Ursula von der Leyen chce bowiem m.in. zaoszczędzić na ochronie. Jeśli będzie przebywać 24 godziny na dobę w budynku KE, nie będzie potrzebować własnych ochroniarzy. Całym jej światem będzie jednak jej urząd, co sprawia wrażenie, że szybko się odrealni i straci kontakt z rzeczywistymi problemami ludzi.

Jest to jednak styl von der Leyen, która w Niemczech jako minister obrony także spała w biurze. W gmachu KE ma do dyspozycji, poza biurem, pokój wypoczynkowy, który liczy 25 metrów kwadratowych. To właśnie ma być jej nowy dom.

Von der Leyen ściągnęła z Niemczech swój zespół i jej decyzja o zamieszkaniu w miejscu pracy budzi negatywne skojarzenie, że chce pracować w atmosferze oblężonej twierdzy. W ten sposób nikt nie będzie miał do niej przystępu, a ona będzie mogła ograniczyć niechciane kontakty do minimum.

Czy na czele KE stanie paranoiczka? Tego dowiemy się w najbliższych latach.