W raporcie tym czytamy, że w przyszłości będzie popyt i szansa na promocję zdrowia oraz zapobieganie nieprawidłowościom. Jest też mowa, że dotychczasowe „Usługi odejdą od obecnego dominującego nacisku na leczenie, aby objąć spektrum działań promocyjnych, zapobiegawczych, przesiewowych, leczniczych i regeneracyjnych interwencji mających poprawiać samopoczucie”. Medycyna ma zostać zredukowana do niezbędnego minimum, nieść pomoc w sytuacjach, kiedy niezbędna jest pomoc np. chirurga, jak również w przypadku chorób psychicznych i uzależnień.

W raporcie pada też stwierdzenie, którego doniosłość możemy ocenić dopiero teraz: „Dzięki telemedycynie sztuczna inteligencja przekaże wsparcie diagnostyczne na poziomie społeczności, jak ma to już miejsce w Indiach i Brazylia”. Dalej autorzy stwierdzają, że coraz większą rolę będą odgrywać w medycynie nowe technologie, zwłaszcza te, które służą telemedycynie, jak kontakt przez smartfon czy sieć.

Transformację przejdzie również edukacja, która także ma się coraz bardziej przenosić do Internetu. Jej nowymi narzędziami podstawowymi mają stać się kursy online i chaty. To one mają zastąpić klasy i formalne wykłady.

Co interesujące, dokument przedstawia telemedycynę i zdalną edukację, jako wyrazy postępu, dzięki którym wejdziemy na wyższy poziom cywilizacyjny. Dzisiaj już wiemy, po ponad rocznym doświadczeniu lockdownu, że oba rozwiązania są głęboko wadliwe. Telemedycyna ma niewiele wspólnego z medycyną, a zdalna edukacja z edukacją. W pierwszym wypadku jest to najwyżej łatwy sposób na wystawianie recept i zwolnień. Nie ma mowy o prawdziwym badaniu tam, gdzie nie ma fizycznego kontaktu z pacjentem. Jest to jedynie środek do cięcia kosztów, co odbywa się jednak niestety ze szkodą dla chorych. Nadliczbowe zgony, których tysiące obecnie mamy w Polsce, są wynikiem m.in. niedziałania przychodni. Lekarze przez telefon nie mogą efektywnie sprawdzić, czy ktoś powinien wybrać się do szpitala czy nie.

W przypadku nauki zdalnej fikcja jest jeszcze większa. Na samym początku nauczyciele próbowali utrzymać jakąś dyscyplinę, nakazując włączanie uczniom kamer, aby można było widzieć, czy są i co robią. Obecnie jednak rzadko się to praktykuje, bo kamery te obciążają łącza i wywołują problemy dla nauczycieli. W związku z tym część uczniów jedynie loguje się do systemu, następnie nawet nie zwracając uwagi na to, co dzieje się na wirtualnej lekcji. Nieodpowiadanie na pytanie nauczyciela zawsze można zresztą usprawiedliwić problemami technicznymi. Nie dziwi zresztą, że w tej sytuacji średnia ocen drastycznie wzrosła, bo nauczyciele nie są w stanie niczego nauczyć, ani tym bardziej egzekwować, więc piątki sypią się gęsto.

W obu wypadkach nie mamy jednak do czynienia z postępem, ale z olbrzymim regresem. W obu wypadkach jednak oszczędność dla państwa jest ogromna. Przynajmniej w krótkim okresie czasu. Gdyby bowiem przeliczyć koszty nadliczbowych zgonów i wtórnego analfabetyzmu, którego pojawienie się jest kwestią czasu, tracimy jako społeczeństwo olbrzymie pieniądze i jeszcze większe szanse rozwojowe.

Rację mają jednak autorzy raportu, że oba te trendy doprowadzają do olbrzymiej izolacji. Ludzie zostają w ich wyniku zamknięci w domach, co przejawia się samotnością, depresjami i olbrzymimi problemami nie tylko dla najmłodszych, ale też dla dorosłych.

Znamienne, że pandemia koronawirusa umożliwiła wprowadzenie tych dwóch wielkich eksperymentów społecznych, jakimi jest telemedycyna i zdalna edukacja, na wielką skalę. Co więcej, dzięki niej, zostały one usprawiedliwione i nie mamy się co oszukiwać, że szybko władza z nich zrezygnuje. Od dawna były bowiem planowane, a pandemia była tylko pretekstem, aby wdrożyć je w życie.