PTS stwierdza na początku swojego oświadczenia, że nowa ustawa zabroni wszelkiej edukacji seksualnej, choć jej autorzy i sam tekst mówią coś innego - ustawa będzie penalizować taką edukację, która ma na celu pobudzanie seksualne dzieci. Autorzy stanowiska mówią, że od tej pory nauczyciel nie będzie mógł powiedzieć, że masturbacja jest normalnym zachowaniem i uważają to za nieszczęście. Tymczasem glęboko ludzka edukacja seksualna powinna być wpisana w wychowanie do życia w rodzinie i  powinna być przygotowaniem młodych ludzi do nawiązywania dojrzałych relacji, w których odpowiedzialność jest czymś fundamentalnym.

PTS przytaczając przykład masturbacji pokazuje, że opowiada się tak naprawdę za permisywną edukacją seksualną, a więc taką, która koncentruje się na nauce uzyskiwania przyjemności seksualnej. Jest to jednak podejście egoistyczne, które sprzyja traktowaniu innych jak rzeczy, a nie osób, którym należy się szacunek.

Co więcej PTS powtarza nieprawdziwą tezę, że taka permisywna edukacja seksualna zmniejsza ryzyko przemocy seksualnej. Teza ta nie jest uargumentowana, ale jej zwolennicy zawsze powtarzają, że kto potrafi się masturbować i ogląda pornografię, jest mniej narażony na popełnianie przestępstw seksualnych - rzekomo zaspokajając swoje pragnienia, nie ma motywacji, aby np. dokonywać gwałtów.

W istocie jest odwrotnie. Seksualne pobudzanie się sprzyja szukaniu coraz silniejszych bodźców. Masturbacja uczy instrumentalnego podejścia do seksualności i ciała jako źródła egoistycznej przyjemności. Pornografia zaś przyzwyczaja do zachowań nienormalnych, często agresywnych i przekraczania kolejnych granic.

Edukacja seksualna to wynalazek ostatnich dziesięcioleci. Wcześniej jej nie było w ogóle, a przestępstwa seksualne nie były dużo częstsze - raczej to dzisiaj obserwujemy ich wzrost wraz z seksualizacją kultury.