Rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego to czas pamięci i hołdu dla jego bohaterów, tych, którzy oddawali krew, a często życie dla Ojczyzny, często z myślą o nas – następnych pokoleniach, żebyśmy żyli w wolnej, niepodległej, prawdziwej Polsce.

Dezawuowanie powstania w taki czy inny sposób godzi w pamięć tych bohaterów, chcąc nie chcąc umniejsza ich ofiarę, chcąc nie chcąc prowadzi (szczególnie młode pokolenia) do wniosków typu „ich poświęcenie i śmierć były bez sensu”.

Oczywiście warto zastanawiać się nad historią, poszczególnymi wydarzeniami, by nie popełniać tych samych błędów, a powtarzać sukcesy. Nie można jednak popełniać błędów historycznych – patrzeć na przeszłość tylko w perspektywie dnia dzisiejszego, dzisiejszej wiedzy i hierarchii wartości. Poza tym wszystko ma swój czas. Poza tym trzeba okazać szacunek tym, którzy wszystko oddali dla Ojczyzny.

Decyzja o wybuchu powstania to w istocie były dwie decyzje: wojskowa i polityczna. Poza tym przy ich podejmowaniu decydowały dodatkowe czynniki związane ze stanem świadomości i stanem psychicznym, żołnierzy, oficerów i społeczeństwa Warszawy (wielka presja). Decyzje te podejmowane były w najtrudniejszej możliwej, tragicznej sytuacji, bez dysponowania pełnymi danymi, przy wzrastającej świadomości, że Polska wzięta w kleszcze przez dwóch wrogów nie ma wsparcia tych, których uważało się za sojuszników.

Za wybuchem powstania przemawiało wiele racji. Bardzo silna były racje: moralna i psychiczna. Silny był heroizm i niechęć do pozostawania na kolanach. Każda decyzja nie była tutaj jednak dobra. Bierność mogła się okazać jeszcze bardziej zabójcza (tego co by było gdyby.. nigdy już się nie dowiemy)Wydaje się (ale tylko wydaje), że najlepszą decyzją było jednak rozpoczęcie powstania i jak najszybsze jego zakończenie przy zagwarantowaniu praw kombatanckich dla walczących Polaków (niestety takie rozwiązanie mogło nastąpić, jak twierdzą historycy dopiero w początkach czy nawet połowie września).

Szykuję się do napisania większego materiału o Powstaniu Warszawskim. Jego problem to problem skomplikowany, który potrzebuje jeszcze wiele czasu i badań, by dokonać tu właściwej, ale wielopłaszczyznowej, i jak się wydaje, zawsze jednak niejednoznacznej oceny.

W tym momencie podzieliłbym się z Czytelnikiem tylko kilkoma uwagami.

Rodzina mojej matki przeżyła Powstanie Warszawskie i w związku z tym wychowałem się również w jego cieniu. Z jej przekazów jednoznacznie wynikało, że „doły” o nim marzyły i parły do niego i nikt nawet nie pomyślał, że Warszawa może pozostać bierna. Moją polskość kształtował w znacznej mierze heroizm Warszawy, jej bezkompromisowość, wierność, jej świadectwo: świadectwo starych, młodych, a nawet dzieci.

Powstania mogą być tragiczne dla narodu, ale nigdy nie jest tak, że wszystko jest bez sensu. Zawsze pojawiają się w wymiarze moralnym, duchowym, kulturowym wielkie i piękne owoce, które chronią na przyszłość to, co ważne.

Tragiczny dla narodu może też być brak powstania. Moim zdaniem brak wielkiego narodowego powstania w latach 1987-1989 uczynił wielką krzywdę Polsce, rzucił Polaków na kolana, pogubił ich moralnie, przekreślił ich przyszłość na przynajmniej dziesiątki lat, spowodował ich proletaryzację i schamienie.

W gdybaniu nie ma chyba wiele sensu. „Gdyby Powstania Warszawskiego nie było nie zginęłoby tylu wartościowych ludzi, tyle dóbr naszej kultury by się zachowało”. Czy aby na pewno?

I tak np. Zbigniew S. Siemaszko pisze w swojej książce o Powstaniu Warszawskim: „Natomiast zwycięstwo powstańców nad Niemcami wcale nie było pożądane (przez Rosjan – dop. S. K.), gdyż doprowadziłoby do konieczności likwidowania oddziałów AK i władz cywilnych przez organy sowieckie, podobnie jak to miało miejsce w Wilnie, tylko że tym razem rozmiar operacji byłby o wiele większy”.

Siemiaszko jest zwolennikiem tezy, że powstanie w wielu aspektach nie miało sensu, ale uznaje jego sens w innych aspektach. Pisze, między innymi: „Jedynym realnym osiągnięciem powstania warszawskiego było wywalczenie praw kombatanckich i jedynym wyjściem była kapitulacja wobec Niemców”.

Co by się stało z tymi Akowcami, którzy po powstaniu trafili do niemieckich obozów jenieckich? Czy nie zginęliby od sowieckiego strzału w tył głowy?

Siemiaszko stwierdza też: „Natomiast dookoła powstania warszawskiego powstała legenda, która będzie oddziaływać na przyszłe pokolenia i już oddziaływuje” (te słowa napisał w latach sześćdziesiątych).

Czy służy Polsce niszczenie tej legendy dziś, i to przez tych, którzy znajdują się po prawej, polskiej stronie, gdy tak intensywnie jesteśmy wynaradawiani?

Czy niszczenie tej legendy nie służy naszym okupantom, którzy już zacierają ręce, że Polacy będą wreszcie pokornymi niewolnikami i nie będą już próbowali zbrojnie zrzucić jarzma?

A może w przyszłości jedyną drogą wybicia się na niepodległość będzie nowe Powstanie Warszawskie?