Świerszcze i szarańcza zamiast mięsa – nie wiemy, czym nam grozi spożywanie chityny

0
0
10
Świerszcz
Świerszcz / Pixabay

Unia Europejska ogłosiła, że planuje się, żeby do 2028 roku owady całkowicie wyparły spożywane mięso do tej pory mięso i jego przetwory, z wyłączeniem ryb. I już teraz Unia Europejska zatwierdziła możliwość wprowadzania na rynek żywnościowy owadów i ich przetworów wykonanych z różnego rodzaju owadów, w tym przede wszystkim świerszczy, szarańczy i mączaka. A pod wpływem nacisków lekarze i dietetycy ogłosili, że świerszcze i szarańcze są zasobne w białko i zdrowe.

Unia Europejska planuje się, że do 2028 roku owady całkowicie zastąpią tradycyjnie dotąd spożywane mięso i jego przetwory. Jedynym wyjątkiem mają być ryby i owoce morza (które też w zdecydowanej większości pochodzą z hodowli). Oczywiście może się to nam wydawać niedorzeczne, ale w ciągu ostatnich kilku lat już widzieliśmy, że działania państw, korporacji i ponadnarodowych korporacji wchodzą głęboko w sferę naszego zdrowia, a teraz także i diety. Rzekomo to jest dobre dla klimatu. Ponoć hodowla insektów jest nawet „o 60 procent mniej obciążająca środowisko w porównaniu z hodowlą bydła i trzody chlewnej”. I wymaga mniej ziemi i wody.

 

Szaleństwo nowej dietetyki

 

Kiedy nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze. Rzekomo chodzi o globalny problem globalnego ocieplenia, a w sumie to już nawet nie globalnego ocieplenia, ale zmian klimatycznych. Unijni urzędnicy swoją decyzję tłumaczą „wzrostem globalnego ocieplenia” i „zbyt dużą emisja gazów cieplarnianych do atmosfery”. A przestawienie się na dietę roślinną i ograniczenie spożycia mięsa ma w tym pomóc. I mocno finansowani z publicznych i korporacyjnych pieniędzy „eksperci” przekonują, że całkowita eliminacja mięsa, a zwłaszcza wołowiny to jedyny sposób, żeby „realnie i długoterminowo wywrzeć wpływ na powrót do lat wcześniejszych” w zakresie klimatu. I tak wedle unijnego rozporządzenia do popularnej żywności, takiej jak: „makarony, mąki, wypieki i szereg półproduktów” będzie można dodawać owady. Jednak to nie koniec, a zaledwie początek, ponieważ na chwilę obecną unijne rozporządzenie określa że ów wkład w postaci owadów będzie w zakresie do około pięciu gram na każde sto gramów suchego produktu. Przez co mają one być całkowicie niewyczuwalne w smaku.

 

Co mamy w robalu...

 

Entuzjaści takiego rozwiązania twierdzą, że w ten sposób zapewniają konsumentowi jednocześnie: pełnowartościowe źródło białka, tłuszcz i chitynę, która jest rzekomo jest „frakcją błonnika nierozpuszczalnego i ceni się ją ze względu na właściwości prebiotyczne”. Fakt, że owady, a w szczególności świerszcze i szarańcze są bardzo zasobne w białko. W obu przypadkach jest ono w granicach 60 procent suchej masy, a w przypadku innych owadów jest to około 50 procent suchej masy. Rzekomo również białka pochodzenia owadziego po usunięciu z nich chityny są strawne przez człowieka w 76-96 procentach. Czego jednak nie potwierdzają żadne sensowne badania. Dalej wielbiciele owadów twierdzą, że stanowią one również dobre źródło aminokwasów egzogennych przyswajalnych przez człowieka w 46-96 procentach. Jest także tłuszcz ponieważ w niektórych owadach nawet do 60 procent suchej masy to tłuszcz, ale nie jest on najzdrowszy. I nawet zwolennicy owadziej diety przyznają, że co najmniej w jednej trzeciej składa się z nasyconych kwasów tłuszczowych, których powinniśmy unikać w naszej diecie. I od razu dodają, że podobnie jest w przypadku „innych zwierząt przeznaczonych pod ubój”. Dodatkowo owady nie są dobrym źródłem kwasów tłuszczowych EPA oraz DHA. Ponoć świerszcze, larwy jedwabnika i cykady to „świetne źródło antyoksydantów” i rzekomo „mają nawet trzy razy większy potencjał antyoksydacyjny niż pomarańcze czy oliwa z oliwek”. I dochodzimy do ostatniego elementu – chityny. Która oprócz owadów występuje także w grzybach (choć nie w takiej ilości). Zalicza się ją do frakcji błonnika nierozpuszczalnego. I jak twierdzą entuzjaści „wyjątkowo ceni się ją ze względu na właściwości prebiotyczne”. Otóż chityna to żaden probiotyk, za to poważny problem w naszej diecie, ponieważ w żaden sposób jej nie trawimy, za to przykładowo komórki nowotworowe są chityną zachwycone.

Tylko nikt nie wie, z czym się wiąże wprowadzenie do diety nowej gamy produktów „odowadzich”. Czy nie będzie prowadzić do zanieczyszczeń organizmu, alergii, uczuleń, chorób odzwierzęcych czy wzrostu ilości nowotworów! I oczywiście o tym w ogóle się nie mówi.

Magdalena Żuberska

 

Ten artykuł ukazał się w miesięczniku Moja Rodzina.

Źródło: własne

Sonda
Wczytywanie sondy...
Polecane
Wczytywanie komentarzy...
Przejdź na stronę główną