Publicysta napisał: "Garść refleksji, raczej gorzkich, po sprawie pochówkowej. Nie da się obronić polityki dezinformacji i wprowadzania w błąd katolików w Polsce. Oświadczenie sformułowane tak, by nie skłamać, ale prawdy nie powiedzieć, potem milczenie i wyjaśnienia nawet nie KAI, a jego dziennikarzy, że nie ma problemu, bo tylko głupcy widzą w przywołanym kanonie informacje o miejscu pochówku, choć kanon ten zawierał tylko taką treść. W niedziele wreszcie podana w mediach lokalnych, ale wciąż nieoficjalnie informacja, że jednak katedra (informacja potwierdzona w prywatnej korespondencji), i przekonywanie, że ci, co się czepiają, to jacyś mało miłosierni są".

Dodał też: "A gdy pojawia się list (brawo dla pomysłodawców i wykonawców) szybka reakcja i zmiana decyzji. Nikt jednak niczego nie wyjaśnia, zwołuje się konferencje bez prawa zadawania pytań (pewnie, żeby nie padły pytania niewygodne), a w oświadczeniu sugeruje się, że zamiast walczyć o oczyszczenie instytucji trzeba być bez grzechu (zdaje się, że stan bez grzechu osiągnęła tylko Maryja, ale mniejsza o to). Jednym słowem informacyjna masakra, wprowadzanie w błąd i udawanie, że nic się nie stało. A jakby tego było mało, wcale nie jest jasne, czy w tej grze nie uczestniczyła także Stolica Apostolska. Jest jednak także powód do radości. Świeccy (nie tak znowu wielu, ale zdecydowanych) i nieliczni odważni księża pokazali, że nie wszystko w Kościele wolno i należy nawet jeśli jest się hierarchą. To ważny dzień, ale i smutny, bo pokazuje, że mimo wielu deklaracji niewiele się zmienia".