Państwo z tektury wobec bandyty z doktoratem

Państwo polskie jest z papieru i tektury. Ten cham już za wcześniejsze dokonania powinien siedzieć. Warto przypomnieć co niektóre akcje tego przedstawiciela młodego pokolenia Żydokomuny. Takie jak obrzucenie do spółki z niejaką Klementyną Suchanow (nomen omen doktorzycą na Uniwersytecie Wrocławskim) jajami limuzyny prezydenta. Szturm na warszawską Kurię w Czarny Piątek, kiedy ci „ studenci z Komitetu Antyfaszystowskiego” siedzieli pod drzwiami warszawskiej kurii walcząc... przeciwko ustawie antyaborcyjnej. To ewidentnie ta dzicz na początku lipca zeszłego roku na trzech budynkach kościelnych w Warszawie czerwoną i czarną farbą wymalowała napisy: „Oto ciało moje, oto krew moja. Wara wam!” i „Mordercy kobiet”.

Warto też przypomnieć okupację balkonu w rektoracie. Gdzie rzekomo chodziło o wolne uniwersytety. Czy naruszenie miru domowego przez wdarcie się na teren parlamentu i obrzucanie workami z czerwoną farbą siedziby Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie.

Bezkarny gnój

Czemu jest bezkarny? Bo czuje się mocny. Murem za nim stoi Uniwersytet Warszawski (który podobnie, jak inne uczelnie na Zachodzie stał się wylęgarnią lewactwa i zboczeń). Temu jawnemu bandycie swoich szpalt udziela zachwycona „Gazeta Wyborcza” i „OKO.press”, które twierdzą, że ten biedaczek był „wielokrotnie nękany, bity i zatrzymywany przez policję”. Poza tym ma właściwe korzenie etniczne. Niech się każdy domyśli jakie… Wystarczy wspomnieć, że to on do spółki z założycielem „Midrasza” i synem agentury stalinowskiej Konstantym Gebertem (Warszawskim) robili wspólnie panel o „sytuacji Żydów ukraińskich w okresie protestów obywatelskich przełomu 2013 i 2014 r. w odniesieniu do zjawisk społeczno-politycznych zachodzących w Europie w ostatnich latach. Szczególną uwagę zwróciliśmy na radykalizację postaw społecznych i retoryki kulturowej oraz politycznej na płaszczyźnie etnicznej. Podjęliśmy także próbę odpowiedzi na pytanie o aktywną rolę Żydów we współtworzeniu i obronie Majdanu oraz jej rzeczywisty odbiór w społeczeństwie ukraińskim”, gdzie moderatorem był znany negacjonista wołyński, prezes Związku Ukraińców w Polsce Petro Tyma. A wśród prelegentów był kwiat wrogów Polski i polskości, takich jak Konstanty Gebert, prezes Stowarzyszenia Organizacji i Gmin Żydowskich Ukrainy, VAADUA, wiceprzewodniczący Kongresu Wspólnot Narodowościowych Ukrainy oraz Światowego Kongresu Żydów, członek Rady Głównej Eurazjatyckiego Kongresu Żydów Josif S. Zissels, wiceprezes zarządu Towarzystwa Europy Wschodniej Andrzej Szeptycki, czy wreszcie wyjątkowa nawet jak polskie warunki szuja – żyjąca z plucia na Polskę za niemieckie i żydowskie pieniądze Rafał Pankowski. A partnerami dyskusji byli stowarzyszenia Nigdy Więcej oraz Otwarta Rzeczpospolita.

Nierówno pod beretem

„Cholera, i pomyśleć, że na pewnym etapie było 50% szans, że będę kobietą, a potem - to już mrożące błękitną krew w żyłach prawdopodobieństwo warunkowe - że zostanę feministką. A tak to mogę sobie być pospolitym oprychem” - pisze na swoim facebooku ten bandyta. Cóż jak widać również z mózgiem ma pewne problemy.

Uniwersytet Warszawski udaje strusia

Już ponad rok temu #Magazynśledczy pytał prof. Jacka Jezierskiego, czy agresywny uczestnik demonstracji KOD adiunkt Rafał R. Suszek,, nie sprzeniewierza się zasadom etyki pracownika naukowego? I co? Tego typa bronił szef Katedry Metod Matematycznych Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego profesor Jacek Jezierski, który w programie Doroty Gardias powiedział:

- To co pan podniósł, że się świeci przykładem, czy coś to jeśli chodzi o prowadzenie zajęć i tak dalej to ja nie mam tutaj żadnych problemów na wydziale. Profesor też odpowiedział, czy będą jakieś konsekwencje wobec adiunkta, za jego postępowanie - Nie wydaje mi się. Dlatego, że my się tutaj zajmujemy działalnością naukowo-dydaktyczną nie polityką. Ja nie widzę problemu, to pan widzi problem. To było rok temu. Teraz prof. Jacek Jezierski zasugerował, że nie interesuje go, czy jego pracownik łamie prawo, czy nie.

Ostatnio dziennikarze ponownie zapytali prof. Jezierskiego, czy wyciągnie jakieś konsekwencje dyscyplinarne wobec bezkarnego zadymiarza?

- O takie rzeczy mnie pan pyta. Pan by chciał chyba, żebym wydał jakąś ocenę. Ale ja nie jestem dziennikarzem i nie muszę niczego oceniać. Jego czyn w niczym nie koliduje z jego obowiązkami. Rafał jest na urlopie. On tam występuje jako obywatel, to jest dla mnie jasne. A to, że młodzi ludzie chcą po obywatelsku coś osiągnąć takimi metodami, to mnie nie dziwi. Każdy gdzieś pracuje. To nie jest jakaś tajemnica. Jak pan chce myśleć o zdyscyplinowaniu pracownika, proszę się zwrócić do rektora. Nie mam ochoty zwierzać się, co myślę o Rafale. To jest moja prywatna sprawa.

– stwierdził prof. Jezierski i rzucił słuchawką.

– Zdaniem rektora, obalanie pomników to droga donikąd. W warunkach demokratycznych nawet najbardziej palące kwestie społeczne należy rozwiązywać z poszanowaniem prawa. Z oświadczeń przekazywanych przez Urząd Miasta w Gdańsku wynika, że nad właściwym rozwiązaniem właśnie pracowano. Zdjęcie tego pomnika z cokołu - pod osłoną nocy, bez zgód i zezwoleń - to sprawa, która na pewno będzie przedmiotem zainteresowania policji i prokuratury. To są odpowiednie do tego organy

– skomentowała rzecznik prasowy UW, Anna Korzekwa-Józefowicz. Ale raczej rektor nic Suszkowi nie zrobi. Za mocnych ma protektorów. A rektorowi nie zależy na ukaraniu bandyty, który już dawno za całokształt powinien z uniwersytetu wylecieć i siedzieć w więzieniu.