Przyśpiewka ta winna stać się mottem, drogowskazem postępowania dla formacji, która uważa się za reprezentanta wsi. Jej przez dekady rozbudowywany elektorat w ostatnich paru latach znacząco się skurczył. Pytanie: dlaczego? - jest już na miarę być albo nie być PSL. Nie pomoże przekonywanie, że dzisiejsze Stronnictwo jest naturalnym spadkobiercą 124-letniej tradycji ruchu ludowego. To wierutna bzdura, kłamstwo, którym chcą przykryć ciemne meandry, jakimi zaczęli krążyć, wchodząc m.in. w koalicję z PO, nie mającym wiele wspólnego z interesami wsi.

Być może oceniam to ostro, ale i mam ku temu powody. Moja rodzina zarówno ze strony ojca jak i matki należała do tych, którzy jeszcze przed wojną należeli do PSL Witosa. Wychowałam się w świadomości, że właśnie tacy jak on najlepiej rozumieli wieś i jej bolączki. Nawet w okresie komuny PSL, przemianowany w ZSL, stawał się rodzajem schowka dla tych, co nie chcieli należeć do PZPR, kryjąc się w szeregach mniej restrykcyjnego Stronnictwa. Znałam wielu takich uciekinierów.

Ludowców, tych prawdziwych, cechowało coś co określano „chłopską honornością”. Za pojęciem tym kryła się niezgoda na traktowanie wsi jako siedliska ciemnoty, chamstwa, braku kultury i wiedzy. Chłopi powinni mieć swój honor, swe prawo do decydowania także w kwestiach ogólnonarodowych. Prawo do szacunku za pracę, za rolę karmicieli, jakimi wszak być nie przestali. Kto o tym zapomniał – nie może liczyć na ich poparcie. Obecne PSL o tym zapomniało. Obecne PSL jak może łasi się do partii salonowej odurzonej celebryckim widzeniem świata, z jego wzgardą dla szarego człowieka. Wystarczy przypomnieć wypowiedzi jej zwolenników, dla których synonimem mieszkańca wsi stał się wąsaty Janusz z Podkarpacia, wydumany osobnik, jakiemu ci „światli” przydali same najgorsze cechy, od tępoty umysłowej poczynając.

Dzisiejsi ludowcy Kosiniaka Kamysza jakby tego nie pojmowali. Można odnieść wrażenie, że cierpią na głęboki kompleks wsi, że chcą za wszelką cenę zatrzeć korzenie, z których wyrośli. Pachną im salony i poklepywanie przez jaśnie „oświeconych”. Nie zauważają przy tym, że ci „oświeceni” rzucają długi cień. Cień, który pożera, wsysa w nicość.

Ostatnie tygodnie niosą nam pokaz przedziwnej szamotaniny. Poparcie dla PSL padło. Jeszcze nigdy nie było aż tak niskie. Zamiast wyciągnąć oczywiste wnioski, panowie ludowcy, bo są to już panowie - nie jacyś chłopi, szukają przyczyny gdzieś poza sobą. W „straszliwym” PiS, w machlojkach i grach przeciwników. Raz chcą być w jednym szeregu z miłośnikami byle czego spod znaku LGBT, to znów wydają warkot, gdy tylko się wspomni o podobnych konszachtach. We wręcz zastraszającym tempie tracą honor i kierunek marszu. Wykpili to internauci sugerując, że teraz telewizyjny program „Rolnik szuka żony” powinno się zamienić w „Rolnik szuka męża”. Taniec trwa. Przymila się do nich PO, raz głaszcząc, raz krytykując. Trwa wielkie czekanie: z kim do wyborów? Kogo wybrać? Szarego wróbla czy kolorowego kanarka?

A może by tak panowie ludowcy zebrali się na wielki wiec i wspólnymi siłami zaśpiewali: „Nie przebieraj Andziu”. Może wtedy pojmą, że wybór jest prosty. Powrót do korzeni. Pozbycie się pychy, zaczynając choćby od zmiany aroganckiego rzecznika prasowego na kogoś z umiarem, rozumem, taktem. Twarde postanowienie: zaczynamy od nowa. Wracamy do chłopskiej honorności. Nie musimy być czyimś podnóżkiem, umiemy stać na własnych nogach. Dla paru stanowisk kolesi nie warto sprzedawać pięknej tradycji ruchu ludowego.

Zuzanna Śliwa