Zdecydowali się na in vitro. Lekarze pomylili zarodki

1
0
1
In vitro
In vitro / Pixabay

Testy wykazały, że w trakcie procedury in vitro doszło do pomyłki. Zarodek wszczepiony kobiecie nie miał genetycznego związku z nią i jej mężem.

To historia dramatu  dwóch rodzin w wyniku błędu medycznego o bezprecedensowych konsekwencjach. Zaczęła się jesienią 2021 roku w szpitalu niedaleko Tel Awiwu, placówce, która ma jeden z najlepszych w Izraelu wyników skuteczności zapłodnienia in vitro. Na sali operacyjnej zespół medyczny wszczepia kobiecie embrion po zapłodnieniu w laboratorium jednej z jej komórek jajowych plemnikiem uzyskanym z nasienia jej męża. Wszystko idzie dobrze i para wraca do domu.

Kilka tygodni później z radością witają wiadomość, że ta próba, w przeciwieństwie do poprzednich, wypadła pomyślnie. Ona jest w ciąży! Ciąża trwa, a w jej trakcie lekarze wykrywają wadę serca u płodu. Pomimo zagrożeń dla matki i nienarodzonego dziecka, kobieta decyduje się na interwencję wewnątrzmaciczną. I znowu sukces. Serce płodu po operacji zaczyna bić normalnie. Ale radość trwa… do siódmego miesiąca ciąży, gdy następuje dramat. Wyniki badań genetycznych pokazują, że nie ma biologicznego związku między płodem a parą. Lekarze, którzy przeprowadzili transfer zarodków, muszą przyznać, że się pomylili. To embrion innej kobiety został zagnieżdżony w łonie ciężarnej.

Sprawę ujawniła w połowie września izraelska telewizja  i od tego czasu wzbudza ona emocje.  Każde nowe wydarzenie jest relacjonowane przez media: dochodzenie wszczęte przez Ministerstwo Zdrowia, poszukiwanie i odkrycie przez to centrum medyczne tożsamości „biologicznej matki” nienarodzonego dziecka, wywiad telewizyjny z mężem kobiety w ciąży.  Mężczyzna wyraża konsternację: „To szaleństwo! Nie możemy w to uwierzyć! Szczególnie moja żona, której odpowiedź jest jednoznaczna: to jej dziecko; nikt go jej nie odbierze. Mąż wspomina lata, w których próbowali wszystkiego, aby począć dziecko, dla żony był to bolesny czas kilku cykli in vitro i kuracje hormonalne,

Kilka dni później następuje eksplozja rozpaczy „biologicznej” matki, która również od lat stara się o dziecko metodą in vitro. Kobieta jest załamana: „ Nie żyję, nie jem. Ja i mój mąż nie śpimy… Na samą myśl, że moje dziecko jest w łonie innej kobiety, podczas gdy oboje z mężem przechodzimy przez ten bardzo trudny, żmudny i złożony proces, aby począć dziecko, ta myśl jest torturą”. 

Ból jednak nie przeszkadza tej, która wypowiada te słowa, powiedzieć całym sercem kobiecie, która nosi ich embrion: „Utożsamiam się z nią. Tak bardzo chciałbym trzymać ją w ramionach i płakać razem z nią. Ponieważ obie jesteśmy ofiarami tego strasznego błędu”. Reakcja tak zwanej matki zastępczej była szybka. W liście błaga : „Pozwól mi urodzić w spokoju owoc mego łona”.

Do kogo będzie należeć to dziecko, dziś już wiemy, że dziewczynka? Kto je wychowa? Kwestie te są już przedmiotem batalii prawników i najprawdopodobniej zostaną rozstrzygnięte przez Sąd Najwyższy. Będziemy mieli do czynienie z czymś w rodzaju „wyroku Salomona” . A w tle niezwykle skomplikowana sytuacja, bo w Izraelu, brak precyzyjnego ustawodawstwa dotyczącego tego rodzaju błędu. Za granicą toczą się dwie podobne sprawy, które były przedmiotem różnych decyzji sądów: w Stanach Zjednoczonych sędziowie orzekli wyrok na korzyść matki „zastępczej”; a w Europie - matki biologicznej. Mamy dwa diametralnie różne stanowiska. A o ilu takich sytuacjach nie jesteśmy informowani?

Bez względu na werdykt izraelskich sędziów, emocje w Izraelu nie opadają. Rozwiązały się języki. Media informują o zaniedbaniach na niektórych oddziałach szpitalnych specjalizujących się w procedurze in vitro. Jedna z par stwierdziła, że ich zarodki zaginęły, inna, że ​​błędną identyfikację zarodka odkryto tuż przed wszczepieniem do macicy i lekarze od razu postanowili go zniszczyć. Ta para potrzebowała dwóch lat, aby dojść do siebie, bo dla kobiety, do której należał zarodek, była to ostatnia szansa na macierzyństwo. 

Media trąbią, że to kompromitacja personelu medycznego, organów regulacyjnych i kontrolnych. Ogólnie mówiąc, że winien jest bałagan w kraju, który od lat chce być mistrzem świata w skuteczności stosowania  in vitro. Każdego roku w Izraelu odnotowuje się 52 000 cykli zapłodnienia in vitro. Jedna czwarta z nich kończy się ciążą, a około jedna piąta porodem. W ostatnich latach 4% wszystkich porodów w Izraelu było wynikiem zapłodnienia poza organizmem kobiety. Opisana sytuacja to też potężny szok dla wyznawców judaizmu, który popiera in vitro dla par, które w normalny sposób nie mogą począć dziecka. Już starożytni Rzymianie mówili, że „Mylić się jest rzeczą ludzką”(Errare humanum est), tylko w szaleństwie postępu nauki współcześni zapomnieli, że człowiek nigdy nie zastąpi Pana Boga.

 

Ten artykuł ukazał się w miesięczniku Moja Rodzina. Zachęcamy do prenumeraty.

Źródło: własne

Sonda
Wczytywanie sondy...
Polecane
Wczytywanie komentarzy...
Przejdź na stronę główną