Była uroczysta Msza Święta w intencji ofiar, Marsz Pamięci centrum miasta, uroczystości pod Grobem Nieznanego Żołnierza z udziałem wydzielonego pododdziału Pułku  Reprezentacyjnego  Wojska Polskiego, okolicznościowe przemowy wieńce i wiązanki kwiatów. Niby było wszystko co potrzebne do tego żeby uznać tę uroczystość za wyjątkowa i podniosłą, godną pamięci ofiar tej nieludzkiej a jednak przez ludzi zgotowanej zbrodni.  Zabrakło ludzi, młodzieży, która dałaby nadzieję, że po śmierci tej garstki ludzi w podeszłym wieku, która wzięła udział w tej uroczystości, będą kolejne pokolenia, które będą pielęgnować pamięć  o tych leżących w bezimiennych grobach na barbarzyńskiej teraz ziemi. Że będą pokolenia, które jeśli trzeba będą wyrzutem sumienia dla władz tego coraz bardziej dziwnego państwa, które potrafi bardziej dbać o pamięć o obcych niż o własnych. Ksiądz Tadeusz  Isakowicz-Zaleski oraz inni przemawiający uczestnicy uroczystości, domagali się powstania muzeum i instytutu upamiętniającego  Kresy oraz Zbrodnię Wołyńską, domagali się przywrócenia tablicy upamiętniającej Birczę usuniętą przez władze PiSowskie z filarów Grobu Nieznanego Żołnierza. Domagali się również uchwały Sejmu RP wskazującej, że operacja "Wisła" położyła kres ukraińskim mordom na Polakach skoro nie sposób cofnąć skandalicznej uchwały potępiającej Akcję "Wisła". Tyle jeśli idzie o inicjatywę   garstki Polaków robiących za sumienie całego trzydziesto ośmio milionowego narodu. A co z resztą z tego społeczeństwa? Celowo używam określenia społeczeństwo, ponieważ coraz  trudniej przychodzi mi nazywać moich współrodaków narodem. Jak to się dzieje, że nie mamy czasu żeby przyjść i poświęcić 2-3 godziny swojego czasu, aby  pokazać, że nigdy  nie zapomnimy o pomordowanych i nie będzie z naszej strony przyzwolenia na gloryfikowanie inspiratorów tej zbrodni, jak i tych którzy  mordowali. W tym samym czasie swoimi wyborami politycznymi pozwalamy, żeby nasze władze dotowały naukę na polskich uczelniach ukraińskiej młodzieży, zgadzamy się żeby państwo polskie udzielało bezzwrotnych pożyczek upadłemu państwu ukraińskiemu, państwu które gloryfikuje bandyckich oprawców o nazistowskiej proweniencji.

 

Naród który nie zachowuje pamięci o przodkach, nie czci jej jest narodem upośledzonym. Co musi się wydarzyć żeby dotarło do nas jako społeczeństwa, że bez pamięci, bez tożsamości i solidaryzmu narodowego zostaniemy roztarci w pył. Czy Wołyń musi wydarzyć się znowu  tym razem w centralnej Polsce żebyśmy zrozumieli do czego prowadzą nasze postawy? W tak licznym społeczeństwie  jest tylko dwustu sprawiedliwych, którzy gotowi są upamiętnić dziesiątki tysięcy zamordowanych. Jaki sens ma budowa oddolnych patriotycznych inicjatyw próbujących uchronić naszą ojczyznę od złego skoro zawodzimy i nie jesteśmy wstanie podołać tak prostym chwilom prawdy, w których tak niewiele trzeba żeby się wykazać. Roman Dmowski oceniał, że w ponad trzydziestomilionowej Polsce, jest w rzeczywistości około 200 tysięcy „świadomego żywiołu”, który swoją pracą, energią i wiarą w słuszność sprawy jest wstanie jako ta elita narodu kierować sprawą narodową we właściwym kierunku. Dziś jak widzę mimo tego, że Polaków jest kilka milionów więcej niż przed wojną,  to o  dwustu tysiącach świadomych możemy tylko pomarzyć. Konsumpcjonizm, krótkowzroczność, wygodnictwo zrobiły z tego społeczeństwa bezwolną masę podatną na najprostsze manipulacje. Doskonale obrazują to komentarze osób Komentarz obserwującego marsz Polaka lat około sześćdziesięciu pięciu z zadowoleniem do  Ukrainki: „Spokojnie zaraz będzie koniec, tyle idzie tego marszu”. Komentarz na Kraskowskim Przedmieściu, dwóch starszych kobiet do odczytywanych w trakcie przemarszu fragmentów wspomnień tych którzy przeżyli ludobójstwo: „Boże nie mogę tego słuchać”. I wreszcie komentarz polskiej  pary lat około dwudziestu pięciu przyglądającej się z zaciekawieniem uroczystościom pod Grobem Nieznanego Żołnierza: „ Ale przecież to się stało, bo my źle postępowaliśmy z Ukraińcami, a potem też ich mordowaliśmy” i grupa Polaków pod Grobem: Kto w ogóle wyraził zgodę żeby w tym brało udział wojsko?” Trudno przysłuchując się takim wypowiedziom i  głębi „empatii” polskiego społeczeństwa, być optymistą i widzieć sens pracy nad uświadamianiem tego społeczeństwa w kierunku narodowym. To prawdziwa orka na ugorze. Na Ukrainie  uroczystości upamiętniające ukraińskich rzeźników mordujących Polaków są bardziej liczne niż te w Polsce upamiętniające ofiary tych mordów. Polacy nie wstyd wam?!