O tym, że rzeczywistość policyjnej walki z kryminalistami w międzywojennej Polsce była równie barwna, niczym najlepsze retro kryminały możemy się przekonać z opublikowanych nakładem wydawnictwa LTW wspomnień „Alarm w Cedergrenie” autorstwa Henryk Lange kierownika brygady kradzieżowej Urzędu Śledczego miasta stołecznego Warszawy, który ścigał w międzywojennej Polsce takich przestępców jak Stanisław Cichocki ps. Szpicbródka.
Henryk Lange karierę zawodową rozpoczął w znajdującej się pod rosyjskim zaborem Warszawie w 1910 roku jako technik mechanik na kolei. W czasie I wojny światowej, w 1915 roku, kiedy Rosjanie opuszczali zabór rosyjski, uciekając przed armią niemiecką powstała samorzutnie polska Straż Obywatelska, która po wejściu Niemców została podporządkowana Niemcom i przemianowana na Milicje Miejską – część swoich archiwów rosyjska policja śledcza, gdy się wycofywała, przekazała do dyspozycji Straży Obywatelskiej. W jej szeregach Henryk Lange rozpoczął swoją karierę jako stróż prawa.
Po służbie w Wojskowej Służbie Śledczej Straży Kolejowej od 1918 roku, w 1921 autor wspomnień trafił w 1921 roku do Urzędu Śledczego miasta stołecznego Warszawy. W czasie wojny pracował w warszawskich tramwajach, a od 1945 roku był szefem sekcji kradzieżowej Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej. W 1949 roku przeszedł na emeryturę. Jego wspomnienia opublikowano w 1961 roku.
 
Pierwsza wojna światowa przyniosła olbrzymie zmiany społeczne, w tym i eksplozje przestępczości, której wynikiem był rozpad tradycyjnej hierarchicznej organizacji przestępczej. Warszawa po wojnie była zniszczona, w wyniku gwarantowanych niskich czynszów stan kamienic był katastrofalny, bo właścicielom nie opłacało się ich remontować. W mieście dominowali nowi mieszkańcy przybyli z prowincji, dzięki którym Warszawa tętniła życiem, w tym życiem nocnych lokali rozrywkowych. Wśród nowych mieszkańców wielu było repatriantów z Rosji, którzy utracili swój majątek w czasie rewolucji bolszewickiej, byli wśród nich i biali Rosjanie i Ukraińcy petlurowcy. Do stolicy przyjechało wielu urzędników z Galicji, bo w zaborze rosyjskim polskich urzędników nie było.
 
Rzemiosło policji z II RP było bardzo podobne do tego, które znamy z seriali kryminalnych – należało do niego: korzystanie z usług policyjnych konfidentów w środowisku kryminalistów, fotografowanie dokumentów w czasie tajnych przeszukań.
Jednym z najbardziej znanych przestępców II RP był Szpicbródka, odpowiedzialny między innymi za tak spektakularne włamania do banku, jak te, w którym wykorzystał 80-metrowy podkop. Szpicbródka, czyli Stanisław Cichocki w czasie I wojny światowej wyjechał z Warszawy i był na gościnnych występach w Rosji, gdzie zasłynął włamaniami do banków. Po wojnie wrócił do Warszawy, kupił jedną ze stołecznych kamienic, wille w Świdrze, kabaret Czarny Koń, bar na Marszałkowskiej. Odmiennie od innych kryminalistów nie marnował pieniędzy na hulaszcze życie. W II RP zajmował się doradztwem technicznym dla innych kasiarzy, w akcjach nie zajmował się pruciem kas, wyręczał się fachowcami, sam był inwestorem i menadżerem skoków. W 1939 roku jak kilkadziesiąt tysięcy innych kryminalistów został przez sanacje zwolniony z więzienia, uciekł do ZSRR, ze Związku Sowieckiego razem z uchodźcami (zapewne Armią Andersa, o której w 1961 Lange nie mógł napisać) i dotarł do Iranu, a potem do Afryki.
 
Jednym z najważniejszych miejsc na kryminalnej mapie stolicy było targowisko na Woli Karcelak, na którym w nielegalnych spelunach istniały swoiste giełdy pracy dla kryminalistów. Najgorszy sort kryminalistów zamieszkiwał warszawskie noclegownie dla bezdomnych. W dzielnicy żydowskiej Nalewki, ignorując wszelkie przepisy, działały małe sklepiki i ogromny handel hurtowy (Nalewki były centrum europejskiego handlu skórami). Lokalne organizacje tragarzy powiązane były z organizacjami przestępczymi.
 
Ze wspomnień Henryka Langego czytelnicy dowiedzą się, że kieszonkowców nazywano doliniarzami, złodziei sklepowych udających klientów szopenfeldziarzami, włamywaczy wchodzących do mieszkań w kamienicach przez okna lipkarzami, a spory między kryminalistami ostrzygały ich sąd, czyli dintojra. Kryminaliści wykorzystywali naiwność służących z prowincji, uwodzili proste dziewczyny, i wykorzystywali znajomość do dokonywania kradzieży w domach, gdzie służące pracowały.
Wspomnienia Henryka Langego są pełne barwnych opisów: przestępstw (włamań i morderstw), śledztw, międzywojennej Warszawy, warszawskich środowisk kryminalistów, stołecznej biedoty, warszawskich wysypisk śmieci (nad Wisłą poniżej Czerniakowa, i w miejscu dzisiejszego Stadionu Narodowego) oraz nędzarzy przeszukujących wysypiska, nielegalnych domów gry, popularności wśród elit warszawskich szemranych lokali gdzie zbierali się kryminaliści.
 
Jan Bodakowski