Biolog Linclol Taiz z Uniwersytety of California Santa Cruz wskazał „Niebezpieczeństwo antropomorfizacji roślin w badaniach w dużej mierze jest tym, co podważa osobę badacza. Podejrzewamy, że rośliny i zwierzęta ewoluowały z bardzo różnymi strategiami życia. Mózg jest bardzo drogim organem i całkowicie nie ma dla roślin przewagi przez rozwinięcie wysoko rozwiniętego układu nerwowego”.

Ustalenia tego rodzaju mają znaczenie w rolnictwie. Pozwalają na lepsze zrozumienie metod uprawy, ale są też wykorzystywane w debatach ideologicznych. Wśród nich wiodą prym przedstawiciele tak zwanej głębokiej ekologii sprowadzający rolę człowieka w obecnej postaci do szkodnika, który wymaga zwrócenia się do korzeni w Naturze i odkrywania na nowo, co pocznie i co może czynić.

Faktem jest, że rośliny reagują na bodźce. Dotyk, czy nawet reakcja na dźwięk są przykładami niektórych z nich. Mają także sposoby na przekazywanie sobie informacji o otoczeniu, a niektórzy badacze wskazują nawet na możliwość zapamiętywania. Reakcje chemiczne na środowisko są jednak traktowane przez część badaczy jako przejaw uczuć. Stąd biorą się wnioski, aczkolwiek z pogranicza absurdu, że na przykład jedzenie sałaty przysparza jej bólu. Tak przekonywał między innymi psycholog Gustav Fechner u schyłku XIX wieku. Z kolei eksperymentator Clive Backster podłączał rośliny do poligrafu, urządzeniach używanego do przesłuchiwania ludzi. Doszedł do wniosku, że rośliny mają zdolność pamiętania i okazywania uczuć, bo tych rzekomo dopatrzył się w dracenie.

Na łamach Trends in Planet Science powstają takie artykuły jak „Plant neurobiology. An integrated view of plant signaling”. Stanowią one pożywkę dla miłośników kultu Gai i Matki Ziemi dla udowodnienia, że jednak rośliny żyją i wymagają od ludzi innego traktowania. W odróżnieniu od zwierząt przesyłanie sygnałów od roślin ma tymczasową formę połączeń między komórkami. Niektórzy w tym doszukują się zdolności koordynacji i rozwiązywania problemów na pozór zwierząt. Sięgają tutaj, jak dowodzi Lincoln Taize do porównań z koloniami owadów.

Za tym poszedł dalekosiężny wniosek o świadomości roślin. Łączą oni ją z przewodzeniem informacji o bodźcach, chociaż te nie posiadają nerwowych komórek zwanych neuronami. Łatwo tutaj o daleko idące nadinterpretacje faktów. Badania odmiany wiesiołka Oenothera drummondii wskazały, że  wyczuwa fale dźwiękowe. Wskutek czego zwiększa produkcję nektaru o dwadzieścia procent, co ustalili naukowcy z Uniwersytety w Tel-Awiwie. Profesor Lilach Hadany uważa: „Rośliny mają wiele sposobów interakcji ze zwierzętami, a zwierzęta czynią i słyszą hałas”. Na łamach periodyku Oecologia z 2014 w „Plants respond to leaf vibrations caused by insect herbivore chewing” naukowcy wręcz stwierdzili, że rośliny reagują na dźwięki wydawane przez żujące je insekty.

Na tym tle nauka mieści jeszcze się w pewnych granicach. Bada reakcje na bodźce i uściśla, co ma na myśli. W tekście na przykład Inge Kujiper, miłośnika głębokiej ekologii, świadomość roślin jest wprowadzeniem do „uświęconej medycyny”. Innymi słowy pod płaszczykiem inteligencji roślin jest wprowadzany szamanizm. Język nauki jest tu używany do niczego innego, jak do budowania przeświadczenia, że naukowcy dowodzą iż szamanizm jest czymś podbudowanym naukowo. Artykuły o sygnałach roślin są punktem wyjścia do „otwierania umysłu”. Współcześni szamani powołują się na entofarmaceloga Dennisa McKennę. Dowodzą, że układ nerwowy jest potrzebny do stwierdzenia, że człowiek jest inteligentny. Uznają, że skoro połączenia międzykomórkowe ciągną się  kilometrami są tym samym, co ludzki umysł. Powołują się tutaj na wypowiedzi specjalisty od neurologii w anatomii Jilla Bolte’a Taylora.

Takie odwołania są podstawą do tworzenia ośrodków zarabiających pieniądze. Założyciel Schoolf of Natural Medicine Bonny Casel w Wielkiej Brytanii zbudował cały na fizyce kwantowej, świadomości ewolucyjnej i biologii jedną z nich. Reakcja roślin na promieniowanie UV, pole elektromagnetyczne i brak światła jest dla współczesnych szamanów dowodem, że mają one uczucia.

Myślenie tego rodzaju jest oczywiście bzdurą. Na tej samej zasadzie kontrakton ze względu na reagowanie na pole magnetyczne magnesu może być uznany za przejaw inteligencji równej ludzkiej. Casel przywołuje fizykę kwantową, że w świetle jej teorii większą część materii stanowi pustka. Dochodzi tu do wniosków New Age, że wszelakie życie składa się z energii. Posuwa się dalej, że rośliny wyprzedzają nas, bo widzą więcej niż my.

Cóż z tego, że człowiek opracował komputery jeśli paprotka przewyższa go intelektualnie? Do takich wniosków prowadzą wywody Casel, bo skoro nie dostrzegamy zmian w falach bezpośrednio (korzystamy do tego z urządzeń) jesteśmy niżej w hierarchii niż rośliny. Dlatego sądzi, że wszystko co zielone staje się naszymi nauczycielami. Formą zdobywania ukrytej wiedzy jest zażywanie narkotyków z roślin takich jak Ayahuasca.

Dennis McKenna posuwa się do sformułowania, iż między ludźmi a tym, co zielone następuje koewolucja. Uważa, że szamanizm, alchemika i cała kultura ludzka wywodzi się od roślin. Afrykańska Iboga zastępuje tutaj chrześcijańskiego Boga. Stanowi jedną z panteonu bożków-roślin czczonych, jako święte.

Stają się inspiracją dla poezji, czy stawania się pielgrzymem Ziemi, miłośnikiem ekologii skoncentrowanym na wędrowaniu po świecie dla odkrywania „międzyłączności” ludzi oraz zwierząt. Jednym z nich jest Satish Kumar, były mnich oraz długoletni aktywista na rzecz środowiska i światowego pokoju.

Świadomość roślin mimo braku podstaw naukowych oraz nadinterpretacji badań funkcjonuje dalej jako nośny mit. Buduje się na nim przekonanie o niższości człowieka, co stoi w konflikcie z optyką chrześcijańską. Na ich miejsce wprowadza religijne wierzenia podbudowujące ruch ekologiczny, a miejsce rozumowego postawianie sprawy - uczucia.

 

Jacek Skrzypacz