John Alexander Dowie (1847-1907) był jednym z pierwszych charyzmatyków-uzdrowicieli. Urodzony w Szkocji, wyjechał do Australii, aby ostatecznie osiąść w USA. Odkrył w sobie dar uzdrawiania, który zjednał mu tysiące sympatyków i pozwolił założyć własny „kościół” – „Chrześcijański Katolicki Apostolski Kościół”. Dowie był kaznodzieją i wydawcą czasopisma „Leaves healing”, które promowało ideę „Bożego leczenia” (Divine healing), leżącą u podstaw ruchu charyzmatycznego. Tygodnik ukazywał się od 1894 r. i poza świadectwami, jak Bóg uleczył różnych ludzi za pośrednictwem charyzmatyków-uzdrowicieli, zawierało w sobie potępienie medycyny i lekarzy.

Dla ruchu charyzmatycznego postacią kluczową jest Charles Parham (1873-1929). Ten były pastor metodystyczny jako jeden z pierwszych przeżył „chrzest w Duchu Świętym” i zapoczątkował współczesną modlitwę językami. Parham był przeciwnikiem medycyny i lekarzy.

Smith Wigglesworth (1859-1947), uważany jest za jednego z pionierów ruchu zielonoświątkowego. Nawrócił się w „kościele” metodystów, a w 1907 r. został ochrzczony Duchem Świętym poprzez nałożenie rąk. Jeszcze przez jakiś czas zajmował się hydrauliką, aby następnie oddać się ewangelizowaniu. Jeździł po całym świecie. Został nawet nazwany „Apostołem wiary”. Otwarcie krytykował lekarzy, uważał, że choroby są skutkiem działania złych duchów, odrzucał szczepienia.

Te trzy postaci to jedynie przykłady, które można by mnożyć. Pokazują one, że wbrew temu, co się mówi, takie skrajne postawy, jak odrzucanie medycyny, nie są domeną jedynie środowisk egzystujących na marginesie ruchu zielonoświątkowego, czy szerzej: ruchu charyzmatycznego. Są w nim obecne od początku, u samego rdzenia, u ojców założycieli.

Oczywiście z czasem tendencje te były coraz bardziej ukrywane, jako że spotykały się z dużą krytyką świata zewnętrznego. Warto zauważyć, skąd się biorą. Wynikają bowiem z przekonania, że Jezus Chrystus przyszedł na ten świat, aby uzdrawiać ludzi i w związku z tym ludziom wierzącym medycyna nie jest potrzebna. Wystarczy im osobisty kontakt z Jezusem.

Jako katolicy wiemy jednak, że Jezus przyszedł, aby dać nam zbawienie, a nieliczne uzdrowienia, których dokonał, miały objawić to, że jest Bogiem. Oczywiście Chrystus ma moc uzdrawiania i na przestrzeni wieków, także dzisiaj, uzdrawia, ale nie to jest Jego celem. Wiemy, że święci, jak o. Pio chorowali przez lata i uważali przy tym, że nawet choroba jest darem Bożym. Nigdy przy tym nie lekceważyli medycyny, o czym świadczy fakt, że o. Pio założył szpital dla ubogich.

Tymczasem to myślenie, w gruncie rzeczy pogańskie i wynikające ze starotestamentalnego poglądu, że Bóg chce, abyśmy byli piękni, bogaci i uzyskiwali same sukcesy, tyle, że diabły i niewiara nam w tym przeszkadzają, przenika także polskiego katolickiego ruchu charyzmatycznego. O. Józef Witko chociażby, jeden z popularniejszych promotorów charyzmatyzmu, nieraz wypowiadał się, że to diabły mogą wywoływać choroby (chociaż Katechizm Kościoła Katolickiego nie wspomina o takiej możliwości), więc należy zwracać się do chorób tak jakby były osobami i przepędzać je z własnego ciała (chociaż takiej praktyki nigdy Kościół katolicki nie znał)