Kościół

Wigilia Bożego Narodzenia, czyli wieczór kiedy raj stępuje na ziemię

24 grudnia to jedyny dzień w roku kiedy to z niecierpliwością czekamy na wieczór, pierwszą gwiazdkę, uroczystą wigilijną kolację. Jednak to nie te zwyczaje się najważniejsze. One jedynie pomagają nam w jak najlepszym przeżyciu Świąt Bożego Narodzenia.

 

Słowo Wigilia znamy od najmłodszych lat. Kryje ono w sobie wiele wspomnień, tych rodzinnych jak również tradycji kultywowanych w każdym domu. Samo słowo wigilia pochodzi od łacińskiego vigiliare – czuwać oraz vigilia – czuwanie, straż nocna. Tradycja czuwania przed wielkimi świętami jest bardzo stara. Mamy z nią do czynienia już w Starym Testamencie. W domach Izraelitów w wigilię (wieczór poprzedzający dzień świąteczny) szabatu przygotowywano wszystko, co niezbędne do świętowania. Wieczór taki był zresztą uważany za początek święta.

Chrześcijanie Wigilię Bożego Narodzenia obchodzą od VIII wieku. Dzisiejszy sposób spędzania Wigilii pojawił się w Polsce w XVIII wieku, a rozpowszechnił – w XIX wieku.

Już przed laty wierzono w to, że Wigilia Bożego Narodzenia (zwana niegdyś postnikiem, pośnikiem, kutią lub Wieczerzą Pańską) jest dniem, w którym następuje odnowienie dziejów, że wszystko toczy się od nowa. Na ten jeden dzień raj zstępował na ziemię. W trakcie Wigilii dochodziło do wszechpojednania – żywych i zmarłych, ludzi i zwierząt.

Tego wieczoru pod śniegiem rosły cudowne kwiaty, drzewa owocowe kwitły i wydawały owoce, zakwitał w formie srebrnej gwiazdki kwiat paproci (dopiero później przeniesiono tę tradycję w noc świętojańską), woda w rzekach, stawach i studniach zamieniała się w miód, wino lub płynne złoto. Nad kwitnącą jabłonią otwierało się niebo, ziemia ukazywała swoje skarby, a rośliny kłaniały się nisko nowo Narodzonemu. Zwierzęta (oprócz konia, którego nie było przy żłóbku Dziecięcia) mówiły ludzkim głosem. Leśne zwierzaki budziły się z zimowego snu, a bydło o północy na chwilę krótko klękało przed żłóbkiem Dziecięcia. Swe listki otwierała nawet wyschła zawsze róża jerychońska, a zatopione niegdyś dzwony odzywały się z głębi jezior. Ożywały nawet kamienie i kręciły się wokół własnej osi.
 

Niestety, te wszystkie cuda mógł zobaczyć jedynie człowiek bez grzechu i wielkiej odwagi. Tradycja zna wiele podań o śmiałkach, którzy przysłuchiwali się rozmowom zwierząt. Te zwykle przepowiadały im rychłą śmierć. Przychodziła ona po ciekawskich jeszcze tej samej nocy.

24 grudnia był również zwyczaj obserwowania wszelkich zjawisk atmosferycznych, gdyż uważano, że „ten dzień jaki, cały rok taki”. Już rano gospodarz rozdawał opłatki wszystkim domownikom wraz z życzeniami szczęścia i zdrowia. Oczywiście, oni także mu tego życzyli. Miało to zapewnić domowi pokój i dobrobyt na następny rok. Natomiast dzieci upominano, aby były grzeczne i posłuszne, gdyż jeśli w Wigilię oberwą po głowie, to przez cały rok będą dostawać lanie.

Swoje zadanie w Wigilię do wykonania mieli również mężczyźni. Panowie udawali się wtedy na polowania, gdyż ten dzień sprzyjał obfitym łowom (a co z tym pojednaniem ludzko-zwierzęcym?). W Wigilię nie wolno było nic pożyczać (o pewnym wyjątku napiszę niżej) – zwłaszcza ognia, gdyż w takim razie przez cały rok pożyczonej rzeczy będzie w gospodarstwie brakować. Parobcy bawili się inaczej – w ten dzień starali się akurat coś „zwędzić”. Jeśli zakończyło się to sukcesem – oznaczało pomyślność w przyszłym roku. Gorzej było, jeśli gospodarz lub gospodyni przyłapali na kradzieży… Ale nawet „szczęśliwcy” musieli oddać swój „łup” (zwykle drobną rzecz) już w pierwszy dzień Świąt. Inaczej – ze szczęścia nici. Ale przecież chodziło przede wszystkim o dobrą zabawę!

Wracając jednak do samej kolacji wigilijnej. Przed laty szczególną uwagę zwracano by izba, w której spożywano wieczerzę, była wyściełana słomą na pamiątkę stajenki betlejemskiej. Wieczorem domownicy kręcili powrósła ze słomy i szli z nimi do sadu. Podchodzili do każdego drzewa owocowego i 3 razy zwracali się doń następującymi słowami: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” i odpowiadali sobie: „Na wieki wieków amen”. Potem pytano się drzewa: „Drzewino, cy śpis, cy zyjes? Chrystus się nam narodził: jak śpis, to staj na ten Nowy Rok!”. A później krzyczano głośno: „Będzie rodziła, nie ucinaj! Nie będzie rodziła, utnij ją!”. I biedne drzewko dostawało obuchem siekiery! W innych rejonach domownicy, po powrocie z pasterki, szli do sadu i potrząsali drzewami ze słowami: „Obudźcie się, bo narodził się Jezus Chrystus”.

W domach mieszczan siano kładziono pod obrusem. W niektórych wsiach w Sieradzkiem lub Łęczyckiem do izby przynoszono siano nie dojedzone przez konie lub woły. Najlepsze było te wyjęte zza drabiny wołu. Dlaczego właśnie wołu? Otóż Dzieciątko chciało mieć to zwierzę przy sobie, aby grzać się jego ciepłem. Gdzieniegdzie słoma i siano znajdowały się także na kościelnych podłogach. W 1780 r. zabronił tego biskup krakowski J. Olechnowski. Siano i słoma, oprócz zapewniania dobrych żniw, symbolizowały ubóstwo Świętej Rodziny w stajence. Są one także wspomnieniem słowiańskiej ofiary dla bożka Ziemiennika. Wiązki słomy rzucano pod sufit („ciskanie kop”), co miało gwarantować wysokie plony. Biały obrus przypomina ołtarz i pieluszki małego Jezusa. W południowej Polsce na stół sypano ziarna zbóż, grochu, maku, soczewicy i dopiero na nich stawiano miski z jedzeniem.

Pod stołem umieszczano jakieś żelazne i ostre narzędzia, aby mieć zdrowe nogi i aby krety i inne szkodniki nie niszczyły zbiorów. Stół obwiązywano łańcuchami i sznurami, „aby chleb trzymał się domu” i panował w nim dostatek.

Przez lata tradycje wigilijne się zmieniły. Z biegiem czasu ukształtowały się nowe zwyczaje, a wiele z tych które kultywowali nasi przodkowie dziś nas jedynie fascynują. Jednak nie zapominajmy, że w te grudniowe dni najważniejszy jest nowonarodzony Jezus, który przyszedł na świat by nas zbawić. Kończąc przypomnijmy sobie słowa Adamem Mickiewiczem: "Wierzysz, że Bóg narodził się w Betlejemskim żłobie, lecz biada ci, jeśli nie narodzi się w tobie".

Agata Bruchwald
Źródło: pijarzy.pl

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

4 komentarze

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra