Po fiasku komunizmu politycznego przyszedł czas na komunizm kulturowy. W rzeczywistości demokratycznej za nowy proletariat przyjęto uciskaną mniejszość, do której zaliczono ekologów, feministki, gejów i lesbijski. W każdym wypadku schemat był taki sam: skorzystać z nienawiści mniejszości do większości, rozbudzić ją jeszcze i wprowadzić na tory rewolucyjne.

W ten oto sposób pod hasłami wolności i równości, w imię sprawiedliwości próbowano dokonać nowej rewolucji, to znaczy zniszczyć tradycyjną rodzinę i społeczeństwo, wystąpić przeciwko religii, państwu i normom moralnym.

Ruch LGBT świetnie wpisuje się w ten plan. Jest to szeroki ruch, którzy skupia wszystkie osoby, których skłonności seksualne uznaje się tradycyjnie za odejście od normy, za skłonności nienaturalne i mówiąc inaczej: po prostu chore. Za milionami, które idą na cel „równouprawnienia”, za korporacjami i zaangażowanymi politykami nie stoją jednak ci, którym szkoda jest relatywnie bardzo niewielkiej grupy ludzi, którzy stanowią margines społeczeństwa. Chodzi o obalenie dotychczasowych norm i seksualność taka lub inna jest tu tylko pretekstem.

Osoby homoseksualne robią tutaj jedynie za pionki, za „pożytecznych idiotów” i w pierwszym rzędzie są wykorzystywane jako oręż rewolucji. Pierwsi też padają ich ofiarą, bo akceptacja dla ich zachowań robi krzywdę przede wszystkim im samym. Nie mają woli, aby się zmieniać, by walczyć z tym, co ich niszczy i zniewala.