„Yesterday” to film Dannegi Boyla (reżysera takich filmów jak „Slumdog. Milioner z ulicy”, „Steve Jobs”), obraz z udziałem: Lily James (znanej z filmów „Mamma Mia! Here We Go Again”, „Baby Driver”), Himesha Patela oraz Kate McKinnon.

Bohaterem filmu jet brytyjski hindus Jack Malik (grany przez Himesha Patela), absolutnie przez nikogo niedoceniany muzyk, który zarabia na życie w supermarkecie. Jego karierę składająca się z samych niepowodzeń wspiera zakochana w nim biła dziewczyna Elli (w tej roli Lily James). Para zna się od podstawówki, choć dziewczyna jest śliczna, słodka i dobra (niczym królewna śnieżka), to Jack traktuje ją jak kupla i nie dostrzega, że jest w nim zakochana.

Pewnej nocy na całym świecie na dwanaście sekund znika zasilanie elektryczne. W wyniku globalnej awarii Jack wpada pod autobus. Gdy wychodzi ze szpitala, okazuje się, że obudził się w trochę innej rzeczywistości, w której zespół The Beatels nigdy nie istniał (podobnie jak grupa „Oasis”, napój „Coca-Cola”, papierosy, i denne książki o przygodach Harrego Poottera).

Jack co pamięta z twórczości brytyjskich gwiazd przedstawia jako swoj piosenki, dzięki czemu odnosi spektakularny globalny sukces, który wcale nie daje mu satysfakcji, bo uświadamia mu jak cenna była miłość jego przyjaciółki, od której odcięła go sława.

Historie alternatywne ani równoległe światy, nie są niczym wyjątkowym w popkulturze. Wystarczy przypomnieć „Jankesa na dworze króla Artyra” Marka Twaina, „Człowieka z wysokiego zamku” Philipa K. Dicka, czy liczne powieści Marcina Wolskiego. Jednak do tej pory kanwą tych opowieści była historia i technika. Oryginalnym pomysłem twórców komedii romantycznej „Yesterday” jest ukazanie świata, w której zmienną jest pop kultura.

„Yesterday” to wzruszający, bardzo optymistyczny obraz, pełen ciepłego humoru znanego z brytyjskich komedii romantycznych, z licznymi cytatami do współczesnej popkultury (i udziałem brytyjskiego muzyka Ed Sheeran, który gra siebie samego). Film ukazujący wartość prawdziwej miłości (której nie wolno redukować do przygodnych relacji seksualnych), szczęścia rodzinnego zwykłych ciężko pracujących ludzi, które jest lepsze od blichtru i bogactwa wynikających ze sławy. Obraz ukazuje też wartość uczciwości nawet, wtedy gdy nikt nie wie o naszych przewinieniach, o których przypomina nam tylko nasze sumienie.

Zaletą filmu jest to, że nie ma w nim żadnej lewicowej propagandy. Bohaterowie to młodzi ludzie płci przeciwnej, dla których seks to wyraz miłości, a nie forma zabijania nudy. W filmie na szczęście nie pojawia się żaden gej. Widzowie nie są też epatowani golizną.

„Spider-Man: Daleko od domu” to kolejna adaptacja komiksów Marvela, z udziałem: Toma Hollanda, Samuela L. Jacksona, Zendaya Maree Stoermer Coleman, Cobie Smulders, Jona Favreau, Martina Starra oraz Marisę Tomei i Jake’a Gyllenhaala.

Film „Spider-Man: Daleko od domu” jest kontynuacją przygód Spider-Mana znanych z filmów „Homecoming” i „Avengers: Koniec gry”. Nastoletniemu super bohaterowi klasowy wyjazd do Europy (podczas którego pluje wyznać swojej miłość koleżce z klasy miłość) psuje Nick Fury, który zmuszając superbohatera do obrony świata przed zagładą. Jest to tylko początek wyzwań, z jakimi musi zmierzyć się nasz bohater.

Obraz skrzy się humorem, akcją i efektami specjalnymi. Nie ma w nim lewicowej propagandy ani gejów. Bohaterowie są hetero normalnymi nastolatkami z licem. Akcja filmu rozgrywa się w Nowym Jorku, Wenecji, Paryżu, Pradze i Londynie. Super bohater musi zmierzyć się z potworami, spiskiem, super łotrem, i kolegą z klasy, który startuje do koleżanki, w której platonicznie zadurzony jest nastoletni Peter Parker. W filmie wraca też klasyczny motyw samotności superbohaterów.

Widzowie powinni pamiętać, by nie wychodzić z seansu za wcześnie, po napisach jest ostania scena, której nie wolno w żadnym wypadku przegapić.

 

Jan Bodakowski