Już teraz w dużych miastach znajdują się setki tysięcy kamer, a do tego dochodzi możliwość obserwowania z satelity. Policja i straż miejsca wykorzystuje monitoring, ale odbywa się to w ograniczonym zakresie, dotyczy raczej kamer zainstalowanych przez państwo. Wynika to z tego, że ludzie mają ograniczone możliwości percepcji, nie mogą śledzić setek kamer na raz, a nie ma możliwości zatrudnienia tak wielkiej liczby pracowników, żeby mogli oni panować nad tymi narzędziami. Wyobraźmy sobie, że technologia 5G już działa – umożliwi ona najpierw połączenie wszystkich kamer, miejskich i prywatnych w jeden system, a ponadto także uzupełni ich ogląd z satelity. Następnie sztuczna inteligencja na żądanie wyda każdą informację. Wystarczy do jej obsługi jeden pracownik, który wpisze na komputerze nazwisko wybranej osoby. System rozpoznawania twarzy, który już dzisiaj działa w Chinach, pozwoli na to, by komputer natychmiast nie tylko sprawdził, gdzie przebywa dana osoba, ale też śledził każdy jej krok, czy wyświetlił, co robiła przez ostatnie dni, miesiące, lata.

Wiadomo od dawna, że telefony można podsłuchiwać i to nawet wtedy, kiedy są wyłączone. Politycy często zostawiają je w innym pomieszczeniu, jeśli mają rozmawiać o ważnych sprawach. Nie jest też tajemnicą, że użytkownicy telewizorów typu Smart TV mogą cieszyć się korzystaniem z aplikacji jak YouTube, ale ich urządzenia zbierają o nich dane i przesyłają je na serwery należące do największych korporacji na świecie. Podobnie działają aplikacje w smartfonach. Ceną pewnych ułatwień i kolejnych form rozrywki jest bycie pod nieustanną obserwacją. Teoretycznie wszystko oczywiście dla dobra konsumenta. Już teraz są takie świadectwa, że ktoś przy włączonym telewizorze powiedział, iż chciałby kupić garnek, a zaraz zaczął otrzymywać powiadomienia, gdzie może to zrobić. A co jeśli telewizor byłby nastawiony na wykrywanie niepoprawnych politycznie słów kluczowych i gdyby takie zarejestrował, wysyłałby informację o tym do służb, które monitorowałyby dalej jego właściciela?

Prawie każdy z nas wie, że to wszystko jest możliwe, ale większość uważa, że nie ma to żadnego wpływu na ich życie. W końcu obecnie każdy nowy telewizor jest typu Smart TV i zdecydowana większość ludzi, przynajmniej młodych, ma smartfona. Wydaje się więc niemożliwe, aby dane z każdego urządzenia na temat każdego obywatela były wnikliwie analizowane, przetwarzane i wykorzystywane. Na dzień dzisiejszy z pewnością tak jest. Wraz jednak z rozwojem technologii 5G będzie to możliwe. Pracę tę wykonają bowiem maszyny o gigantycznej mocy obliczeniowej.

Wraz z rozwojem Internetu rzeczy nasze sprzęty nie tylko zyskają nowe przydatne funkcje, jak automatyczne połączenie z serwisem, dbanie o samooczyszczenie, czy informowanie nas o brakujących produktach. Będą bowiem realizować politykę swoich producentów, którzy są zainteresowani, abyśmy kupowali więcej i częściej. Teoretycznie będą nas podsłuchiwać i obserwować, aby poznać nasze potrzeby. W rzeczywistości jednak dzisiaj znacznie częściej na potrzeby się nie odpowiada, ale się je sztucznie wytwarza. W związku z tym producenci będą zainteresowani tym, by nas poznać w celu manipulowania nami. Telewizor „zobaczy”, że jego właścicielką jest starsza pani, która mieszka sama i rzadko wychodzi z domu oraz ma konkretne przyzwyczajenia? Wyśle informacje na serwer, komputer je przetworzy i sprzeda firmie zajmującej się np. sprzedażą bezpośrednią. Do pani niedługo zapuka człowiek, który według niej samej, będzie „odbierał na tych samych falach”, co ona i oczywiście kupi od niego wszystko.

Czym jest wymieniona w definicji biznesowej Internetu rzeczy „personalizacja”? Według definicji słownikowej jest to „dostosowanie czegoś (np. urządzenia, usługi, oferty) do potrzeb indywidualnego użytkownika, np. personalizacja informacji”. Słownik podaje jednak, że jest to także „nadawanie czemuś charakteru osobistego”. Stąd już tylko krok do manipulacji. Jeśli ktoś ma o nas dokładną wiedzę, może nam „sprzedać” wszystko, łącznie z kandydatem na prezydenta, wyborem pracy, światopoglądu czy religii, za pomocą specjalnie dobranego komunikatu o zabarwieniu emocjonalnym.

Już od dawna politycy stosują w praktyce narzędzia marketingowe i starają się docierać do odbiorców poprzez komunikaty, które ci chcą usłyszeć. Nazywa się to populizmem, ale niestety na tym opiera się cała współczesna demokracja liberalna. Zdarza się, że politycy chodzą po ulicach, stoją na placach, a nawet dzwonią do ludzi i ich odwiedzają, aby rzekomo przedstawić swój program. A co jeśli dzięki Internetowi rzeczy uzyskają „natychmiastową optymalizację” informacji o danej osobie i „precyzyjniejszą personalizację”, jak głosi przytaczana definicja?

Polityk korzystając ze wsparcia sztucznej inteligencji, będzie mógł zadzwonić do jednego wyborcy i przedstawić mu się jako przeciwnik polowań i obrońca praw zwierząt, aby zaraz zadzwonić do kogoś innego i tam zaprezentować mu się zupełnie inaczej – zgodnie z uzyskaną charakterystyką wyborcy. Dzisiaj jest to teoretycznie możliwe, ale w niewielkiej skali i z użyciem wielkich nakładów finansów. Niedługo może być to w zasięgu ręki niemal każdego hochsztaplera.

 

Polecamy książkę autora na temat 5G. „5G – narodziny mega totalitaryzmu. Czy jest to również zagrożenie dla naszego zdrowia?”.

Do nabycia tutaj: https://capitalbook.com.pl/pl/p/5G-narodziny-mega-totalitaryzmu.-Czy-jest-to-rowniez-zagrozenie-dla-naszego-zdrowia-Chris-Klinsky/4209