Jest to namacalny skutek nowego podejścia biskupów, które można określić jako "antykolonialne". Hierarchowie tak się zafiksowali na walce z "kolonializmem", idąc zresztą w ślady Franciszka, że krytykują wszelkie zwyczaje przyniesione do krajów misyjnych przez białych ludzi, podcinając przy tym gałąź, na której siedzą. Misjonarze bowiem to też w większości byli i są biali ludzie, którzy przynoszą osiągnięcia swojej cywilizacji, a przede wszystkim katolicką kulturę, która rozwinęła się na gruncie europejskim.

Niestety od lat myślenie w kategoriach duchowych nawet wśród kardynałów wypierane jest przez myślenie ideologiczne i lewicowe. To lewica sprzeciwia się wszelkim objawom "kolonializmu", dzieleniu kultur na lepsze i gorsze, ewangelizacji.

Kościół zawsze doceniał to, co dobre w lokalnych kulturach, ale również stanowczo sprzeciwiał się temu, co złe i patologiczne, jak choćby zabijanie dzieci z defektami, handel ludźmi, uprawianie magii, obrzezanie kobiet, zabijanie albinosów, których części ciała mają cudowne właściwości w lokalnych wierzeniach itd.

Stał na stanowisku, że istnieje prawda, a to znaczy, że istnieją gorsze i lepsze kultury w zależności od tego, ile w nich tej prawdy o człowieku i świecie jest. To, co jest fałszem, złem, co szkodzi, należy wyplenić za wszelką cenę, nawet jeśli jest wielowiekowym zwyczajem. Kolonizacja przyniosła różne złe zjawiska, ale nie można pomijać również tego, co dobre - przyniesionych osiągnięć cywilizacyjnych i wiary katolickiej, a także powstrzymanie wielu barbarzyńskich lokalnych zwyczajów.