Wolontariuszka z Podlasia, Katarzyna Wappa, twierdziła, że „Białorusini wepchnęli wręcz do rzeki” Ibrahima.

– To było w ubiegłym tygodniu. On płynął 6 dni. W ciągu dnia, w tej lodowatej wodzie. W nocy wychodził na brzeg, mokry i zmarznięty kładł się na gołej ziemi. Nie zapalał ogniska, bo bał się, że go ktoś zobaczy, a potem, jak udało mu się spać maksymalnie do godziny, już ze znużenia, to szedł, żeby się rozgrzać w nocy, potem znowu siadał i tak to wyglądało W tym czasie nie jadł i nie pił, tam parę łyków z rzeki, ale się bał pić, bał się, że zachoruje – opowiadała wolontariuszka.

– I w momencie, kiedy on tutaj gdzieś wypłynął, pojawił się dla świata w naszym regionie już. I kiedy mu pomogliśmy, nas obdarzył takim zaufaniem, że potem gdzieś tam mieliśmy od niego feedback, że tam gdzieś jest w dalszych etapach podróży – dodała. Dzwonił do mnie i mówił mi: boję się. A ja do niego mówiłam: wiem, ale jestem z tobą, wiesz o tym, że… – dodała Wappa, zalewając się łzami.

Dziennikarka TVN wydała oświadczenie, które również został wypunktowane przez internautów. 

„Oświadczam, że historia Ibrahima jest historią prawdziwą. Ibrahim opowiedział mi ją osobiście” – czytamy. „Spotkałam go w pierwszej połowie października. Odebrałam ze szpitala w Hajnówce, gdzie otrzymał niezbędna pomoc medyczną. Opowieść migranta potwierdza moja koleżanka Kamila, która – w czasie, kiedy się rozgrywała – pełniła wolontariat w hajnowskim szpitalu” – utrzymywała. Dalej wyraziła obawę, że jej „słowa zostały potraktowane zbyt dosłownie”. „Zastosowałam pewien skrót myślowy, dotyczący trwającej sześć dni podróży, której traktem była rzeka.