27 sierpnia 33-letnia kobieta przeszła operację w szpitalu w Koninie. Po operacji skarżyła się na ból, więc zrobiono jej USG i ustalono, że ma zaszytą łyżkę. Natychmiast zrobiono jej więc kolejny zabieg i wyjęto łyżkę. Nie wybudzono jednak pacjentki. Zmarła dwa dni po feralnej operacji.

Jak podała prokuratura: "Postępowanie prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci, za co grozi kara do 5 lat więzienia oraz narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, za co grozi trzyletnie więzienie".

Prokuratura dodała: "Rodzinie przekazano, że w trakcie tej operacji usunięto kobiecie ciało obce - bez podawania szczegółów, co to miało być. 29 sierpnia pacjentka została przewieziona na OIOM w stanie śpiączki, z której nie wybudziła się już do dnia zgonu. Z karty zgonu rodzina dowiedziała się, że ten nieplanowany zabieg operacyjny polegał na usunięciu z jej jamy brzusznej narzędzia chirurgicznego, które zostało zaszyte w czasie pierwszej operacji".