Dziennikarka TOK FM twierdzi, że „antydemokratyczną naturę PiS ujawnił już za swoich pierwszych rządów", kiedy PiS „uśpiony świetnymi sondażami dobrowolnie oddał władzę przed terminem".

 

Lewicowa publicystka twierdzi, że o antydemokratycznej tożsamości PiS świadczyło też zachowanie PiS w opozycji – „pokazał nam Smoleńsk - cynicznie i z premedytacją wykorzystany do antagonizowania narodu i stworzenia równoległej, alternatywnej rzeczywistości politycznej". Za pomocą Smoleńska Kaczyński miał unikać odpowiedzialności za przegrane z PO, ogłupiał społeczeństwo. Według lewicowej publicystki „jeśli ktoś gra trumnami, to oznacza, że musi być zdolny do wszystkiego". Złowieszczy PiS i dziś ma wykorzystywać śmierć Kornela Morawieckiego dla celów politycznych.

 

Komentując bzdurne opinie lewicowej dziennikarki, warto przypomnieć, że wykorzystywanie przez PiS Smoleńska nie było absolutnie sprzeczne z demokracją – co świadczy o tym, że dziennikarka nie ma pojęcia, co się kryje pod słowem „demokracja". Argument antagonizowania narodu to klasyczny argument lewicowej narracji – nawet oprawcy z czasów rewolucji francuskiej używali go wobec katolików z Wandei, których mordowali, twierdząc, że walcząc w obronie swojej wolności religijnej, antagonizowali oni naród frasunki. Trzymanie się zaś bredni o pancernej brzozie i winie polskich pilotów przez lewicową dziennikarkę pokazuje, w jak bardzo urojonym świecie ona żyje.

 

Lewicowa dziennikarka, przewidując wygraną PiS („Polacy znów dadzą prezesowi Kaczyńskiemu mandat, niewykluczone, że silniejszy niż w 2015) twierdzi, że Kaczyński wykorzysta to wprowadzenia dyktatury, zniszczenia niezależnych sądów i samorządu.

 

Wyrazem demonicznych knowań Kaczyńskiego według lewicowej dziennikarki mam być to, że „lokalne struktury władzy są PiS-owi potrzebne z kilku względów – by odzyskać kontrolę nad funduszami unijnymi, by uzyskać jeszcze więcej synekur i by sprowadzić swoje niekontestowane władztwo na najniższy możliwy poziom. Wtedy do wyboru będzie symbioza z PiS-em albo próżnia".

 

Lewicowa publicystka niczym pytia wieszczy też, że PiS zniszczy niezależne media, by nie ujawniały one afer PiSu, a rządowe media prowadziły kłamliwą propagandę sukcesu. W ramach demonicznego planu PiS „redakcje trzeba będzie zrepolonizować albo zagłodzić. Dziennikarzy nękać przejętymi sądami, by nie obnażali kłamstwa, na którym państwo PiS jest budowane".

 

W opinii lewicowej publicystki celem Kaczyńskiego jest budowa dyktatury jak na Węgrzech, wobec, której Unia Europejska jest bezsilna, a "system zaczyna się utrwalać i reprodukować. [...] Społeczeństwo jest w d..., więc zaczyna się w niej urządzać. [...] państwo jako takie zalicza głęboki, wręcz cywilizacyjny regres".

 

Tekst lewicowej publicystki jest klinicznym przykładem tego, w jak bardzo urojonej rzeczywistości żyje groteskowa opozycja. To bardzo dobra wiadomość dla PiS. AntyPiS nie ma absolutnie ani woli konfrontacji z rzeczywistością, dotarcia do nowych wyborców, woli niczym destruktywna apokaliptyczna sekta okopać się i utrzymywać indukowaną paranoją spoistość grupy. W takiej sytuacji Kaczyński nie musi walczyć z opozycją, może, zgodnie z radą Sun Tzu usiąść nad brzegiem rzeki i poczekać jak z nurtem przypłyną trupy jego wrogów.

 

Jan Bodakowski