– Pracownicy sanepidu rozpoczęli kontrolę o godzinie 13.00. Już na samym początku wiedzieli, że za dobrze nie będzie. "Średzianka" otrzymała pozwolenie na działalność we wrześniu ubiegłego roku. Sanepid obejrzał wtedy pomieszczenia i wydał zgodę. Wszystko było w porządku. Teraz już tak dobrze nie było. Przede wszystkim pracownicy znaleźli odchody myszy. Były one w samej kuchni oraz pomieszczeniach magazynowych, ale to nie koniec. Stwierdzono ogólny brak porządku i zły stan techniczny pomieszczeń - dziury w ścianach, uszkodzony tynk, zacieki na suficie. Znaleziono także przeterminowaną żywność i uszkodzone pojemniki transportowe. (…) Ponadto trzech z dziewięciu pracowników "Średzianki" w tym menedżer grupy nie miało aktualnych badań lekarskich. Ukaraliśmy mandatem osobę odpowiedzialną za organizację jadłodajni. Będzie musiał zapłacić 500 zł. O całej sytuacji powiadomiliśmy burmistrza i starostę, a przede wszystkim placówki korzystające z cateringu. Sanepid nie ma żadnych informacji o zatruciu osób, do których trafiały posiłki ze "Średzianki". Działania w tej sprawie zaczęliśmy już pół godziny po tym, jak do jadłodajni weszli nasi inspektorzy.

– powiedziała mediom podając powody zamknięcia do odwołania placówki po kontroli zastępca dyrektora Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Środzie Wielkopolskiej Maria Deręgowska.

– To coś, co nie powinno mieć miejsca. My, jako prowadzący ośrodek "Rodak", zrobiliśmy wszystko, aby wyeliminować działania "Średzianki". Repatrianci mają zapewniony catering z firmy zewnętrzny do czasu wyjaśnienia tej sprawy. Nie mam nic wspólnego ze "Średzianką".

– powiedziała Onetowi kierowniczka ośrodka „Rodak” Izabela Jóźwiak-Śliwińska.

Co jak mawia młodzież przynajmniej z dwóch powodów wydaje się totalną „ściemą” ponieważ po pierwsze za stan techniczny pomieszczeń odpowiada właśnie ona, jako dyrektor całej placówki. A po drugie... wyżej wymieniona do grudnia ubiegłego roku była... prezesem Spółdzielni Socjalnej „Średzianka”! A kto jest teraz prezesem...? To bardzo ciekawa sprawa i ciekawa osoba. Tym zajmiemy się w kolejnym artykule.

Jednak ten temat, choć wyjątkowo bulwersujący to zaledwie malutki wierzchołek góry lodowej innych ciekawych sytuacji w powiecie średzkim, gdzie dowody wskazują, że są umoczeni lokalni notable, włącznie z byłym starostą Środy Wielkopolskiej. W cyklu artykułów przedstawimy ich dokonania, tak charakterystyczne dla Polski powiatowej, gdzie ręka rękę myje, a sieć wzajemnych powiązań mogłaby zawstydzić mieszkańców miasteczka Corleone na Sycylii. Niestety samorządowcami często są ludzie, którzy dawno powinni być oskarżeni i skazani przez wymiar sprawiedliwości. Co ciekawe wszystkie dziwne i budzące wątpliwości prawne wątki prowadzą do... byłego starosty i zarazem sekretarza Gminy Środa Wielkopolska Marcina Bednarza, przeciwko, któremu, prowadzi postępowanie prokuratura w Lesznie i któremu mogą być postawione poważne zarzuty. Mogą, ale nie muszą, ponieważ nie wiedzieć czemu lokalne, wielkopolskie struktury Prawa i Sprawiedliwości nie są chętne zgłaszaniu pewnych, rażących spraw do prokuratury, o czym zapewne centrala partii nie do końca ma wiedzę, ewentualnie na to się po cichu godzi. Co biorąc pod uwagę hasło uczciwości, transparentności i zamknięcia złodziei z poprzednich ekip rządowych i samorządu (co przez 3 lata nie wyszło nawet w tak jaskrawych przypadkach, jak Hanna Gronkiewicz-Waltz i Paweł Adamowicz) byłoby rzeczą skandaliczną. Dlatego nie omieszkamy spytać krajowych polityków PiS, szczególnie tych wywodzących się z Wielkopolski o ich opinię dotyczącą braku zgłoszeń działań, których inicjatorem był były Starosta Marcin Bednarz . O tym wszystkim więcej w kolejnych artykułach.

 

Michał Miłosz