Osiemdziesięciominutowy dokument „Punkt zapalny", który miałem okazje oglądnąć na lewicowym festiwalu filmów dokumentalnych Wacht Docs został zrobiony (po prawie 5 latach od nagrań) przez Wojtka Jankowskiego według klasycznych wytycznych lewicowej propagandy. Nie ma w nim przedstawionych stanowisk dwu stron, są tylko wypowiedzi lewicowców (ukazanych obowiązkowo jako osoby sympatyczne), i zdjęcia z ukrycia, z których słychać bluzgi ''nazistów'' homofobów — nie licząc przebitek z demonstracji przeciwko tęczy (filmowanych tak by wyglądało to, jak zdjęcia z ukrycia — choć nikt nie przeszkadzał w filmowaniu demonstracji).

 

W propagandowym filmie „Punkt zapalny" twórca lewicowej agitki Wojtek Jankowski, przypomniał w swoim dokumencie, że Julita Wójcik zrobiła swoją tęczę pierwszy w domu pracy twórczej w dawnym klasztorze nad Wigrami. Film stał się dla lewicowych artystów okazją do ponarzekania na to, że klasztor służący artystom jako dom pracy twórczej, został zwrócony Kościołowi katolickiemu.

 

W filmie ukazana jest historia robienia tęczy nad Wigrami i w Warszawie, wypowiedzi autorki tęczy i innych lewicowców, którzy wciskają kit, że to konserwatywne protesty nadały tęczy jej gejowską symbolikę, historia kolejnych podpaleń tęczy, protesty lewicowców w obronie tęczy, historia spółdzielczości, której symboliką była tęcza (jest to okazja do zachwalania działaczy lewicowych, w tym i komunistów), historie tęczy jako symbolu sodomitów, ochrona tęczy ze strony policji i straży miejskiej.

 

Przerywnikami dla wypowiedzi zachwyconych tęczą lewicowych artystów, lewicowych krytyków sztuki, lewicowych filozofów, lewicowych działaczy, są kadry z manifestacji przeciwko tęczy (organizowanych przez Ruch Narodowy, Fundacje Pro, Krucjatę Różańcową). Widać na nich przemawiającego Krzysztofa Bosaka, Roberta Winnickiego, księdza Stanisława Małkowskiego, tłum demonstrantów (w tym i Jana Bodakowskiego z tablicami), Rafała Mossakowskiego, który powoli czyta z kartki hasła, jakie mają skandować manifestanci (co bardzo za każdym razem bawiło lewicową widownię seansu, podobnie rechot wzbudzało ukazane jako pozytywne niszczenie przez lewaków patriotycznych murali).

 

O złej woli twórcy lewicowej agitki, świadczy nie tylko to, że nie wykorzystał nagranych wypowiedzi przeciwników tęczy, ale także to, że okrzyk „czołem wielkiej Polsce" przetłumaczył nie jako „forefront of Great Poland", ale jako „Hail of Great Poland" (by się zagranicznym odbiorcom kojarzyło z Hail Hitler). Twórca sił nachalnie przekonuje widzów, że przeciwnicy tęczy to chamy, prymitywy, naziści i antysemici.

 

W filmie znajdują się też zdjęcia z konfrontacji lewicowców i konserwatystów na placu Zbawiciela w Poznaniu, gdzie lewicowcy też planowali postawić tęcze, akcje szpecenia murów lewicowymi muralami w kolorach tęczy we Wrocławiu (służy to reżyserowi to przekonywania widzów, że przeciwnicy tęczy to naziści i kryminaliści). Podobnie ''naziści'' mieli zniszczyć tęczowe murale w Bielsku-Białej.

 

W ostatniej części filmu ukazane jest to, jak Julita Wójcik swoją tęczę zrobiła w jednym z indyjskich miast (w rejonie zdominowanym przez lewice) przed żydowską synagogą oraz to jak arianie (którzy w XVII wieku rzekomo musieli uciekać z Polski, bo popierali sodomitów) nagłaśniali w USA potrzebę walki o przywileje dla sodomitów w Polsce.

 

Komentując lewicowy dokument, warto przypomnieć o faktach, których w nim. Przed kilku laty sodomicka tęcza autorstwa Julity Wójcik plugawiła plac Zbawiciela w Warszawie, promując na wprost kościoła katolickiego, szkodliwe dla zdrowia patologie życia seksualnego. Po ponownej instalacji Julita Wójcik twórczyni sodomickiej tęczy chciałaby jej instalacja była symbolem solidarności w walce o przywileje dla sodomitów, jedności z genderowską strategią Unii Europejskiej, oraz symbolem walki z homofobią. Przeciwko tęczy protestowało wielokrotnie wielu Warszawiaków, w tym młodzi działacze Ruchu Narodowego, ONR, fundacji Pro, a także starsze osoby zaangażowane w modlitwę różańcową.

 

Tęcza szpecąca plac Zbawiciela była instalacją Julity Wójcik. Instalacje tą sfinansowała rządząca PO z pieniędzy odebranych podatnikom. W 2010 roku koszt Tęczy i czterech innych instalacji wynieść miał według zamówienia przetargowego na kompleksową koordynację pięciu projektów artystycznych w przestrzeni publicznej Brukseli 193.000 euro, czyli 787.000 złotych bez uwzględniania inflacji. Po spaleniu o powrocie sodomickiej tęczy na plac Zbawiciela 1 maja zadecydowała rządząca Warszawą Platforma Obywatelska. PO w ten sposób chce uczcić 10 rocznicę integracji Polski z Unią Europejską. Na instalacje sodomickiej tęczy rządząca Warszawą PO zmarnowali tym razem według doniesień prasowych 110.000 złotych. Właścicielem sodomickiej instalacji jest placówka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego — Instytut Adama Mickiewicza (która pokrywała z pieniędzy podatników koszty remontu tęczy).

 

Sodomicka tęcza była przez Warszawiaków palona wielokrotnie: nocą z 12 na 13 października 2012, 31 grudnia 2012, 4 stycznia 2013, 24 lipca 2013, 11 listopada 2013. Dodatkowo kilkukrotnie instalacja była dewastowana bez użycia ognia.

 

W rozmowie ze mną, w trakcie mojej wizyty w Zachęcie, gdzie za pieniądze podatników była ponownie składana tęcza, Julita Wójcik zadeklarowała, że nie ma pojęcia, jakie były dotychczasowe koszty kilkukrotnych rekonstrukcji tęczy i skąd pochodziły środki przeznaczone na instalacje.

 

Autorka tęczy zadeklarowała, że popiera prawo sodomitów do ekspresji w przestrzeni publiczne. Zdaniem Wójcik krytycy sodomitów paląc tęcze, wykluczyli się z debaty publicznej. Wójcik uznała też, że należy ustawowo zapewnić sodmitom przywileje chroniące ich przed krytyką, i surowo karzące tak zwane przestępstwa nienawiści.

 

Wójcik broniła przeznaczania pieniędzy podatników na sztukę nowoczesną, uznając, że to inwestycja w budowę tolerancji. Artystka skrytykowała za to finansowanie z pieniędzy podatników Muzeum Jana Pawła II.

 

8 maja 2013 pod tęczą mieli publicznie kopulować producenci porno z Fuck For Forest w ramach walki o „o prawo do publicznej nagości", czyli do tego by każdy zboczony ekshibicjonista mógł się obnażać bezkarnie i ranić swoim ohydnym widokiem zmysły postronnych obserwatorów. Fuck For Forest rezydował wówczas w Berlinie i według Wikipedii (cytowanej przez Gazetę Wyborczą) był wspierany finansowo rządu Norwegii. Do publicznego zgorszenia nie dopuścił tłum nacjonalistów zebranych na placu Zbawiciela.

 

Wywiadu dla lewicowego dokumentalisty udzieliłem w okolicach września 2015. Fakt te opisałem w artykule „Twórczyni tęczy rzekomo opowiada głupie ploty na mój temat, czyniąc mnie bohaterem miejskiej legendy". W artykule pisałem:

 

Jakiś czas temu udzieliłem reżyserowi filmu dokumentalnego wypowiedzi o sodomickiej tęczy plugawiącej plac Zbawiciela w Warszawie. Była to jedna z wielu moich publicznych wypowiedzi dla mediów, artykułów czy reportaży, dotyczących lewicowego przekazu w sztuce nowoczesnej, w tym i tęczy. Wywiadu na potrzeby filmu dokumentalnego, udzieliłem wraz z dwoma innymi osobami, w jednym z lokali, tłem dla naszej trójki było okno z widokiem na tęcze.

 

Kolejny raz, wieczorem, gdy na placu Zbawiciela tęcza była demontowana, spotkałem reżysera filmu. Reżyser poprosił, bym udzielił mu kolejnej wypowiedzi podsumowującej historie tęczy.

 

W deszczowy poniedziałek 7 września po południu przybyłem na wolny od tęczy plac Zbawiciela. Okazało się, że reżyser chce nagrać moją wypowiedź w dziwnej scenerii. Konkretnie w starym samochodzie stojącym na rogu placu Zbawiciela i alei Wyzwolenia. Samochód miał stać w miejscu, gdzie zaparkowany był przez wiele miesięcy nieoznakowany samochód pełen policjantów pilnujących tęczy. [W filmie zamieszczony jest wywiad z artystką w tej scenerii].

 

Moją wypowiedź rejestrowały dwie kamery jedna zamontowana z tyłu samochodu, a druga za oknem. Zapewne w filmie będzie to wyglądało jak obraz z ukrytej kamery. W swej wypowiedzi kolejny raz powtórzyłem swoje opinie o szkodliwości marnowania pieniędzy podatników na sztukę nowoczesną, polskiej biedzie wynikającej z fiskalizmu państwa, i o tym, że lewica wykorzystuje sztukę nowoczesną do demoralizowania Polaków – demoralizacja ma na celu rozbicie więzi społecznych by zamiast zorganizowanego narodu, wykorzenione jednostki nie były w stanie przeciwstawić się lewicowej tyrani.

 

W trakcie zadawania pytań reżyser powiedział mi, że autorka tęczy w trakcie rozmowy z nim skarżyła się, że rzekomo dowodzone przeze mnie komando skinów rzekomo z ONR miało ją zastraszać. Ta nieprawdziwa historia miała się wydarzyć rzekomo na placu Zbawiciela. Rzekome komando skinów rzekomo z ONR miało najpierw rzekomo zakłócać prace reporterów, a potem artystkę rzekomo demonstracyjnie śledzić i rzekomo demonstracyjnie obserwować jej spotkanie ze znajomymi w jednym z lokali na placu Zbawiciela. Najbardziej niezwykłą częścią rzekomej opowieści, jest to, że rzekome skiny odeszły, gdy rzekomy ja ukryty za kolumnami budynku na placu, rzekomo skinieniem ręki wydałem im taki rozkaz.

 

Rzekoma opowieść artystki o rzekomych wydarzeniach z placu Zbawiciela należy do klasycznych legend miejskich, takich historii jak te o krokodylach żyjących w kanalizacji czy o rozpustnych autostopowiczkach czyhających na listonoszy w wieku przedemerytalnym jadących na swoich rowerach.

 

Rzekoma historia o rzekomych skinach bardzo mnie rozbawiła. Nie dosyć, że rzekome wydarzenia nie miały miejsca, to niestety nie mam na swoje rozkazy komanda skinów z ONR chętnych do zastraszania demonstracyjną obserwacją twórców sztuki nowoczesnej.

 

Zakładam oczywiście, że rozmowa między autorką a reżyserem mogła nie mieć w ogóle miejsca, i to reżyser opowiada głupie historie, by sprowokować mnie do wypowiedzi. Jednak gdyby taka rozmowa między reżyserem a artystką miała miejsce i treść była taka, jaką przytoczył reżyser, oznaczałoby to, że artystka kreuje swój nieprawdziwy wizerunek, według elementów znanych z różnych nieprawdziwych, ale ckliwych opowieści, w których źli i prymitywni skini, terroryzują zaangażowane aktywistki, z polecenia demonicznych demiurgów kryjących się za kolumnami portyku.

 

Działania artystki mające na celu rekonstrukcje tęczy w Zachęcie i na placu Zbawiciela sfinansowała z pieniędzy podatników, zamiast kanalizacji i wodociągów, rządząca Warszawą Platforma Obywatelska za pośrednictwem Biura Kultury miasta stołecznego Warszawy i warszawskiego Zarząd Oczyszczania Miasta – którego celem jak widać nie jest sprzątanie stolicy tylko wspieranie sodomickiej propagandy.

 

Sodmicka tęcza plugawiąca plac Zbawiciela była też przykładem absolutnej nie odpowiedzialności PO rządzącej Warszawą. PO decydowała o tym, by tęcza była pilnowana przez kilkunastu policjantów i miała zraszacze zapobiegające podpaleniu. Takich środków bezpieczeństwa PO nie przewidziała w kwestii Mostu Łazienkowskiego, który spłoną w Warszawie.

 

Pozbawiony ochrony i instalacji zraszającej Most Łazienkowi płoną przez pół doby. Był jedną z najważniejszych przepraw w stolicy, którą codziennie przejednało 100.000 aut na dobę. W wyniku pożaru most został zamknięty, a mieszkańcy stolicy utknęli w korkach. Dodatkowo okazało się, że w wyniku pożaru spłonęły światłowody, którymi dostarczany był internet dla Ministerstwa Obrony Narodowej i instytucji podległych Ministerstwu Spraw Wewnętrznych.

 

W trakcie pożaru zniszczone zostały instalacje, którymi dostarczano internet, gaz i wodę. Na szczęście gaz i media dostarczane są awaryjnymi sieciami. Gdyby inne awarie miały miejsce, dostawy mediów do domów części warszawiaków byłyby zagrożone. Zniszczenie światłowodów spowodowało kłopoty z dostawą internetu dla mieszkańców Warszawy, Mazowsza i Podlasia. Światłowody biegnące mostem dostarczały internet nie tylko dla odbiorców indywidualnych, ale i do przedsiębiorstw oraz administracji publicznej. Zniszczenia były bardzo poważne i nie wiadomo kiedy sieć zostanie odbudowana.

 

Co ważne dla bezpieczeństwa narodowego przez Most Łazienkowski biegły światłowody Centrum Wsparcia Teleinformatycznego Sił Zbrojnych. W związku z pożarem mostu Ministerstwo Obrony Narodowej nie ma dostępu do internetu. Awaria nie zaszkodziła wewnętrznemu systemowi informatycznemu MON. Spłonęły też światłowody policji, którymi dysponuje Biura Łączności i Informatyki. Łączność została zerwana z Centrum Szkolenia Policji w Legionowie i z komendą w Radomiu.

 

Odbudowa mostu pozbawionego ochrony, odmiennie od chronionej tęczy, kosztowała podatników 50.000.000 złotych.

 

Wideo relacja Takt TV z likwidacji tęczy

 

Wypowiedzi lewicowych działaczy zachwyconych tęczą był też ilustrowane kadrami modlitewnego protestu przeciwko tęczy zorganizowanego przez grupę modlitewną związana z księdzem Jerzym Gardą. Uczestnicy protestu codziennie, w samo południe, przez godzinę, modlili się różańcem i trzymali transparenty głoszące hasła o szkodliwości gender patologii. Protest trwał do dnia likwidacji sodomickiej tęczy plugawiącej plac Zbawiciela.

 

Jan Bodakowski