Co to jednak jest patriotyzm? Do czego odnosi się pojęcie ojczyzny? Wspomniani myśliciele z reguły utożsamiają pojęcie ojczyzny albo z państwem, albo z narodem. Patriotyzm będzie zatem albo umiłowaniem państwa albo umiłowaniem narodu.

Patriotyzm może być ujmowany jako umiłowanie państwa tylko wtedy, gdy państwa nie traktuje się wyłącznie jako wytworzoną przez człowieka strukturę, ludzki wytwór, ale postrzega się je jako naturalną postać społeczeństwa. Tak podchodzi do tego problemu I. Baliński: „Państwo współczesne jest formą bytu społecznego, wypływającą z psychiki jego składników, a przynajmniej większości uświadomionych jego członków, która łączy ich nie tylko przez nakazy posłuszeństwa lub doraźny interes materialny, ale spaja cementem trwalszym i głębiej przenikającym, spaja poczuciem łączności i sympatii wzajemnej, z ciągłości historycznej wyrosłym, a które opiera się przede wszystkim na przywiązaniu do swojego państwa, jako do Ojczyzny, na miłości do swego państwa, jak do skonstruowanej przez siebie i najbardziej niezależnej formy bytu, w której dany naród rozwijać się może swobodnie według przyrodzonych i nabytych w pochodzie wieków cech i aspiracji dla własnego dobra i dla spełnienia swej misji dziejowej i swej współpracy w wielkiej rodzinie narodów świata”.

Podobne stanowisko zajmują Z. Baranowski, J. Ściesiński czy L. Caro.

Pozostali polscy myśliciele katoliccy okresu międzywojennego uznają, że taka postać patriotyzmu jest niebezpieczna tak dla jednostki, jak i dla społeczeństwa. Państwo to przecież tylko pewien twór człowieka – „rzecz bardziej abstrakcyjna, bezbarwna, jakby nieosobowa”, pewien ustrój prawny. Miłość pociąga za sobą pewną postawę służby, a przecież to państwo ma służyć człowiekowi, a nie człowiek państwu. Państwo wytworzone przez taki patriotyzm będzie traktowane jako narzędzie służące wyłącznie wartościom materialnym.

Jeżeli zaś za ojczyznę uzna się naród, patriotyzm staje się miłością do niego, a zatem miłością do ludzi, która owocuje troską o ich ziemię, tradycję, duchowość, dorobek kulturowy i materialny. Państwo wytworzone przez tak rozumiany patriotyzm będzie więc służyć nie tylko wartościom materialnym, ale również duchowym, moralnym i kulturowym, a przede wszystkim konkretnym, realnym ludziom.

Polscy myśliciele katoliccy okresu międzywojennego używają terminu nacjonalizm do oznaczenia:

  • tej postaci patriotyzmu, która przybiera kształt miłości do narodu;
  • koncepcji filozoficzno-teologicznej głoszącej wyjątkową rolę narodu w życiu wspólnotowym człowieka;
  •  doktryny politycznej głoszącej, że najwyższą wartością jest naród.

Nacjonalizm jako typ patriotyzmu, jako miłość do narodu jest „umiłowaniem bytu swego narodu w przeszłości, a w rezultacie dążeniem do rozszerzenia i doskonalenia go w przyszłości”. Nie jest on zatem tylko „popędem” i „uczuciem”, ale również wyraża się  w „myślach i prawach”, co prowadzi do tego, że „narodowy kąt widzenia” staje się podstawowym kątem widzenia człowieka, w którym ta miłość się rodzi. Nacjonalizm zatem jako typ patriotyzmu prowadzi do przyjęcia postawy postawienia narodu, ale tylko w perspektywie przyrodzonej, „na pierwszym miejscu”.

Nacjonalizm tak rozumiany może podlegać patologii, stawać się patriotyzmem „spaczonym”, „jednostronnym”. Będzie to miało miejsce wtedy, gdy miłość do własnego narodu przekroczy „rozumną miarę i granicę” – stanie się egoizmem – zrodzi postawę, która prowadzi do ignorowania zasad moralnych i interesu innych narodów.

O nacjonalizmie rozumianym jako niespatologizowany patriotyzm mówi J. Pastuszka, gdy przeciwstawiając „akty nacjonalistyczne” aktom religijnym stwierdza: „Akty nacjonalistyczne należy rozpatrywać na innej płaszczyźnie – nie przyświeca im wieczność, lecz doczesność, a mianowicie, podtrzymanie własnego bytowania przez zespolenie go z innymi bytami pokrewnymi. Nie mają one na celu pełni życia jako takiego, lecz zdążają do uzyskania tego stopnia życia, jakie da się osiągnąć przy idealnym układzie stosunków międzyludzkich, choćby podniesionych do najwyższego stopnia doskonałości. (...) Akty nacjonalistyczne bardziej noszą na sobie charakter altruistyczny. Nie zapominajmy wszakże, że i wówczas zachodzi swoisty proces wymiany – poświęcając się jednostka nie jest wyłącznie dającą ale biorącą”.

Z takiej postawy wyrasta ta doktryna nacjonalizmu, która, według J. Rostworowskiego, powinna stać się doktryną filozofii katolickiej. Nacjonalizm tak rozumiany stanowi bowiem realizację obiektywnych „praw narodowych”, które pojawiły się w społecznościach ludzkich dopiero w XX wieku jako efekt ich doskonalenia i rozwoju. W tej perspektywie nacjonalizm przypomina demokrację, o której przecież przez wieki nie było mowy i nie odczuwano jej potrzeby, a która w XX w., na skutek pewnego rozwoju ludzkości stała się prawomocna i wręcz konieczna.

J. M. Bocheński przedstawia następującą charakterystykę tak rozumianego nacjonalizmu: „Nacjonalizmem nazywam więc doktrynę, która twierdzi, że członkowie narodu winni dążyć ku urzeczywistnieniu specyficznych zadań narodu, to jest pielęgnować i rozwijać jego specyficzne wartości. Nacjonalizm jako nastawienie, jest odczuciem wartości specyficznie narodowych i kompleksem uczuć skłaniających do działania zgodnie z owymi wartościami. Zagadnienie uprawnienia nacjonalizmu, w ten sposób pojętego, sprowadza się zatem, jeśli chodzi o samo jego istnienie, do zagadnienia uprawnienia bytu narodu. Jeśli natomiast chodzi o metody i granice akcji, będą one wyznaczone przez miejsce narodu w etyce ogólnej”.

Nacjonalizm jest zatem, jak stwierdza J. Rostworowski, „owocem i zalążkiem znacznie doskonalszej kultury”. Tylko on może zapewnić pokój na świecie. Dopóki, bowiem będą istniały państwa wielonarodowe, ich „imperializm państwowy będzie pociągał za sobą niesprawiedliwość, krzywdy i wojny”.

Nacjonalizm, mówi J. Rostworowski będzie zgodny z filozofią i etyką katolicką, gdy spełni moralne warunki (nie będzie „obrażać prawdy i dobra”), gdy więc zostaną wyznaczone jego granice moralne. Granice takie można, zdaniem J. Rostworowskiego, podzielić na granice „od góry”, „od dołu”, „obok siebie”.

Granice „od góry”, które związane są z faktem istnienia Boga i sprawowania przez Niego opatrzności nad światem, są dwie.

Po pierwsze więc, naród nie może być uznawany za najwyższe dobro człowieka. Dla człowieka najwyższym dobrem jest Bóg, a co za tym idzie realizacja Jego wskazań. Z tego wynika, że nie może być żadnej odrębnej etyki narodowej i nacjonalizm powinien kierować się etyką chrześcijańską.

Po drugie, należy brać pod uwagę plan Boży określony przez prawa i obowiązki, jakie nakłada na człowieka Bóg w prawie naturalnym i objawieniu. Nacjonalizm powinien urzeczywistniać plan Boży. Granice jego działania winny zatem wyznaczać „linie etyczne”, które będą pojawiać się wszędzie tam, gdzie może wystąpić sprzeczność z planem Bożym. Linie te określa nauka Kościoła.

Granice „od dołu” związane są z istnieniem obiektywnego, niezależnego od narodu prawa. J. Rostworowski ma tu w sposób wyraźny na myśli prawo naturalne.

Prawo to mówi, że państwo ma służyć jednostce i rodzinie „ i tyle tylko ofiar żądać od nich może, ile ich rzeczywiście potrzebuje, by to dobro wszystkich w najpełniejszej mierze osiągnąć i zabezpieczyć”. J. Rostworowski mówi zatem, że nacjonalizm musi brać pod uwagę wolność oraz interesy jednostek i podstawowych wspólnot ludzkich i ograniczać je tylko w wypadkach, gdy ich realizacja może stanowić zagrożenie dla innych, w tym dla całej społeczności narodowej.

Ograniczenia moralne „obok siebie” związane są z relacją narodu do ludzkości.

Nacjonalizm ma pewne moralne obowiązki wobec innych narodów i całej ludzkości. Musi zatem niekiedy rezygnować z czegoś na ich rzecz. Nie oznacza to jednak, podkreśla J. Rostworowski, że ma obowiązek rezygnować z „pełnej indywidualności narodowej w kierunku politycznego ogólnoludzkiego zjednoczenia”.

Moralne granice nacjonalizmu typu „obok siebie” wyznacza „wspólność jednej ludzkiej natury”. Z tego względu nacjonalizm musi szanować „skarb kulturalny ludzkości” – sztukę, kulturę i filozofię, chronić je i udostępniać swojemu narodowi, czyniąc z tych dóbr platformę, „na której mogłyby się zawsze spotkać i porozumieć wszystkie ludy i wszyscy ludzie, jakiekolwiek byłyby między nimi różnice, a może i przepaście”.

Moralne granice tego typu wyznacza dobro i interes innych narodów oraz mniejszości narodowych. Nacjonalizm nie może wynosić swojego narodu ponad inne, uznawać swojej rasy za „jakąś rasę wyższą, do panowania nad innymi przeznaczoną”, głosić, że jego ojczyzna jest najważniejsza i że „boski i szlachetny żywot jest jednego tylko narodu udziałem”. Nie wolno mu uważać interesu własnego narodu za „jedynie miarodajną normę w kształtowaniu międzynarodowych stosunków i granic”. Nie może zatem głosić, że jest „siłą, która prawa nie bierze w rachubę”. Zasadą jego ograniczenia ma być „międzynarodowa sprawiedliwość”.

Z tą koncepcją J. Rostworowskiego zgadza się, jak wszystko na to wskazuje, większość myślicieli katolickich okresu międzywojennego. Tak więc np. zdaniem J. Woronieckiego nacjonalizm jest „doktrynalnym uzasadnieniem cnót składających się na patriotyzm”. Stwierdza on, że „zdrowy patriotyzm jest owocem głębokich przemyśleń nad narodem i jego rolą w moralnym życiu człowieka. A. Peretiatkowicz stwierdza, że tak rozumiany nacjonalizm występuje w obronie Kościoła, „nie neguje idei uniwersalnych”, „zdaje sobie dobrze sprawę ze znaczenia religii dla życia narodowego”. A. Żółtowski pisze: „Szukać ludzkości poza obrębem narodowości jest równym szaleństwem, jak chcieć osiągnąć skutek bez odnośnej przyczyny lub też cel. Życie narodów przygotowuje źródła, z których korzystać ma ludzkość cała. Osłabić lub zubożyć życie narodowe, to zubożyć ludzkość. Jest to grzech w całem, najściślejszem, religijnem tego słowa znaczeniu, gdyż krzyżuje to plany Boże, opóźniając godzinę, w której wypełnioną zostanie na ziemi, tak jak w niebie, czyli w całkowitej harmonji”.

Takie poglądy reprezentowała zdecydowana większość myślicieli katolickich okresu międzywojennego. Znajdowało to swoje odbicie w wielu dziedzinach, w tym w znacznej mierze w dziedzinie teorii i filozofii wychowania, gdzie akcentowano kwestię narodu formułując założenia wychowania narodowego.

Takie stanowisko podziela w znacznej mierze również A. Kliszewicz. Stawia on tylko nieco inne, bardziej uniwersalistyczne, akcenty. Stwierdza, że prawdziwy patriotyzm, patriotyzm „w znaczeniu chrześcijańskim”, oznacza „umiłowanie swego narodu przede wszystkim”, łącząc ludzi jednej narodowości w „zgodną całość”. Należy jednak wykluczyć, podkreśla, „wszelkie wrogie uczucia względem innych narodów” i wszystko to, co stoi na przeszkodzie „zgodnemu współżyciu własnej narodowości z innymi”. Z tak rozumianym patriotyzmem związany jest ściśle „humanitaryzm chrześcijański”, który stoi na gruncie „uznania różnorakich jakości duchowych”. A. Kliszewicz uznaje znaczną wartość więzi narodowej dla współczesnego życia społecznego.