie możliwe szanse powrotu do domu i przebywała z rodziną”.