Żebrowski stwierdził:

"Oto jak Liwa Szoken vel Zofia Gomułkowa "w przyzwoitym ustępie" prowadziła redakcję gazetek tzw. Polskiej Partii Robotniczej, pod... nosem Niemców, którzy nic nie wyczuwali!".

Dodał też:
"Kto pisał do „Głosu Warszawy”, mogliśmy tylko się orientować z charakteru pisma. Artykuły te dostarczał przeważnie [Zbigniew] Bieńkowski, nie zawsze jednak, bardzo często dostawałem je od „Wiesława” [Władysława Gomułki] albo od jego żony Zofii [vel Liwy Szoken]. Odbywało się to mówiąc nawiasem w dosyć śmiesznych warunkach, BOŚMY SIĘ UMAWIALI W TAKIM PRZYZWOITYM I UCZĘSZCZANYM USTĘPIE NA UL. FOKSAL, GDZIE NIBY SZELEST PAPIERKÓW BYŁ UZASADNIONY I PODAWALIŚMY SOBIE PRZEZ PRZEGRÓDKĘ POMIĘDZY TYMI KOMÓRKAMI, CZY JA ZOFII GOTOWE RZECZY, KTÓRE BYŁY JEJ POTRZEBNE, CZY TEŻ ONA MNIE MATERIAŁY". [podkr. lŻ]
(Jan Wesołowski, "Technika warszawska PPR w okresie okupacji hitlerowskiej". W: "Warszawa lat wojny i okupacji", Zeszyt 2. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1992) s. 243-244. Autor tych wspomnień był podczas okupacji członkiem Komitetu Warszawskiego PPR".