Opatowiec bujnym lasem i Wisłą pachnący. Opatowiec młodych i starych krzepiący.

Pełno w nim wrażeń, handlu i walk. Kto stąd odejdzie, ten wciąż wieczny ma żal.

A więc pokochaj to miasto cudne, choćby ci życie w nim było trudne.

Choćby mrok wojny na twarz twą padł, ze skały spojrzysz w świat…

Wgryzając się w historię Opatowca, miejsca gdzie Dunajec łączy się z Wisłą, ujrzymy obraz pełen zwrotów akcji, zdarzeń dobrych i złych. Te dobre dały mu przed wiekami ważne miejsce w historii. Te złe niosły zagładę i upadek. Szperając w książkach i dokumentach, trafiam na pracę krakowskiego reportera, miłośnika i popularyzatora historii Janusza Roszko: „Pogański książę silny wielce”. Choć wydana przed pół wiekiem nie straciła na aktualności. Reporterskie wędrówki zawiodły autora m.in. do Opatowca połowy lat 50-tych ub. stulecia.

„…Na wyniosłym wzgórzu lessowym, którego szczyt ozdabiał niewielki prastary kościółek, ostał się tylko duży rynek, a właściwie kwadrat błota, ogrodzony siatką, na której suszyły się liście tytoniu. Wzdłuż wąwozu, który prowadzi od rzeki do rynku, wygrzebane w lessowej ścianie piwnice - przepastne czeluści – przypominały może bardziej kryjówki w czasów najazdów tatarskich…A część wzgórza przez wieki zsunęła się do Wisły, która podeszła zbyt blisko zbocza…”.

Nie było naonczas, w Opatowcu roku 1955, światła elektrycznego, samochód widywano z rzadka. „Miałem wrażenie – pisze J. Roszko – że zacząłem jakąś dziwną podróż pod prąd, wyprawę w dawne wieki, bo przecież w samym krajobrazie miasteczka niewiele się zmieniło…Patrząc ze szczytu lessowego wzgórza na niknące wśród lasów na południu meandry Dunajca, na roztaczającą się panoramę Karpat i potężną wodę Wisły u stóp - można się było czuć panem tej przecudownej krainy. Miejsce łączenia się dwóch szlaków wodnych było w dawnych wiekach miejscem, gdzie krzyżowały się dwa szlaki handlowe. Jeden wielki, europejski, łączący Kijów Ratyzboną - a biegnący od Sandomierza na Kraków, drugi wzdłuż Dunajca od Karpat…”.

Na opatowieckim rynku widywano niegdyś znamienite postacie królestwa, takie jak Jan Długosz, sławny kronikarz, który przez długi czas miał tu dom. Widywano inne wybitne osoby, kiedy stał się Opatowiec stolicą ówczesnej publicystyki i historiografii po tym jak kardynał krakowski Fryderyk Jagiellończyk założył tu bractwo literackie. Miejsce to upatrzyli sobie i królowie, choćby Kazimierz Jagiellończyk, który zwoływał tutaj sejmy szlacheckie albo gościł w swojej rezydencji zagraniczne poselstwa, m.in. z Wenecji i od samego szacha perskiego. Smutniejszą kartę zapisał wcześniej inny władca, Kazimierz Wielki. Złamawszy na polowaniu nogę dni parę leczył się w Opatowcu, jednak wdała się gorączka, w wyniku której po powrocie do Krakowa zmarł.

Dzięki ulokowaniu przy szlakach handlowych miasto bujnie się rozwijało, czemu sprzyjały także przystanie nad Wisłą umożliwiające wodny transport. Po latach dobrych przyszły złe. Zapoczątkował je niszczycielski potop szwedzki; domy zostały zrównane z ziemią a mieszkańcy wymordowani. Z pożogi ocalało jedynie 264; byli to ci co schronili się w głębokich, pamiętających jeszcze XIII w. podziemnych korytarzach. Po Powstaniu Styczniowym Opatowiec podzielił los innych polskich miast ukaranych odebraniem im praw i skazanych na powolny upadek. Dzieła zniszczenia dopełniły bitwy I oraz II wojny światowej. Zasobna, ludna niegdyś miejscowość stała się ubogą wioską gdzieś na rubieżach rozwijającego się świata.

Mimo tak dramatycznych dziejów przetrwała tu pamięć o pięknej dawności i nadzieja, że los się odmieni. Początek temu dano przed rokiem, wraz z przywróceniem miejskiej godności. Dzisiejszy Opatowiec, perła w oceanie zielonych świętokrzyskich lasów, łąk i pól, zachwyca urodą odnowionych domostw i energią mieszkańców. Choć jest najmniejszy w Polsce, można mu pogratulować dużej żywotności. To miasto ma duszę!

Zuzanna Śliwa