Skąd wiemy, że ludowe zwyczaje, po których dziedzictwo możemy znaleźć w wielu zakątkach współczesności, wyglądały tak a nie inaczej? Że wiosną topiono symbol zimy – kukłę Marzanny, zaś w czasie nocy świętojańskiej palono ognie i na wodę puszczano wianki? Że dzisiejsze obrzędy weselne są często naśladowaniem tego co przed wiekami czynili pradziadowie. Odpowiedź jest prosta.

 

Obraz przeszłości wędrował ku nam przez wieki, poczynając od najpierwszych kronikarzy, Galla Anonima, Kadłubka, Długosza, Janka z Czarnkowa, po czas nam bliższy. Nie ma potrzeby wspominać tu dokonań największego spośród przekazodawców polskiego obyczaju, Oskara Kolberga. Rok mu poświęcony obchodziliśmy przed 5 laty, toteż wiedza o pracach tego wybitnego etnografa dotarła do szerokiej opinii. Na trud naszego poznania przeszłości złożyli się jednak i ci pomniejsi. Niewątpliwe zasługi, oprócz Kolberga, ma tu Zygmunt Gloger, autor „Encyklopedii Staropolskiej”.

 

Miał jednak Kolberg w swoich czasach kilku mu podobnych, chociaż na skalę mniejszą. Wśród godnych przypomnienia są poeci: Wincenty Pol, Lucjan Siemieński, folklorysta Kazimierz Władysław Wójcicki, a z bliższych nam czasów: Adam Chętnik, Józef Burszta, Bohdan Baranowski czy znakomity etnograf z Rzeszowszczyzny Franciszek Kotula. W owej plejadzie nie można pominąć Józefa Ignacego Kraszewskiego, który poza ponad dwustu powieściami, zostawił nam też różnorodne opisy starych zwyczajów.

 

Wszyscy oni warci są osobnego artykułu, lecz przypomnijmy na razie tych nieco mniej znanych: Pola, Siemieńskiego, Wóycickiego. Cała trójka urodziła się w roku 1807 i zmarła kolejno: w 1872, 1877, 1879. Dwaj pierwsi spoczęli w krypcie zasłużonych na krakowskiej Skałce, Wóycicki na Powązkach w rodzinnej Warszawie. Każdy brał udział w Powstaniu Listopadowym i przeszedł przez carskie więzienia. Wspólną ich cechą było też przywiązanie do Ojczyzny, głębokie zainteresowanie jej dziejami, głównie folklorem, przypowieściami i legendami ludu.

 

Plonem badań Lucjana Siemieńskiego, poety z Galicji, wykładowcy literatury na Uniwersytecie Jagiellońskim była m.in. praca „Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie”. Tworzył też utwory stylizowane na naszych legendach, tym samym wiele z nich ocalając dla potomności.

 

Zainteresowanie folklorem stało się sensem życia Wincentego Ferreriusza Pola. Pochodzący po ojcu z rodziny niemieckiej, po matce ze spolszczonej francuskiej był z wyboru serca polskim patriotą, dając temu wyraz jako powstaniec listopadowy, zaufany gen. Józefa Bema, kawaler Orderu Virtuti Militari, opiekun powstańców-emigrantów. Uciekając przed carską policją do Galicji tworzy tu „Pieśń o ziemi naszej”, piękny poetycki opis regionów Polski. Wędruje po Karpatach, pisze prace o swych badaniach etnograficznych, które kontynuuje na Wołyniu, Polesiu, Wielkopolsce, Kujawach i Pomorzu Gdańskim. Jest folklorystą samoukiem. Samoukiem wybitnym. W uznaniu ogromnej jego wiedzy Uniwersytet Jagielloński nadał mu tytuł profesora nadzwyczajnego geografii.

 

Znanym w kraju etnografem, badaczem literatury i obyczajów ludu był Kazimierz Władysław Wóycicki. Ten urodzony w Warszawie syn Jana, lekarza króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, początkowo pobierał nauki politechniczne. Jednak bardziej pociągała go literatura i historia. Wolny czas wykorzystywał do krajoznawczo-folklorystycznych wędrówek po kraju, zbierając bogate, cenne materiały. W 1830 r. zaowocowało to trzytomowym zbiorem „Przysłowia narodowe”. Miał wówczas zaledwie 23 lata! Po upadku Powstania i wyjściu z carskiego więzienia osiadł w Warszawie, gdzie współredagował sławną „Encyklopedię Powszechną” Orgelbranda i pisał kolejne prace o rodzimym folklorze.

 

Te nazwiska warto znać i zapamiętać jako wyraz wdzięczności za dar, którym nas obdarzyli. Dar wiedzy o naszej przeszłości.