Terlikowski napisał w mediach społecznościowych:

"To już oficjalne stanowisko, a my możemy nadal udawać, że nic się nie dzieje, nic się nie zmienia, a nawet jeśli to tylko te straszne Niemcy. Kłopot polega tylko na tym, że to, co teraz ustalą Niemcy - jeśli nic się nie zmieni, a nic na to nie wskazuje - za lat kilka stanie się oficjalną linią Watykanu, a ta będzie narzucona Kościołowi w Polsce".

Dodał też:

"Ale do rzeczy. Otóż Komisja ds. Rodziny Konferencji Episkopaty Niemiec, w ramach wspierania „drogi synodalnej” oznajmiła po konsultacjach z przedstawicielami nauki, że homoseksualizm należy do „normalnych form predyspozycji seksualnych". Biskupi Heiner Koch (Berlin), Franz-Josef Bode podkreślili także znaczenie „solidnej dyskusji wspieranej naukami humanistycznymi i teologią", a także zmianę sytuacji, między innymi poprzez „Amoris laetitia" papieża Franciszka. Zmiany te mają prowadzić do wniosku, że „stosunek seksualny po rozwodzie i ponownym małżeństwie” nie byłby już zakwalifikowany jako grzech ciężki, a zatem nie przewidywanoby ogólnego wykluczenia z przyjęcia Eucharystii".

Na końcu stwierdził:

"Ale obrońcy rewolucji, a także nasi rodzimy fideistyczni ultramontanie będą krzyczeć, że posłuszeństwo wymaga, żeby udawać, że nic się nie zmienia, i że tylko schizmatycy mogą mówić, że na naszych oczach dokonuje się w Kościele reforma, a może nawet „nowa reformacja”.