Aleksiej Nawalny stoi na czele fundacji Fundusz Walki z Korupcją, która została uznana przez władze rosyjskie za „zagraniczną agenturę" i jest rozpracowywana przez 135 agentów FSB, z racji na ujawnienie tego, na co urzędnicy Putina wydają kasę, jak transferują ją za granicę i w jakim żyją luksusie. Wiedza ta spowodowała, że w wyborach samorządowych w Moskwie opozycja, nie mając wsparcia mediów, odniosła sukces (co świadczy o tym, że władza Putina to kolos na glinianych nogach, i może liczyć tylko na sfałszowane wybory i zastraszanie opozycjonistów).


Z wywiadu wynika, że Putin tak bardzo boi się opozycji, że Nawalnego nie dopuścił do wzięcia udziału w wyborach, Rosjanie są coraz bardziej rozczarowani Putinem i Jedną Rosją. Zdaniem Nawalnego nie jest prawdą tezą o popularności Putina wśród Rosjan – Rosjanie głosują na Putina nie dlatego, że go popierają, ale dlatego, że nie widzą alternatywy – jednak jak taka alternatywa się pojawi, Putin straci poparcie.
 

Rosyjski opozycjonista uważa, że „Putin miał ogromne poparcie, które jednak się rozmyło. W końcu rządzi już 20 lat, a ostatnie sześć można nazwać serią porażek. Dochody społeczeństwa spadają z każdym rokiem, Kreml nic nie może na to poradzić, a ludzie coraz bardziej odczuwają kryzys w portfelach".

 

Z wywiadu wynika, że szokiem dla Rosjan jest, to gdy są świadkami tego, jak rządowa telewizja ordynarnie kłamie „bo że kłamie, to wiedzą, ale w żywe oczy?".

 

Czytelnicy z wywiadu dowiedzą się, że Aleksiej Nawalny nie byłby szanowany przez antyPiS i lewice z naszego kraju. Rosyjski opozycjonista, odmiennie od polskojęzycznej groteskowej opozycji opowiada się za wolnością słowa dla nacjonalistów. Jego zdaniem „nacjonaliści mają pełne prawo do uczestniczenia w polityce, podobnie jak komuniści. Głos każdego obywatela, bez względu na jego poglądy, jest ważny. Rosyjscy liberałowie, którzy są mi bliscy, uważają, że nacjonaliści nie mają prawa do startowania w wyborach. Ja twierdzę, że to sprzeczne z ideą liberalizmu". Polityk, by zademonstrować swoje przekonania o wolności dla nacjonalistów brał udział w ''„ruskich marszach", gdzie tłum krzyczał: „Jesteśmy Rosjanami, to z nami jest Bóg!" i „Rosja dla Rosjan!"''.

 

Odpowiadając na kłamstwa reporterki „Wyborczej" (która deklaruje, że nie była na marszach polskich nacjonalistów), że „w Polsce nacjonaliści podczas marszów atakują przechodniów, nie mówiąc o ludziach, którzy stają im na drodze", rosyjski polityk stwierdził, że przemoc na demonstracjach „to nie jest przypadłość wyłącznie tej strony. Ludzi nastrojonych totalitarnie, ze skłonnością do dyskryminacji każdego, kto nie odpowiada ich wyobrażeniom, spotykam i na prawicy, i wśród lewicowców, i wśród liberałów, i wśród nacjonalistów".
 

Rosyjski opozycjonista jest też przeciwnikiem islamskiej imigracji do Rosji. Jego zdaniem rosyjskie „przepisy regulujące przekraczanie granic między Rosją a krajami średniej Azji są niedorzeczne. Mieszkańcy Uzbekistanu nie muszą mieć jakiejkolwiek wizy, by przyjechać do Rosji i podjąć pracę. [...] Uważam, że wprowadzenie obowiązku wizowego między Rosją a krajami Azji Środkowej jest konieczne. [...] Migracje są procesem naturalnym", ale „nie wolno jednak pozwolić na całkowitą samowolę". Uregulowanie tej sprawy jest też w interesie samych imigrantów, dziś w Rosji wyzyskiwanych i pozbawionych praw.
 

Aleksiej Nawalny za swoją działalność opozycyjną jest non stop zatrzymywany. W rosyjskich izbach zatrzymań spotyka ludzi „często zatrzymanych podczas antyputinowskich protestów albo tych, którzy wychodzą na ulicę w obronie więźniów politycznych. Ale równie często Bogu ducha winnych migrantów, którzy mają braki w dokumentach. Młodych ludzi, którym policja podrzuciła narkotyki albo dosypała ich tyle, żeby móc wszcząć postępowanie. Uczestników protestów oskarżonych o uderzenie policjanta, mimo że nawet go nie dotknęli. Zwykłych ludzi, w każdym wieku, najróżniejszych zawodów, którzy napisali w internecie post, a władza dopatrzyła się nawoływania do ekstremizmu. Chłopaków oskarżonych o drobne kradzieże. Stare powiedzenie, że w naszym kraju, jeśli tylko jest człowiek, to znajdzie się na niego odpowiedni paragraf, wcale nie jest wyświechtane. Ci ludzie czują, jak bardzo jest niesprawiedliwa nasza władza".
 

Zdaniem rosyjskiego opozycjonisty w Rosji nie ma masowych protestów, bo „nie mamy rozwiniętej kultury protestów, ale jednocześnie proszę zauważyć, że od rewolucji 1905 roku takich protestów jak te po moich apelach czy materiałach nie było. Nawet w trakcie pierestrojki, kiedy buntowały się całe społeczności i republiki".
 

W wywiadzie rosyjski opozycjonista skrytykował też rosyjską politykę negatywnego naznaczania gejów przez władze. Ocena rosyjskiego opozycjonista sytuacji w Polsce nie jest zgodna z narracją polskojęzycznej groteskowej opozycji. Zdaniem Aleksieja Nawalnyego Polska „to kraj, w którym sądy są niezależne i w którym każdy polityk może wystartować, nawet jeśli Kaczyński [...] go nie lubi".

 

Aleksiej Nawalny uważa, że Putin będzie chciał być imperatorem do śmierci, przyłączyć Białoruś do Rosji, władza Putina opiera się na tysiącu rodzin (w rękach których należy Rosja)
 

Rosja z marzeń Aleksieja Nawalnego „będzie wspaniała. Będzie liderem krajów europejskich. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, biorąc pod uwagę nasze terytorium i możliwości. Będziemy starali się o pozycję lidera w Unii Europejskiej, ale nie drogą konfrontacji. Unii będzie z nami dużo łatwiej niż teraz".

 

Rosyjski opozycjonista uważa, że „należy dołożyć wszelkich starań, by nie dopuścić do destabilizacji rejonów zapalnych, rozwoju islamskiego ekstremizmu, rozpowszechniania broni atomowej i masowego rażenia". Rosyjski polityk jest krytyczny wobec NATO. Jego zdaniem „rozwój obrony antyrakietowej i tak narusza parytet atomowy. A przede wszystkim myślę, że siły i ogromne nakłady, jakie NATO angażuje w obronę Europy przed rzekomym atakiem ze strony Rosji czy Chin, są przesadne".

 

Aleksiej Nawalny uważa, że o losie Krymu powinni zadecydować jego mieszkańcy. W opinii rosyjskiego opozycjonisty Putin uważa, że „Litwa, Łotwa, Estonia czy Polska i one nie mają prawa do własnej polityki. Jeśli zapytać, dlaczego ma tak być, to usłyszy się, że ''dlatego, że kiedyś wyzwoliliśmy je z rąk faszystów''". Zdaniem Putina Ukraina i Białoruś nie mają prawa do niepodległości i muszą być częścią Rosji.

 

Rosyjski opozycjonista uważa, że „na Kremlu, zamiast myśleć o Rosjanach spoza stolicy czy Petersburga, mieszkających w Penzie czy w Smoleńsku, myślą o tym, jak podporządkować sobie Polskę. A co nas Polska interesuje?". Dla rosyjskiego opozycjonisty „nie ma żadnej różnicy między Rosjanami a Ukraińcami".
 

Aleksiej Nawalny nie ukrywa, że jego Rosja też będzie konkurować z USA. Jego zdaniem „Stany Zjednoczone są bardzo amerykocentryczne. To właściwe podejście. Bez wątpienia będą oczywiście uważać, że to one są najlepsze na świecie. No i dobrze. A my będziemy myśleć, że to my jesteśmy najlepsi. Najważniejsze, żeby to nie było powodem konfliktów politycznych czy wojennych. O pozycję lidera zawsze ktoś będzie walczyć i póki to nie jest szkodliwe i niebezpieczne, można konkurować. Taka rywalizacja może być nawet inspirująca w nauce, kulturze czy gospodarce".
 

W opinii rosyjskiego opozycjonisty rosyjskie uniwersytety nie są tak dobre, jak amerykańskie, i rosyjskie władze powinny „płacić za studia młodych Rosjan, którzy dostali się na najlepsze amerykańskie i europejskie uczelnie", by ci wiedzę z zachodu przywozili do Rosji.

 

Aleksiej Nawalny w Rosji czuje się jak w domu, mieszkanie w USA to dla niego koszmar, jak sam mówi, że u Amerykanów „nie wiem, jakaś ta ich radość i dobry humor przez cały czas... Pytania: „How was your weekend?", i tak dalej. Nie lubię tego. Rosjanie są mroczni, a ja szczególnie. Nie chcę się uśmiechać na widok każdego, kogo spotkam, i pytać, co u niego słychać i jak spędził weekend, bo najczęściej mnie to nie obchodzi. Lubię nie musieć się ze wszystkiego cieszyć i do wszystkich uśmiechać. To jest normalne, taki już jestem. Dlatego Rosja jest mi bliższa i dlatego tak mi się podoba".

 

Jan Bodakowski