W pierwszej kolejności należałoby wspomnieć i wymienić środowisko literackie i poetyckie, gdyż przez wieki i czasy najazdów, zaborów, okupacji, wojen-to właśnie ta piękna dziedzina pozwalała i pozwoliła przetrwać nam kulturowo i tożsamościowo dzięki wybitnym twórcom, z których niestety pewna cześć tworzyła mimo braku środków i gratyfikacji za to, wykonując mozolnie swój fach i zawód, a czynili to prosto z serca, a nie dla poklasku i popularności.

 

Szczególnie widoczne to było na Śląsku Cieszyńskim, który w granice kraju i na mapę wrócił wcale nie w listopadzie 1918, lecz dopiero po upływie kolejnego ćwierćwiecza, zresztą równocześnie z Grudziądzem i Bydgoszczą, będącymi polskimi miastami dopiero po 150, a nie "tylko" po 123 latach.

 

Wspomniany okrąg możemy i powinniśmy kojarzyć przede wszystkim z postacią Zofii Szczuckiej-Kossak, wybitnej pisarki, autorki m.in "Krzyżowców", "Bitwy pod Legnickim Polem", "Dekalogu Polaka", jednej ze współzałożycielki słynnej i zasłużonej Żegoty, czyli Rady Pomocy Żydom podczas okupacji i szczególnie przez nich i przez wspierające ich środowiska LGBT jest niestety mocno niechętnie wspominana, czego sam jestem świadkiem od kilku lat podczas występów i rozmów w trakcie slamsów poetyckich sięgających historią w polskim wydaniu z początkiem wieku od 2003 roku.

 

Pierwszy z tych konkursów tylko z pozoru i z nazwy nie mający w wielu przypadkach żadnego związku z poezją, nie ważąc nawet na samą treść, a na warstwę liryczną i technikę - nie widać tu często np. metafor, gier słownych, związku logicznego, spójności, rymów, przeciwstawieństw i innych zabiegów literackich - swą inaugurację zawdzięcza m. in. środowiskom neobolszewickiej Krytyki Politycznej, co nie oznacza wcale, że każdy z występujących i uznających siebie za poetę, jest lub musi być lewakiem, aczkolwiek w wielu przypadkach jest to niestety prawdą, a publice, która zresztą w odróżnieniu od innych konkursów poetyckich jest jury, a nie specjalnie wytypowani znawcy tej dziedziny - każdy przejaw patriotyzmu, wartości chrześcijańsko-narodowych, czy nawet zwykła ludzka posługa bliźnim, zwyczajnie jest nie po myśli i z miejsca radykalnie ograniczają punktację, dalej oczywiście mówiąc o osławionej tolerancji, apolityczności, by na koniec wszystko i tak skwitować mową nienawiści.

 

Pierwszy start w tego rodzaju występów miałem w maju 2014 podczas akcji "Warszawa Czyta" i rzucane co chwilę słowa wśród publiki i organizatorów o gender, brałem wówczas za żart i szyderę z tego patologicznego i dewiacyjnego zjawiska, a po czasie jednak ku mojemu zdziwieniu i innych znajomych i przyjaciół okazało się niestety prawdą.

 

Flagi LGBT i inne pacyfki są już normą na tych konkursach od mniej więcej wiosny tego roku, a i wcześniej już kilka razy kolejne edycje były dedykowane stricte tej niepokojącej propagandzie i to za sprawą "świętowania" okrągłej 10 rocznicy zamknięcia gejowskiego klubu z Pragi zakładanego przez zadeklarowanego homoseksualistę dobrze znanego z mediów i polityki, dodatkowo aktywisty partii "Zieloni", Krystiana Legierskiego.

 

Specjalnie dedykowane konkursy nie tyczyły się tylko wspomnianego Le Madame, ale nosiły też nazwy "Nieheteronormatywny slam" i kilka innych, a od wiosny 2019 w Teatrze Powszechnym, czego chyba nie trzeba nikomu bliżej przybliżać, znając ich kontrowersje i antysztuki chociażby skierowane przeciw Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II pt. "Golgota Picnick", gdzie kilka lat temu przecież protestowaliśmy przeciw temu bluźnierstwu, swe autorskie slamy mają środowiska feministyczne, bardzo atakujące Kościół Katolicki i wartości patriotyczne i chrześcijańskie.

 

Przy okazji oczywiście wiele wielkich mów o "faszyzmie" i "antysemityzmie", a jakoś w nie smak im rozmowy i treści mówione ze sceny i podobnie podczas wymiany zdań na forum na wydarzeniach facebookowych o wspomnianej twórczyni Żegoty i nawet ją i tak samo Krystynę Skarbek z NSZ, na której losach jedną z części filmowych i książkowych oparł autor powieści o Jamesie Bodzie, którego to pisarza znała zresztą osobiście i przyjaźniła się z nim - mają to być wg. lewicy osławieni już "naziole" i "antysemici".

 

Podczas tych slamów prócz mnie też i incydentalnie występują inni znajomi, a jedna z nich o dziwo zdołała wygrać dwa z tych konkursów i to zaledwie dwoma podejściami, mówiąc tak samo jak ja o Żołnierzach Wyklętych, Kwaterze "Ł" i innych wątkach. Wynikało to raczej tylko z powodu jej płci, kobiety, bo znów inny kolega prezentujący wiersze o Marszu Niepodległości, wartościach Bóg Honor Ojczyzna, był za to niemiłosiernie brugany, gwizdali mu ze sceny, kazali ją opuścić i to mimo promocji przez organizatorów, jako "demokratyczny konkurs". Trzeba podkreślić, że mógłby być moim ojcem, ma zresztą syna mniej więcej w moim wieku, a sam niedługo przekroczy już 60 lat i mimo to, nawet jego spotkały przykrości i ostracyzm.

 

Regularnie występuje tam też ze swoimi pseudo koncertami punckowymi znana i kontrowersyjna lewaczka o pseudonimie Siksa, słynąca z szydzenia nie tylko żołnierzy Drugiej Konspiracji i wszystkiego co patriotyczne, narodowe. Nie oszczędza nawet i Husarii, ale chciałbym się skupić na niej i innych wątkach LGBT w muzyce już w następnym artykule, bo ten już i tak przydługi, ma być przecież tylko o poezji, a te szczęśliwie niedoszłą "seksedukatorkę" tylko wspominam szczątkowo.

 

Inny z dobrze znanych slamerów za to niemiłosiernie pastwił się nad bohaterami ze zwycięskiej Bitwy pod Wiedniem i groteskowo kazał nam być bardziej białymi od bohaterów gromiących islamską dzicz, uznając to za przejaw nietolerancji, faszyzmu i innych lewackich bełkotów, a jeszcze inny to samo czynił podczas jesiennych protestów przeciw przyjęciu uchodźców, kiedy to Ruch Narodowy na terenie całego kraju organizował masowe manifestacje, by chwilę po wyjściu z klubokawiarni na Pradze już mocno po zmroku, z kolejnym kursem po alkohol na pobliską stację benzynową - sam o mało co nie został ofiarą napaści przez "uchodźców", których przed momentem jeszcze tak bronił, a wówczas pewni "brodaci panowie" pod wpływem procentów, którym podobno zabrania tego religia, a w istocie jedynie zbrodnicza ideologia pod płaszczykiem innej wiary - i mimo to nie zmienił zdania i podejścia do nich, mało co nie będąc przez nich poturbowany, kiedy chamsko wpychali się do kolejki.

 

Bywało też, że na ścianach był wieszany ogromny portret jednego z dygnitarzy komunistycznych i to niby w na pozór prawicowej knajpie niedaleko Trasy Łazienkowskiej, a innym razem promowany inny komunistyczny oprawca, później nazywany filozofem, za protesty, którego wykładów w tamtym czasie w innym mieście zostali ścigani przez służby mundurowe działacze lokalnych organizacji narodowych.

 

Miało to miejsce oczywiście we Wrocławiu, a w Warszawie w trakcie przerwy slamu ze wspomnieniem Zygmunta Baumana z KBW zwalczającego Niezłomnych, jeden z organizatorów ledwie po roku od poprzedniego konkursu, wg. własnej opinii miał mieć rodzinę zasłużoną w walkach powstańczych w XIX wieku, mieli mieć znaczące ordery z Virtuti Militari na czele, a on sam być już magistrem historii, znać większość Wyklętych i przede wszystkim Inkę i jej dowódcę Łupaszkę, a jeszcze 12 miesięcy wstecz po rymowano rapowanym wierszu o Danusi Siedzikównie w przerwie po pierwszej rundzie, kiedy ku zaskoczeniu dotarłem po półfinału, będąc w najlepszej czwórce na 25 startujących, wymijająco i retorycznie pytał ze zdziwieniem - o kim to i czy to ta dziewczynka, o której przed chwilą mówiłem.

 

Tak właśnie działa propaganda lewactwa o czym od dawien mówią wybitni pisarze, poeci, publicyści - Jan Marek Rymkiewicz, Stanisław Michalkiewicz i Jan Polkowski, a wtórują im Tadeusz Płużański z Leszkiem Żebrowskim i niestety nic z tym prawie nie robimy na przykładach i tych slamów, kiedy to lewica znów przejmuje i zawłaszcza kulturę, sztukę, by na koniec i po czasie mieć złe emocje, jak chociażby ostatni podły występ innych pseudo artystów dokonujących pozorowanej  zbrodni na Arcybiskupie Marku Jędraszewskim, otwarcie sprzeciwiającym się całemu homo lobby.