Przyjęcie w projekcie unijnego budżetu aż 1 mld 834 mln euro na działanie określane mianem promocji demokracji, praworządności i podstawowych praw jest tym bardziej niepokojące, że brukselskie „elity” w ostatnich latach wielokrotnie udzielały reprymendy Węgrom, Polsce, Słowacji i Czechom. Pod pozorem ochrony „europejskich wartości”, realizują interesy unijnych hegemonów. W grudniu UE baczniej zaczęła przyglądać się także Rumunii, która od 1 stycznia objęła prezydencję. Bukareszt, podobnie jak wcześniej Warszawa, ma zamiar reformować swoje prawo karne i organizację sądownictwa. Bruksela uznała za niezbędne pouczenie Rumunii.

Teraz prawie 2 mld euro mają trafić do organizacji pozarządowych. O podziale środków będzie decydować Komisja Europejska. Najprawdopodobniej więc środki trafią do potentatów, którzy są już przygotowani do zarządzania sporymi środkami oraz mają dobre stosunki z Brukselą.

Na początku na ten cel w unijnym budżecie przewidziano, według propozycji Komisji Europejskiej, 642 mln euro. Jednak na wniosek Komisji Wolności Obywatelskich prawie trzykrotnie zwiększono finansowanie programu „Prawa i wartości”.  Przewidziane w nim środki wesprą organizacje pozarządowe na poziomie lokalnym, krajowym i transnarodowym w ramach promowania równości i niedyskryminacji, zwiększania zaangażowania obywateli i zwalczania przemocy. W  celach programowych zawarto również ochronę praworządności i promocję demokracji oraz refleksję nad czynnikami prowadzącymi do reżimów totalitarnych czy przeciwdziałanie „mowie nienawiści”.

Co więcej, eurodeputowani dali Komisji Europejskiej prawo do stosowania szybkiej ścieżki przyznawania pieniędzy z tej puli w sytuacjach „poważnego i szybkiego pogorszenia się sytuacji w państwie członkowskim”. KE będzie wówczas mogła przyspieszyć procedurę składania i rozpatrywania wniosków oraz przyznawać pieniądze organizacjom, które będą mogły „wesprzeć demokratyczny dialog” w państwie „zagrożonym upadkiem demokracji” – rozumianej według unijnych standardów.