Niestety, podziw dla tego miejsca zatruła mi wizyta na pobliskiej Woli, w okolicy Wolskiej i Płockiej. Ciasno tu, coraz ciaśniej. Ktoś rzeknie: typowa zabudowa dużego miasta, gdzie najwięcej domów stawiano przy ważniejszych ulicach. Zgoda. Ale pośród budynków istniały też przestrzenie do życia: trawniki, osiedlowe parczki, kwiatowe klomby. Ludzie jak to ludzie, nie wystarczają im szare ściany bloków. Pragną choćby skrawka natury. Dowodem małe ogródki obok budynków, z pietyzmem doglądane przez lokatorów. Dzięki nim ponury świat osiedli wielkomiejskich nabiera barw, pozwala odetchnąć. Takie kolorowe mini ogrody można zobaczyć np. na Sadybie czy nawet w Śródmieściu, na tyłach ważnej arterii – Alei Jana Pawła II.

Zabudowa stolicy postępuje. Jej główną ideą jest bezhołowie. Chaos nie do pomyślenia tam gdzie odbywa się ona pod okiem urbanisty, takiego z prawdziwego zdarzenia. W stolicy urbanisty niema. Tu rządzi kasta deweloperów. To ich wpływy doprowadziły do wyrwania mieszkańcom tak ważnych  dla miasta skrawków zieleni. Przykładem jest choćby to, co wyprawiano na zapleczu muranowskiej ulicy Andersa. Mimo dramatycznych protestów mieszkańców pomiędzy bloki wtłoczono na siłę nowe budowle, zagarniając w tym celu zielone podwórka i dokonując tym samym rzezi na skierowanej ku ludziom urbanistyce. Nieco dalej, przy rondzie Radosława wyrósł brzydki wieżowiec, który zatkał  skutecznie jeden z ważnych kanałów powietrznych, oczyszczających centrum. Skutek? Sąsiednie osiedla na linii północ-południe muszą znosić dzikie piski wiatru, chcącego przedostać się między murami. Nic się tu nie uchowa na balkonach, szarpiące podmuchy zniszczą każdą roślinkę. Zanim oddano teren deweloperom, wiatry swobodnie pędziły kanałem, chroniąc zwarte Śródmieście od zanieczyszczeń.

To przykład jeden z wielu. Podobna bezmyślna zabudowa dała się we znaki za prezydentury Gronkiewicz, gdy zlikwidowano tym sposobem sporą część kanałów powietrznych. Kiedy więc słyszę jak prezydent Trzaskowski, bliski współpracownik poprzedniej pani na Ratuszu biadoli, że to aktualny  rząd nie dba o świeże powietrze, ogarnia mnie pusty śmiech. Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało, bo i sam uczestniczyłeś w szale niszczenia. Smog warszawski jest i twoim dziełem, więc przestań chłopie błaznować.

Ale wróćmy na Wolę, gdzie między istniejące wieżowce wciskane są mury apartamentowca. Wszystko przepisowo - 8 metrów od sąsiedniego domu. Ci mający nieszczęście mieszkać na parterze i niższych piętrach mogą się więc za zawsze pożegnać ze słońcem. Naprzeciw będą mieć szary mur i łypiące ku nim z bardzo bliska okna nowego gmachu. Do tego, zanim budowa się zakończony, muszą znosić męki pyłu, huków i rozmaite przykre zapachy. Starszy pan z lokalu na parterze już kilka razy trafił przez to do szpitala. Powód? Nasilająca się astma, skutek zanieczyszczenia powietrza.

Ciekawe co ludziom mu podobnym miałby do powiedzenia pan prezydent. Że to wina rządu? – bo wg. jego światłej analizy wszystko jest jego winą. A może niech z tym swoim uroczym uśmieszkiem Adonisa, zaproponuje znękanym warszawiakom relaks w kąciku na Placu Bankowym. Tu odetchną wspaniałym powietrzem. Wszak obok Ratusz i siedziba króla miasta. Jeśli nawet ulice śmierdzą, stamtąd wieje oczyszczającym własne przewiny samozadowoleniem.

Zuzanna Śliwa