Jeśli ktoś nie wierzy, to cały tekst można przeczytać TUTAJ. Biorąc pod uwagę fakt, że sam Jacek Karnowski udostępnił ten tekst, nazywając go „ważnym artykułem”, raczej nie ma co sądzić, że „ktoś odleciał” i „przez pomyłkę” tekst opublikowano.

 

 

Budzisz rozpisuje się sporo na temat sytuacji na Ukrainie, choć z bardzo życzeniowej perspektywy. Bo choć nawet wielkie media już przyznają, że Ukraina sobie nie radzi, to narracja autora jest zupełnie inna. Jak twierdzi, „Rosjanom nie idzie dobrze w kierunku donieckim”. Ponadto sugeruje, że Rosja będzie w stanie w razie czego porzucić samozwańczą Doniecką i Ługańską Republikę Ludową, co jest absurdalne. Rosja bowiem oficjalnie uznała ich niepodległość – ku wielkiemu zaskoczeniu mainstreamowych „ekspertów” – co moim zdaniem było potwierdzeniem inwazji na Ukrainę. W przeciwieństwie do mainstreamowych mediów, dla mnie napad kilka dni później na Ukrainę żadnym szokiem nie był.

 

Najważniejsze jest natomiast pod koniec tekstu. Jak przekonuje autor, obecnie na Ukrainie „mają miejsce zmiany, których skali jeszcze nie dostrzegamy”.

 

– Wołodymyr Wjatrowycz, w przeszłości, za administracji Poroszenki, szef ukraińskiego odpowiednika IPN-u, obecnie deputowany do Rady Najwyższej, polityk uznawany za niechętnego zbliżeniu Kijowa i Warszawy, który blokował rozwiązanie kwestii prac ekshumacyjnych na Wołyniu, opublikował kilka dni temu w jednym z ukraińskich portali artykuł, który warto, aby w Polsce został dostrzeżony. Napisał on, że „przemówienie prezydenta Dudy utwierdza w przekonaniu, że Ukraińcy i Polacy wyciągnęli wnioski z przeszłości. Oczywiście musimy uważać na konflikty, aby nigdy się nie powtórzyły. Ale nie zapominajmy wspólnych zwycięstw”. Wjatrowycz wzywa do polsko – ukraińskiej wspólnej „walki za naszą i waszą wolność” przypominając historyczne epizody, kiedy ta kooperacja dawała w starciu z Rosją efekty. Pisze nie tylko o współpracy Piłsudski – Petlura, ale również o mniej znanych w Polsce kartach, kiedy to nasza antykomunistyczna partyzantka powojenna wspólnie walczyła w oddziałami OUN-UPA przeciw NKWD i polskim komunistom – czytamy na skrajnie propartyjnym portalu.

 

Tu warto zaznaczyć, kim jest Wjatrowycz, a mianowicie negacjonistą wołyńskim. W latach 2008-2010 pełnił funkcję dyrektora archiwum Ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa. Podejrzewano go o fałszowanie dokumentów celem wybielenia OUN-UPA. Był także członkiem rady nadzorczej Muzeum „Więzienie na Łąckiego”. Instytucja propagowała tezę, jakoby II Rzeczpospolita okupowała Lwów i Galicję Wschodnią tak samo, jak robiły to Niemcy i ZSRS.

 

W książce „Druga wojna polsko-ukraińska 1942-1947” wmawiał zaś, że w trakcie II wojny światowej nastąpiła kontynuacja poprzedniej wojny. Ludobójstwo na Polakach zaś miało być nie zaplanowanym działaniem wymierzonym w ludność cywilną, tylko „spontaniczną” reakcją na prowokacje. Czyje? Zapewne sowietów – to Wjatrowycz właśnie przekonuje, że tak naprawdę odpowiedzialność za ludobójstwo na Wołyniu – które to uważa za „przesadzone” i twierdzi, że podobne działania podejmowali wobec Ukraińców żołnierze polscy – ponoszą sowieci.

 

Warto też zwrócić uwagę, że taka idiotyczna i sprzeczna z faktami i dokumentami narracja jest przyjmowana także w Polsce. Przypominam, że pod koniec kwietnia opisałem, jak Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia i przewodniczący Rady Nadzorczej PAP ogłosił, że w sprawie Wołynia „są poszlaki wskazujące na NKWD”. TUTAJ można przeczytać więcej na ten temat.

 

Budzisz dalej cytuje wypowiedzi Wjatrowycza. Pod koniec zaś wzywa do „deklaracji ideowej”, której efektem ma być utworzenie „polsko – ukraińskiego państwa federacyjnego” i to w ciągu około 10 lat.

 

– Tak jak w maju 1950 Robert Schumann i Jean Monnet opracowali plan polityczny, który siedem lat później doprowadził do powstania pierwszych organizacji dających początek Unii Europejskiej, tak i my winniśmy zacząć myśleć o deklaracji ideowej zapowiadającej powołanie polsko – ukraińskiego państwa federacyjnego, które może ziścić się za lat 10, ale już dziś powinno porządkować naszą i ukraińską politykę, także – co jest zdecydowanie ważniejsze – to, jak nasze narody myślą o sobie nawzajem – kończy Budzisz.

 

Przy okazji widzimy, że osoby ze środowiska władzy nie mają żadnych problemów z mówieniem o tym, co ludzie myślą, choć to powinno być poza sferą zainteresowania państwa. Wnikanie w opinie społeczeństwa na jakiś temat to klasyczny totalitaryzm.

 

Najzabawniejsze jest to, że choć „polskie” władze non stop teraz gadają o Ukrainie, prezydent wychwala Ukraińców, a premier w mediach społecznościowych ustawia sobie nie polskie, ale ukraińskie barwy narodowe, to przekonywano twardo, że teza o tym, że celem władz jest to, aby państwo polskie przestało istnieć na rzecz Ukrainy albo jakiegoś polsko-ukraińskiego tworu, to szurska teoria spiskowa. Tymczasem teraz mamy oficjalne wezwanie właśnie do tejże „teorii spiskowej” na dużym, ściśle związanym z oligarchią rządzącą portalu.

 

I teorią spiskową nazywano to nawet, gdy podczas VII Europejskiego Kongresu Samorządów ogłoszono, że opowiadają się za „utworzeniem unii polsko-ukraińskiej”. Na spotkaniu byli obecni m.in. Jarosław Gowin, Władysław Kosiniak-Kamysz i Maciej Gdula.

 

Jak widać, „to niedobra o tym mówić”. Chyba, że agitujemy za tym pomysłem, to dobrze. Ale jeśli jesteś przeciwny, to jest to „teoria spiskowa”. Logiki w tym nie uświadczymy.

 

A na koniec jeden z tłitów NASK-u, który zajmuje się „weryfikacją” informacji w sieci. Co prawda Jak to wygląda w kontekście całości? Ano właśnie.

 

 

 

 

 

Dominik Cwikła


 

Autor jest dziennikarzem i publicystą, założycielem portalu kontrrewolucja.net. Profile autora w mediach społecznościowych: Facebook, Twitter, YouTube

 

Źródła:
fot. Tt/Naprzód Polsko!