Na przykład w sprawie globalnego ocieplenia, które mądrzy, roztropni i przyzwoici uznają za następstwo ludzkiej działalności, a przede wszystkim – energetyki węglowej i motoryzacji - teoria spiskowa głosi, że działalność człowieka nie ma tu dominującego, a może nawet – żadnego znaczenia, a klangor podnoszony jest po to, by ułatwić sytuację filutom zarabiającym na handlu limitami dwutlenku węgla, wiatrakami, słonecznymi bateriami itp. Zwolennicy tej teorii, wbrew oskarżeniom, jakoby zaprzeczali zmianom klimatycznym dowodzą, że te zmiany są spowodowane przyczynami kosmicznymi, na które ludzkość nie ma najmniejszego wpływu, na dowód czego przytaczają globalne ocieplenia i oziębienia z odległej przeszłości, kiedy na “planecie” żadnej ludzkości jeszcze nie było. Mądrzy, roztropni i przyzwoici traktują te wyjaśnienia wzgardliwym milczeniem, wiedząc, że “z Nazaretu” nic dobrego pochodzić nie może – jak twierdził pewien faryzeusz, uczony w piśmie.  

Inna teoria spiskowa głosi, że prezydent Roosevelt był uprzedzony o japońskim ataku na Pearl Harbor, ale poza poleceniem wyprowadzenia z tamtejszego portu lotniskowców, nie zrobił nic, by mu zapobiec, a przynajmniej ograniczyć straty. Chodziło mu bowiem o stworzenie pretekstu do włączenia się USA do wojny w sytuacji, gdy znaczna część opinii publicznej tego nie chciała, a taki spektakularny i upokarzający atak, rozwścieczył Amerykanów, dzięki czemu włączenie się do wojny zostało przyjęte z entuzjazmem. Podobnie z zamordowaniem prezydenta Kennedy`ego w Dallas. Miałem okazję odwiedzić to miejsce i na ścianie budynku, w którym w 1963 roku mieściła się składnica książek, przeczytać na umieszczonej tam metalowej tablicy informację, że “z okna tego budynku Harvey Lee Oswald prawdopodobnie strzelał do prezydenta Kennedy`ego”. Słowo “prawdopodobnie” zostało podkreślone metalowym rylcem przez jakiegoś rozgniewanego obywatela, który nie mógł się pogodzić z tym, że po długim śledztwie przeprowadzonym przez Komisję Warrena, nie ma nawet pewności, czy Oswald strzelał, czy nie strzelał. Zwolennicy teorii spiskowej utrzymują w związku z tym, że prezydent Kennedy padł ofiarą spisku amerykańskiej bezpieki, która później, przy pomocy pierwszorzędnych fachowców, pozacierała wszystkie ślady, między innymi zabijając tych, którzy mogliby uchylić rąbka tajemnicy.

11 września minęła 20 rocznica zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku, uderzenia w ścianę Pentagonu w Waszyngtonie oraz katastrofy w  Pensylwanii, gdzie runął na ziemię samolot pasażerski. Kiedy byłem w Nowym Jorku, a właściwie – w Jersey City, po drugiej stronie Hudsonu, niedaleko pomnika katyńskiego, co to miał podobno kłuć w oczy tamtejszych obywateli, obejrzałem coś w rodzaju pomnika tamtej katastrofy w postaci powyginanych, stalowych belek, które tworzyły szkielet obydwu wież. Te belki były dość grube, znacznie grubsze, niż pancerna brzoza w Smoleńsku – ale samoloty przeszły przez nie, jak przez masło i wybuchły dopiero w środku budynków. Od tamtej katastrofy minęło wtedy co najmniej 7 lat i przez ten czas namnożyło się mnóstwo teorii spiskowych na ten temat. Ich wspólną cechą było powątpiewanie, że atak wykonała Al Kaida a przede wszystkim – że sama się inspirowała. Wprawdzie wszyscy na ekranach swoich telewizorów mogli zobaczyć, jak samolot uderza w jedną z wież, a potem – jak obydwie płoną, zasnuwając niebo nad Nowym Jorkiem chmurą czarnego dymu – ale już w przypadku Pentagonu wątpliwości dotyczyły również tego, czy w ścianę budynku uderzył samolot, czy coś zupełnie innego. Podobne wątpliwości dotyczyły katastrofy w Pensylwanii, gdzie wprawdzie widać było duży lej, ale nigdzie żadnych szczątków rozbitego samolotu. Jak pamiętamy, czy to z katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim, w której zginęła m.in. Anna Jantar, czy choćby z katastrofy smoleńskiej, na miejscu upadku samolotu zawsze jest mnóstwo szczątków. Tymczasem w Pensylwanii ich nie było, podobnie jak wokół Pentagonu, co zwolenników teorii spiskowych skłoniło do podejrzeń, że i w jednym i w drugim przypadku były to rakiety. Kto je wystrzelił  i po co – tego oczywiście  na pewno nie wiadomo, ale zwolennicy teorii spiskowych przy wyjaśnianiu tej kwestii kierują się starożytną, rzymską zasadą, która głosi: is fecit cui prodest, co się wykłada, że ten zrobił, kto skorzystał. Toteż teorie spiskowe koncentrują się na wyjaśnieniach, kto miał w tym wszystkim interes i na czym on polegał.

Większość teorii skłania się do przypuszczenia, że interes miał w tym rząd Stanów Zjednoczonych, a polegał on na tym samym, co w przypadku Perl Harbor i prezydenta Roosevelta – żeby znaleźć dobry pretekst do wciągnięcia USA w wojnę, to znaczy – nie w żadną wojnę, bo – zgodnie z odpowiedzią udzieloną słuchaczowi Radia Erewań – obecnie żadnych wojen już nie ma, tylko walka o pokój, operacje pokojowe, misje stabilizacyjne i temu podobne, w związku z tym nie trzeba fatygować Kongresu, żeby rajcował nad wypowiedzeniem wojny. Więc wydarzenia 11 września stanowiły znakomity pretekst do wciągnięcia Stanów Zjednoczonych w “operację pokojową” w Iraku oraz “misję stabilizacyjną” w Afganistanie, która w sierpniu tego roku właśnie dobiegła końca, chociaż nie wiadomo, czy nie będzie miała dalszego ciągu. No dobrze – ale po co to było Stanom Zjednoczonym, które na sfinansowanie tego wszystkiego wydawały podobno 300 mln dolarów dziennie? Rząd USA wypuszczał obligacje, które następnie kupowali przede wszystkim Chińczycy, lokując w nich swoje nadwyżki finansowe. Nie wiem, czy przypadkiem nie z tym miał związek ogromny bilboard, który w 2008 roku widziałem na lotnisku Kennedy`ego w Nowym Jorku, z napisem, że “nie wolno izolować demokratycznych narodów”. Okazało się, że chodzi o to, by do ONZ przyjąć Tajwan, jako niepodległe państwo. Pomyślałem sobie wtedy, że w USA ktoś kombinuje, czy zamiast wykupywania amerykańskich obligacji, nie lepiej byłoby wywołać małą zwycięską wojnę z Chinami, po której nie tylko nie trzeba by wykupować od nich żadnych obligacji, ale jeszcze można by nałożyć na nie kontrybucję i w ten sposób zrobić interes. Wprawdzie do tego nie doszło i do dnia dzisiejszego Chiny uważają Tajwan za swoją prowincję, co się zbisurmaniła, a Tajwan uważa się za “prawdziwe” Chiny, których reszta jęczy pod komunistyczną okupacją – ale czy ktoś nie kombinował inaczej? Już po tym pobieżnym przeglądzie argumentów widać, że teorie spiskowe mają – jak powiedziałby Kukuniek – plusy dodatnie i ujemne, ale – powiedzmy sobie szczerze – co ich nie ma?
   Nie o to zresztą chodzi, by te teorie tu weryfikować, Wspominam o nich bo ich mnogość, podobnie jak to ma miejsce w przypadku epidemii zbrodniczego koronawirusa i masowego “wyszczepiania” światowej populacji, świadczy o narastającym baraku zaufania ludzi do tych, którzy rządzą państwami. W demokracji nie powinno tak być, ale tylko teoretycznie, bo demokracja to nic innego, jak rządy politycznych gangów, które doją podatników, obiecując im możliwość ograbiania współrodaków w tak zwanym “majestacie prawa”, a ci odwdzięczają się za te obietnice walutą głosów wyborczych. Skoro taki znakomity interes można zrobić na demokracji, to nic dziwnego, że do politycznych gangów garną się pierwszorzędni fachowcy, dla których sztuka skrytego manipulowania milionami ludzi nie przedstawia żadnych trudności.

Stanisław Michalkiewicz