To ludzie bardzo, bardzo zapracowani. Lato, jesień, zima – stale na barykadzie. Co jedzą, co piją, kto na nich pracuje, kiedy oni w upale i deszczu, na mrozie i wietrze oddają się walce o wszystko albo nic? Być może to żyjący samą ideą asceci naszych czasów… chociaż nie każdy. Bywa, że trzeba robić wśród nich zbiórkę na wikt i opierunek dla któregoś wodza. Pewna część o nic martwić się nie musi: łoży na nich społeczeństwo, zapewniając diety poselskie a bywa, że i dobre sędziowskie pensje. Są zawsze. Wszędzie. W każdej szparce naszego życia, jak rok długi i szeroki. Wypatrują każdego potknięcia wroga, nawet gdy ten potknie się o sznurówkę w bucie. I grzmią o tej sznurówce dniami i tygodniami, upatrując w tym znaku nadchodzącego upadku właściciela buta.

O co walczą? A kto ich wie – to dość niejasne, choć czasem wymknie się im prawda: chcą, łakną powrotu do tego co było. A było tak słodko, tak dobrze, tak kulturalnie, nawet w stanie wojennym, jak był to określił były oficer komunistyczny (pisałam o nim w „Sen pułkownika SB”). Konkludując: marzy się im wędrówka w przeszłość. Jedyną przeszkodą jest brak odpowiedniej do tego celu machiny czasu.

Są przekonani, że mają wielkie znaczenie, że widzi ich i śle życzenia zwycięstwa Europa, świat, a nawet zakopani w igloo Eskimosi z dalekiej Północy. Na liście nie ma wprawdzie na razie cywilizacji pozaziemskich, ale być może i one dostrzegą, przylecą, uwolnią od trudu. Trud to bowiem straszliwy, nieporównywalny z żadnym innym. Co dnia dowodzą tego ich przemowy w ukochanej telewizji, na sejmowych korytarzach, w salach, salkach i na placach. Gdzie się tylko da…

A tymczasem świat ośmiela się mieć inne sprawy na swojej okrągłej głowie. Żyć problemami tak poważnymi jak wojny i głód, burzyć z przyczyn kompletnie odmiennych niż rozwiązane sznurówki w bucie wroga. Spoglądając na swe ziemskie sprawy, ostatnio zerka też z zaciekawieniem w Kosmos. Bo dzieje się tam, oj, dzieje…Na niewidocznej, tajemniczej stronie Księżyca udało się wylądować chińskiej sondzie. Być może wreszcie część zagadki „ co tam jest?” zostanie rozwiązana. Do tego w pierwszy dzień Nowego Roku, jakby zapowiadając nową epokę, sonda kosmiczna NASA New Horizons dotarła w najdalszą jak dotąd głębię wszechświata, do sąsiadującej z orbitą Neptuna planetoidy Ultima Thule, oddalonej 6,6 miliarda km od nas! Osiągnięta przez sondę szybkość jest gigantyczna: 51 500 km na godzinę! Na Ziemię docierają pierwsze zdjęcia planetoidy. Zaskakujące. Obiekt ten ma kształt…bałwana.

New Horizons jest jak maszyna do podróży w czasie

– powiedział uczestnik projektu, geofizyk Jeff Moore.

Dzięki niej badacze będą mogli zdobyć niedostępne do tej pory informacje, jak tworzyły się planety, łącznie z naszą Ziemią. Jakby nam tego Kosmosu było mało, nawet my - Polacy wdarliśmy się w jego wnętrze. 29 grudnia, czyli niemal chwilę temu zaczął działać polski satelita badawczy PW-Sat2, wystrzelony na pokładzie amerykańskiej rakiety nośnej Falcon 9.

No i patrzcie ludzie. Są sprawy ważniejsze niż trud i znój totalsów. Na razie jeszcze żaden z nich nie oświadczył, że te wszystkie osiągi naukowe związane z penetracją Kosmosu, i gadanie o tym w mediach „reżimu”, jest typowym odwracaniem uwagi od kwestii najważniejszych, tych o wadze super ciężkiej. Od ich walki. Ale wszystko przed nami. Być może niedługo i na to wpadną. Bo czymże jest wszechświat wobec problemów statystów serialu „Kierunek: protest”?