Do zdarzenia doszło wczoraj W stanie Nowy York, w mieście Monsey, około pięćdziesięciu kilometrów na północ od Nowego Jorku. Napastnik wszedł do domu rabina Chaima Leibusza Rottenberga i zaczął atakować zebranych za pomocą posiadanej maczety. Nożownik zaatakował zebranych w domu rabina, który sąsiaduje z lokalną synagogą. Pięć osób trafiło do szpitala, dwie są w stanie krytycznym. Jedna z najciężej rannych osób została ugodzona co najmniej sześć razy. Wszyscy ranni zostali natychmiast zabrani do szpitala, a dwie osoby są w stanie krytycznym i nie wiadomo czy przeżyją. Co prawda napastnik uciekł z miejsca zdarzenia samochodem. Został jednak dosyć szybko zatrzymany przez policję i jest obecnie przesłuchiwany. W samochodzie był sam i - według wstępnych ustaleń stróżów prawa „nie miał wcześniejszych konfliktów z prawem”. Tak więc chyba był biały, bo gdyby był czarny, albo inny kolorowy to na pewno miałby już wcześniej jakieś wyroki, lub przynajmniej był notowany.

Co więcej jak donoszą żydowskie media (czyli w sumie większość mediów na świecie od Gazety Żydowskiej dla Polaków zwanej „Gazetą Wyborczą”, po jej amerykańskiego klona „New York Times”) – „To kolejny z ataków, który ma miejsce w czasie celebracji Chanuki, jednego z najważniejszych żydowskich świąt. W okolicach Nowego Jorku w ciągu minionego tygodnia odnotowano co najmniej sześć ataków o prawdopodobnym podłożu antysemickim”. Cóż jak widać z różnych przyczyn nikt tej społeczności nie lubi. Na całym świecie. Dlatego już dzień przed tym atakiem nowojorska policja poinformowała, że „w związku z atakami i antysemickimi groźbami - zwiększa liczbę patroli w okolicach zamieszkiwanych przez Żydów”. A w sypialni Nowego Jorku, czyli podmiejskim Mosey jest bardzo duża społeczność ortodoksyjnych Żydów. W sumie to i tak mają szczęście, że nie mieszkają w najbardziej antysemickim miejscu na Ziemi, czyli w Polsce! Tylko we wspaniałych i otwartych na różnorodność Stanach Zjednoczonych. Gdzie rzekomo jakiekolwiek napięcia rasowe, religijne, czy narodowościowe nie istnieją, a wszyscy ludzie są dla siebie braćmi, razem wpatrzonymi w gwiaździsto-pasiasty sztandar i cieszący się że grają „Blue Star”.

Jak widać środowiska żydowskie są nielubiane wszędzie na świecie, łącznie z ich największą, najsilniejszą i najbogatszą kolonią, odgrywającą rolę protektora - jaką są Stany Zjednoczone. Nie cierpią ich zarówno Murzyni (zwani powszechnie Afroamerykanami), jak i Latynosi, czy część Białych (zwłaszcza na Południu). Ci pierwsi uważają, że Holokaust to małe piwo w porównaniu do wywiezienia z Afryki i sprzedania w Ameryce rzekomo blisko dwustu milionów ich czarnych braci i sióstr. A, że cały ten proceder nie mógłby zaistnieć bez żydowskich bankierów, których pieniądze finansowały wyprawy niewolnicze i którzy najwięcej na nich zarabiali to jakoś owej nacji nie znoszą. Co więcej pamiętają, że na początku, jeszcze w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych organizacje żydowskie były mocno przeciwne równouprawnieniu Murzynów (podobnie było w przypadku kobiet), zanim później stały się najgorliwszymi ich propagatorami. Dziś nie cierpią ich za żydowskie sklepiki w murzyńskich dzielnicach, twierdząc że w ten sposób na nich zarabiają. Co do białych to amerykańscy katolicy też nie mają powodu ich kochać, podobnie jak większość protestantów. Nie bez powodu Ku-klux-klan na Południu Stanów równie mocno nienawidził Żydów, jak i Murzynów. Są oczywiście wyjątki – to skrajne świry z rozmaitych protestanckich sekt, które uważają, że nadejście Mesjasza nastąpi dopiero, kiedy powstanie Trzecia Wielka Świątynia w Jerozolimie. I dla Izraela są w stanie zrobić wszystko. Jednak to tylko wyjątek potwierdzający regułę.