Zdaniem Rafała Ziemkiewicz winne są temu media goniące za tanią sensacją, by schlebiać prostackim oczekiwaniom czytelników, groteskowa opozycja opierająca się na kłamstwa, i wywodząca się z PiS „władza, która tak zmiękła i "stusczyła" się, że z zasady nie chce kłamstw odkłamywać, odkręcać manipulacji i niczego objaśniać, tylko woli błyskawicznie się w zaatakowanych punktach wycofywać i takim sposobem "odbierać tlen" propagandzie opozycji - co może i ma swoje pijarowskie plusy, ale kosztem zgody na galopujące idiocenie opinii publicznej i zamykanie polityki w maglu”.

 

Kolejną "gównoburzą", kolejnym ''szitsztormem'', w polskiej polityce jest zdaniem Rafała Ziemkiewicza „projekt zmian przepisów o zwalczaniu tzw. przemocy domowej, a konkretnie - zawarta w nim nowa definicja prawna owej przemocy”.

 

Jak przypomina Rafał Ziemkiewicz „twórcy projektu twierdzą, że takiej zmiany potrzeba do skutecznego działania, bo obecna definicja jest tak nieprecyzyjna, że z jednej strony nie daje się zastosować w wielu wypadkach niewątpliwej patologii, z drugiej zaś - była przyczyną głośnych w mediach nadużyć sądowych, kiedy to bez powodu rozbijano zupełnie normalne rodziny”.

 

Według Rafała Ziemkiewicza „wyspecjalizowani w szukaniu, czym by tu uderzyć w PiS funkcjonariusze propagandy "opozycji totalnej" (...) ogłosili, że wedle nowej definicji jednorazowe pobicie przemocą domową nie będzie, a dotąd było. Czy to prawda? Pewnie nie”.

 

Jak przypomina Rafał Ziemkiewicz lewica jak zwykle kłamie — w Polsce „każde naruszenie nietykalności cielesnej, nieważne, w rodzinie czy poza nią, jest przestępstwem, każde jest ścigane, w wypadku określonych konsekwencji zdrowotnych - z urzędu. Pojęcie "przemocy domowej" nie jest do tego potrzebne, służy ono tylko do uruchamiania pewnych procedur”. Jak przypomina publicysta, „wypowiedzi doświadczonych prawników” wskazują „że oparcie tych procedur nie” ma być oparte „na jednorazowym protokole, ale na stwierdzeniu ciągłości nękania (nawiasem mówiąc, projekt rozszerza pojęcie na dręczenie psychiczne, które potrafi przynosić więcej zła, a obecnej definicji umyka)”.

 

Zdaniem Rafała Ziemkiewicza „mediom afiliowanym przy PO nie chodzi o dobro ofiar przemocy domowej czy o ograniczenie patologii - idzie tylko o to, żeby przyp...ć PiS. Czymkolwiek. W ostateczności, jak już nie ma pod ręką niepełnosprawnych dzieci albo szukających rozszerzenia swej władzy eurokratów, to choćby nawet tym, że Beata Szydło miała żółty kostium, albo że Mateusz Morawiecki podsadził syna do choinki, albo że profesor Pawłowicz jadła sałatkę. Więc raz-dwa zmontowano i puszczono w obieg komunikat: "PiS pozwoli bezkarnie bić żony"”.

 

W opinii Rafała Ziemkiewicza PiS ulega temu kretyńskiemu zastraszaniu przez lewicowe media. Przykładem tego była kwestia liberalizacji przepisów o wycince drzew, „która upraszczała nieżyciowe procedury, zamieniające wycięcie drzewa na własnej działce w biurokratyczny slalom. Użyto tej zmiany jako pretekstu do rozpętania histerii, że PiS masowo wycina drzewa, czego "dowodzono" pokazując codziennie zdjęcia a to sprzed lat, a to grzejąc jakiegoś dewelopera, który ogolił chronioną wydmę w sposób absolutnie niemający nic wspólnego z tą ustawą, a to pokazując wycinki w miastach, nawiasem mówiąc, rządzonych przez PO”. Jak przypomina publicysta nikogo nie obchodziły „fakty, statystyki, pokazujące, że wszystko to było kompletną bzdurą, drzew wycinano tyle co zwykle i tyle co zwykle sadzono - PiS po paru miesiącach w końcu ułatwiający ludziom życie przepis skasował”.

 

W opinii Rafała Ziemkiewicz PiS „nie będzie już robił niczego, poza picem”, bo dał się zastraszyć nagonce medialnej opozycja, co doprowadzi do katastrofy w Polsce, bo nie będzie koniecznych reform.

 

Jan Bodakowski