II wojna światowa to dla nas zagłada Polaków, zwłaszcza polskich elit zarówno dokonanych przez Niemców jak i  Sowietów. Zabijano w tym samym celu, czasie i podobnymi metodami. Jest to ewenement europejski. Żadne państwo w podbitej przez Niemców Europie nie przeżyło nic podobnego, żadne nie było jednocześnie okupowane przez dwóch najeźdźców. Pod koniec lat 30 w ramach tzw. operacji polskiej dokonanej przez NKWD zginęło ok. 200 tys. Polaków. Ginęli tylko dlatego, bo byli Polakami. 17 września 1939 roku Sowieci  zgodnie z paktem Hitler- Stalin napadli na Polskę i razem z Niemcami dokonali czwartego rozbioru Polski. To wówczas na terenach okupowanych przez Sowietów miały miejsce czystki etniczne. Wywożono masowo mężczyzn, kobiety i dzieci do Kazachstanu, na Syberię. To również Sowieci dokonali mordu katyńskiego, mordu na jeńcach wojennych. Tego nawet nie robili Niemcy. A gdy zostali zaatakowani przez swego sojusznika, masowo mordowali więźniów politycznych w więzieniach oraz w marszach śmierci, gdy gnali ich na wschód.

Nie lepiej było po zakończeniu wojny. Wtedy gdy inne narody świętowały radośnie odzyskanie wolności, my byliśmy jej nadal pozbawieni i stawialiśmy temu zniewoleniu opór. Wypowiedzieliśmy się przeciwko narzuconej władzy zarówno w roku 1946 w referendum, jak i w wyborach parlamentarnych w 1947 roku. Choć byliśmy jako naród zdziesiątkowani, nie poddaliśmy się. Zarówno Niemcy jak i Sowieci wytępili prawie całą naszą elitę. „Zginęła  trzecia część ludności mających w 1939 roku wyższe wykształcenie, blisko 60 proc. prawników, 50 proc. lekarzy, ponad 30 proc. nauczycieli akademickich. Akces do jawnego oporu w 1945 roku obejmował około 200-250 tys. ludzi, którzy stanęli z bronią w ręku do narodowego powstania”.

Ale wróćmy jeszcze do lat 1937-1938 tzw. operacji polskiej przeprowadzonej przez aparat Nikołaja Jeżowa. Zamordowano wówczas 200 tys. Polaków. Na terenie całego Związku Sowieckiego żyło wówczas ok. 1,5mln naszych rodaków. Zamordowano wówczas około 80 proc. spośród wszystkich represjonowanych. Amerykański historyk Terry Martin wyliczył, że Polacy byli 30,94 razy bardziej narażeni na rozstrzelanie niż członkowie innych grup etnicznych zamieszkujących te tereny.

Operacja ta ma swój początek od krwawej wewnętrznej czystki między komunistami polskiego pochodzenia. Później rozlało się to na wszystkich Polaków zamieszkujących obszary sowieckie. 11 sierpnia  1937 roku wydano rozkaz nr 00485 przez Nikołaja Jeżowa. W rozkazie napisane jest, że Polska Organizacja Wojskowa (POW) głęboko zinfiltrowała ZSRR, dlatego wzywa się do fizycznej eliminacji polskich agentów.  Rozkaz był oparty na wierutnym kłamstwie. W Polsce żadna POW nie istniała, ale Jeżow represjami objął wszystkich Polaków żyjących w ZSRR. Były przewidziane dwie kary: rozstrzelanie lub wysłanie do łagru na 5-10 lat, co w rzeczywistości równało się śmierci. Obowiązywał specjalny sposób mordów tzw. tryb albumowy. Oznaczało to, że bez żadnej rozprawy sądowej wpisywano do specjalnego albumu nazwiska osób skazanych na śmierć. Motywowano to tym, że wskazany człowiek dokonywał „antysowieckich zbrodni”. Album przesyłano do Moskwy, gdzie Jeżow z komunistycznym krwawym prokuratorem Andriejem Wyszyńskim masowo podpisywali wyroki.  Zakładano, że operacja polska potrwa trzy miesiące, w rzeczywistości trwała półtora roku.

„Śledczy NKWD  podczas nocnych przesłuchań – za pomocą bestialskiego bicia i wyrafinowanych tortur – zmuszali aresztowanych Polaków do przyznania się, że byli członkami POW. Polskie pielęgniarki przyznawały się, że z polecenia tej organizacji truły sowieckie dzieci. Robotnicy, że niszczyli maszyny. Kołchoźnicy, że podpalali zagrody i stodoły”.  Podczas przesłuchań używano biczy, pałek, bagnetów, pistoletowych kolb, elektryczności. Wyrywano paznokcie, gaszono papierosy na dłoniach, odbijano nerki, miażdżono jądra w szufladach biurek.

Dzięki czystce w ekipie Jeżowa dotarto do relacji świadków przesłuchań. Choć Jeżow został stracony, na jego miejsce wszedł nie mniej okrutny Ławrientij Beria. Polska operacja trwała nadal. Polacy stali się zwierzyną łowną. Nazwiska wyszukiwano w książkach telefonicznych. Wszyscy którzy mieli nazwiska kończące się na „-ski” lub „-wicz” byli eksterminowani. Szukano ich także w kadrach zakładów pracy, na listach lokatorów, przeprowadzano łapanki.

Mordowano strzałem w tył głowy, a nierzadko wyroki dokonywano kijami. Zabijano ludzi w więzieniach, lasach, we wsiach, w łagrach. Grzebano ich na pustkowiach, wrzucano do rzek. Mordowano na terenach opuszczonych kościołów i klasztorów i tam grzebano ofiary.  A represje spadały na rodziny zabitych. Aresztowano żony i wysyłano je do syberyjskich łagrów. Dzieci które ukończyły 15 lat, odsyłano do łagrów, a mniejsze wysyłano do odległego sierocińca i tam wynarodowiano.  Konfiskacie uległy też majątki pomordowanych. Rodzice ofiary zostali wyrzucani z mieszkania na bruk i najczęściej nie przeżywali zimy.

W operacji polskiej zginęło 10 razy więcej Polaków niż w Katyniu, dwa razy więcej niż w Auschwitz i podczas ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.