Poseł Lewicy Wanda Nowicka uraczyła nas intelektualnym pasztetem na miarę swoich możliwości kiedy stwierdziła, że Bruno Schulz został spalony na stosie przez inkwizycję, myląc go oczywiście z Giordano Bruno. Zawsze mogło być gorzej bo mogła go pomylić z muzykiem Bruno Marsem.

 

Posłem z ramienia Koalicji Obywatelskiej została niegdysiejsza gwiazda łódzkiej lewicy w osobie Dariusza Jońskiego, który zasłynął z tego, że nie znał daty wybuchu Powstania Warszawskiego, które wybuchło wg niego w 1988 roku, natomiast stan wojenny Joński wprowadził w roku 1989. Ten kiedyś zagorzały lewak nie miał problemu żeby przekształcić się w liberała i mimo braku elementarnej wiedzy otrzymał 11.999 głosów w okręgu sieradzkim, mieszkańcy Ziemi Sieradzkiej co z wami?!

 

Magdalena Biejat nowa poseł Lewicy wyznała, że będzie "gościnią" zamiast gościem programu, żeby podkreślić w ten sposób swoje zaangażowanie w walkę z samczą dominacją w przestrzeni publicznej. W sukurs zwichrowanej psychicznie kobiecie, która zasiądzie w polskim parlamencie idą tzw. elity w osobie profesor Magdaleny Środy czy dziennikarki Doroty Warakomskiej. Warakomska zapowiedziała, że dalej będzie w Radiu TOK FM (należącym do "stajni" Michnika") używała żeńskich form w tym "gościni" ponieważ Rada Języka Polskiego dopuszcza takie formy.

 

Posłem z ramienia PSLu, został wiceszef tej partii Dariusz Klimczak. Poseł Klimczak czuje się tak mocno związany z ruchem ludowym, że zapytany kiedyś o opinię na temat protestujących rolników blokujących drogę ekspresową stwierdził, że prawdziwy rolnik, to nie strajkuje tylko siedzi w oborze czy stodole. Takim to przejawem "głębokiej empatii" wykazał się jeden z liderów ludowców wobec swojego naturalnego zaplecza społecznego, jakim dla PSLu są polscy chłopi.

 

Na deser zostawiłem posła, choć w tym wypadku jestem za zastosowaniem formy bliższej feministkom i powiem "poślicę" - Klaudie Jachirę, autorkę dziesiątek skandalicznych i idiotycznych wypowiedzi. Szydzenie i pogarda z przekonań religijnych oraz spuścizny Armii Krajowej pozwoliło jej zostać posłem, co wydawało się mimo wszystko nierealne. I tak zamiast spędzać czas w izolacji w pokoju bez klamek Jachira przez najblizsze 4 lata zasiądzie w izbie poselskiej w której 100 lat wcześniej siedział Witos, Dmowski czy Korfanty.

 

Parlament Rzeczypospolitej po roku 1989 miał wielu kuglarzy, błaznów i zwyczajnych durni. Był przecież w polskim sejmie mężczyzna udający kobietę, był poseł SLD Sebastian Florek który został jak sam przyznawał został posłem dzięki temu, zę pokazywał wcześniej tyłek pod prysznicem w programie Big Brother. Był Janusz Palikot z wibratorem i świńskim ryjem złośliwi mówili nawet, że gadżety te idealnie odzwierciedlają osobowość posła. Był Ryszard Petru z masą idiotycznych tekstów obnażających zupełną marność intelektualną tej rzekomej nadziei polskiego liberalizmu i światka banksterów. Ze stajni Ryśka była Kamila Gasiuk-Pihowicz nie rozumiejąca znaczenia słowa "inwokacja". Był wyjątkowo chamski Stefan Niesiołowski, dziś znany bardziej jako "Jurny Stefan" po tym jak wyszło na jaw, że był przekupywany z wykorzystaniem młodych prostytutek. Była zaburzona Joanna Senyszyn ze swoją skrajną antykatolicką zajadłością i promocją homopropagandy, którą w końcu dosadnie podsumował Wojciech Cejrowski, mówiąc o tym, że z głupkami nie ma sensu rozmawiać. Była poseł i premier Kopacz, której przodkowie rzucali kamieniami w dinozaury. Był marszałek Komorowski, który pomimo skończonych studiów historycznych przekonywał nas, że Korfanty lubił się z Piłsudskim a Norwegia należy do Unii Europejskiej.

 

Mimo upływu kolejnych kadencji część elektoratu raczy nie zrażać się do posłów z zaburzoną osobowością, posłów blagierów i pospolitych durni. Głupota w Polsce ma się całkiem dobrze, a do kroniki poświęconej jej dziejom pisze się właśnie nowy rozdział.