Bloomberg doniósł, że twórca systemu operacyjnego Windows zapowiedział, że przeznaczy miliard dolarów na dofinansowania dla firm pracujących nad usuwaniem dwutlenku węgla z atmosfery. Za tym posunięciem kryje się nic innego, jak przekonanie, że grozi nam globalne ocieplenie, a co za tym idzie zagłada. Ta katastroficzna wizja towarzyszy nam od lat. Microsoft uważa, że za mało inni robią. W tym celu powołani Fundusz Innowacji Klimatycznych (Climate Innovation Fund). Będzie on przez najbliższe cztery lata skarbonką. Stąd trafią one spoza firmę. Microsoft już ma plan, że do 2030 będzie „negatywny węglowo”, czyli usunie więcej CO2, niż sam wyemituje. Firmy dla takich deklaracji wykupują udziały w farmach wiatrowych, wspierają elektrownie oparte o odnawialne źródła energii. „Ta dekada jest dla nagłych działań dla Microsoft i wszystkich z nas” - poinformowała dyrektor generalny firmy Satya Nadella podczas spotkania w Redmond dzień temu.

Zdaniem firmy problem leży w tym, że rządy nie wprowadzają zachęt dla twórców technologii do połykania dwutlenku węgla z powietrza. Istnieją tutaj dwie gałęzie rozwiązań - stosowane na kominach filtry, a także „odkurzacze” do wciągania zanieczyszczeń z atmosfery. Co zastanawia w stanowisku Microsoft, że sugeruje, że zmuszanie ludzi do stosowania urządzeń do usuwania CO2 powinno być normą. Jednakże pozbywanie się dwutlenku węgla w chwili, jak istnieje grono naukowców odrzucające jego wpływ na klimat nie ma sensu. Problem leży nie w tym, że istnieje grono badaczy odrzucających zmiany klimatu, ale podważających globalne ocieplenie. Od kilku lat następuje semantyczna przemiana. Frazę „globalne ocieplenie” zastępuje się „zmianami klimatu”. Za pomocą sfinansowanej za pornografię Wikipedii promuje się tezę, że od dziewięćdziesięciu do dziewięćdziesięciu siedmiu procent naukowców uważa, że klimat się zmienia.

Przykładowo emerytowany profesor Leslie Woodcock z Manchester, specjalista w nauce analitycznej oraz inżynierii chemicznej zaprzecza, że człowiek zmienia klimat. Podczas wywiadu zauważył: „Pojęcie ‘zmiany klimatu’ jest bez znaczenia. Klimat Ziemi zmienia się od niepamiętnego czasu odkąd Ziemia się uformowała tysiąc milionów lat temu. Teoria, że człowiek powoduje zmiany klimatu jest bezpodstawną teorią o naszym klimacie, że został dotknięty przez spalanie paliw kopalnianych w ostatnich stu latach przyczyniając się do średniej temperatury na powierzchni Ziemi, że uległa wzrostowi delikatnie, ale z katastroficznymi konsekwencjami. Teoria głosi, że dwutlenek węgla emitowany przy spalaniu paliw kopalnianych jest ‘gazem cieplarnianym’ powodującym ‘globalne ocieplenie’ - w rzeczy samej woda jest bardziej znacząca niż gaz cieplarniany i jest jej dwadzieścia razy więcej w atmosferze (około jednego procentu całej atmosfery) gdzie CO2 ma tylko cztery setne procenta. Nie ma powtarzalnego naukowo dowodów, że ilość CO2 znacząco wzrosła w ostatnich stu latach. Anegdotyczne dowody nie mają znaczenia w nauce, to nie jest znaczące”.

Dla Microsoft owe ”anegdotyczne dowody” wystarczają, aby jej klienci płaci za koszt walki z klimatem. Prezydent Microsoft i prawnik zarazem Brad Lee Smith uważa, że pieniądze pozwolą na wyjście poza etap demonstracji, projektów pokazowych ukazujących, co może być zrobione jeśli tylko ktoś zapłaci za nie. Działania Microsoft łączą się w cały system od ustanowienia „zielonych centrów obliczeniowych” do 2025 roku, zastąpienie wszelkich pojazdów elektrycznymi do 2030 w miasteczka uniwersyteckich. Zarazem w ramach Konsylium Przywództwa Klimatycznego (Climate Leadership Council) firma opowiada się za tym, aby wszyscy płacili podatek od węgla. Siłą napędową owej strategii jest Bill Gates, planuje w 2020 wydanie książki na ten temat. Elizabeth Jardim z Greenpeace uważa, że „do bycia prawdziwie negatywnym węglowo Microsoft musi skończyć z kontraktami na swoją sztuczną inteligencję z branżą paliwową”.

Firma w ramach „zielonego” opublikowała Zrównoważony Kalkulator Azure (platformy Microsoft) ile mniej klienci emitują CO2 przez korzystanie z usług Microsoft. Fundusz Obrony Klimatu (EDF) uważa, że „potrzebujemy tysiąca innych Microsoft’ów aby podążyli i zmienili retorykę w działania”.