Byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski organizują we wtorek spotkanie liderów opozycji. Chcą ich przekonać do wspólnego działania i pomóc w obaleniu PiS-u.

Aleksander Kwaśniewski mówił w TVN24: „Co byłoby prawdziwą wartością tego spotkania, to obecność liderów opozycji, którzy by powiedzieli, co sądzą o kwestiach bezpieczeństwa”. Dodał też na temat wspólnej listy: „Tu trzeba przeprowadzić analizę w oparciu o badania opinii publicznej, zrobić porządne sondaże, partie mają na to pieniądze. Ale nie takie sondaże, które partie zamawiają, żeby wyszło na ich racje, tylko takie, które rzeczywiście pokażą czy jest synergia takiej listy, czy straty będą za duże. Jak zacznę odpowiadać, który scenariusz uważam za lepszy, ustawię się trochę w roli akuszera, którym nie chcę być”.

Z kolei na temat programu opozycji mówił: „Natomiast nie mam żadnej wątpliwości, że musi być stworzone swoiste minimum programowe, które pozwoli po wyborach, jeśli będzie większość, stworzyć rząd. Bo prawdziwe schody zaczną się wtedy. Jak przyjdzie do dzielenia się stanowiskami i budowania programu, który trzeba realizować - pamiętajmy, że to będzie kwestia walki z inflacją, więc wiele trudnych decyzji - to nie będzie tak łatwo. Im szybciej opozycja zacznie o tym rozmawiać, tym lepiej dla Polski”.

Były prezydent szczerze powiedział o możliwości transferu głosów z PiS-u: „Możliwość odwojowywania wyborców ze strony PiS jest bardzo ograniczona i nikomu się to nie udało. Myślał o tym Jarosław Gowin, nie udało się, myślał o tym Szymon Hołownia, też się nie udało. Nie bardzo wierzę w ten transfer głosów, gdyby taka konserwatywna partia opozycyjna powstała. Ale tu potrzebne są badania”.

Kwaśniewski mówił też o spotkaniu, do którego namówił Czarzastego i Tuska: „Zachęciłem panów do spotkania, bo uznałem, że takie boczenie się nie ma najmniejszego sensu. Na lewicy z taką dwuznacznością widzi się takie przesuwanie programowe Platformy i samego Donalda Tuska w lewą stronę. Z jednej strony to cieszy, bo postulaty lewicy okazują się trafne, bo są przyjmowane przez innych, a z drugiej strony to jest ryzykowane, bo może oznaczać podbieranie elektoratu. Z drugiej strony ja w to nie bardzo wierzę, bo te 10 procent, które ma dzisiaj Lewica jest dosyć twardym elektoratem”.

Włodzimierz Czarzasty uważa zresztą, że opozycja już jest dogadana: „We wtorek na zaproszenie pana prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, pana prezydenta Bronisława Komorowskiego, odbędzie spotkanie wszystkich sił politycznych, następne spotkanie liderów wszystkich frakcji politycznych opozycyjnych, czyli pana Tuska, pana Kosiniaka i pana Hołowni, przedstawicieli lewicy, czyli Roberta Biedronia, Adriana Zandberga i mojej skromnej osoby”.

Bronisław Komorowski wprost mówił o tym, że marzy mu się zjednoczona opozycja: „Celem tego spotkania jest wysłuchanie wzajemne tego, co mają do powiedzenia liderzy w tej ważnej dla Polski kwestii, a po drugie mamy nadzieję, że ujawni to daleko idącą zbieżność poglądów na sprawy kluczowe, co jest łatwe na punkcie bezpieczeństwa i obrony – wyjaśnia, – Jeżeli tak się okaże, to będziemy szli dalej, po to, aby opozycja demokratyczna sama się przekonała, a także przekonała opinię publiczną, że w fundamentalnych kwestiach ma zbliżone poglądu, co oznacza, że nie będzie trudności w paru ważnych obszarach do wyznaczenia pewnego minimum programowego na czas wyborów, jak i na czas po wygranych wyborach, czy czas kształtowania większości rządzącej”.

Wsparcie byłych prezydentów dla opozycji jest dla niej pomocą, ale i obciążeniem. Obaj bowiem byli bardzo prorosyjscy, Kwaśniewski dał się poznać jako nadużywający alkoholu a Komorowski kompromitował się wielokrotnie swoimi zachowaniami. W dodatku ich obecność przy dzisiejszych partiach opozycyjnych pokazuje, że opozycja to wciąż ci sami ludzie, reprezentujący te same interesy i że ich dojście do władzy oznacza powrót starego, kiedy pieniędzy na nic nie było. Wiele wskazuje na to, że Polacy oczekują jednak nowych twarzy w polityce i to z nimi wiążą nadzieje.

Chris Klinsky