Pamiętam jeszcze jego recenzje z pism filmowych lat 80. Ten film nie tylko irytował wtedy krytyków i publicystów, ale budził w nich agresję. Najczęstszymi słowami, które pojawiały się w jego recenzjach, były: prymitywny, ordynarny, wulgarny, niesmaczny. Gdy porównamy tę produkcję z "dziełami" powstającymi obecnie, wcale nie wypada blado. Wręcz przeciwnie. Wydaje się głębszy i subtelniejszy. Dziś zapewne jego recenzje byłyby spokojniejsze i pozbawione ostrych akcentów krytycznych.

Zmieniła się kultura. Działa zasada równi pochyłej. Zmniejsza się wrażliwość. Wczorajsza atmosfera spod budki z piwem, społecznie wtedy negowana i odrzucana jako przejaw zdziczenia obyczajów, dziś już często nie razi, a nawet staje się normą. Najbardziej wulgarne słowa, będące tabu w filmie sprzed kilkunastu lat (nie ma ich w "Akademii policyjnej"), są na porządku dziennym we współczesnej kinematografii. Cóż to będzie za kilka lat?

Zapewne "Kiepscy" nie będą już tacy kiepscy, wzory zaczerpnięte żywcem z Big Brothera staną się kanonem dla przyszłych twórców, a "Akademię policyjną" będzie się przyrównywać do komedii Szekspira.

A może stanie się zupełnie inaczej? Wulgarność i prymitywizm są znakami, które towarzyszyły Wandalom, gdy pustoszyli Europę, są znakami końca. Wtedy Europa się odrodziła. Dlaczego nie miałaby odrodzić się i teraz? Wiele zależy od nas.