Przestępczość w PRL często było owocem komunistycznej gospodarki – likwidacja wolnego rynku doprowadziła do niedoboru podstawowych towarów do życia, rarytasem było mydło, mięso czy papier toaletowy, a w konsekwencji wymusiła powstanie czarnego rynku i kradzieże. By przeciwdziałać niezdrowemu sentymentowi wobec PRL i poznać kryminalną rzeczywistość Polski okupowanej przez komunistów warto sięgać po takie książki, jak wydana staraniem wydawnictwa Fronda, praca „Mroczy PRL: Wielkie Afery” autorstwa Przemysław Słowińskiego.
 
Przykładem przestępczości gospodarczej wynikłej z realiów komunistycznego braku wolnego rynku, centralnego planowania, państwowej gospodarki, przeznaczania budżetu państwowego na militaryzacje, państwowego handlu była afera mięsna. Owocem szalonej polityki komunistów by stały niedobór towarów konsumpcyjnych (w tym i mięsa) oraz system ich reglamentacji (nie można było kupić, tyle ile się chciało, tylko tyle ile wyznaczył rząd, a w rzeczywistości mniej, bo i reglamentacja nie rozwiązywała problemu braku towarów).
 
PRL był państwem kastowym. Kastą braminów była kasta komunistów, która cieszyła się lepszym dostępem do reglamentowanych dóbr (dzięki istnieniu lepiej zaopatrzonych sklepów dla partyjniaków i mundurowych). Reszta Polaków miała status pariasów i nie miała dostępu do lepiej zaopatrzonych sklepów tylko dla komunistów.
W konsekwencji braku wolnego rynku i przedsiębiorstw prywatnych, koniecznych do tego by jakością produktów firmy między sobą konkurowały, produkcja przedsiębiorstw państwowych była bardzo złej jakości (firmy państwowe nie miały interesu, by produkować artykuły dobrej jakości). Produkcja rola była niewystarczająca, bo państwo komunistyczne walczyło z prywatnym rolnictwem, stworzyło kołchozy, czyli Państwowe Gospodarstwa Rolne (które nie miały interesu, by dobrze produkować żywność i zarabiać), dostarczało jako monopolista środki produkcji tylko PGRom.
 
Wygranymi w tym patologicznym systemie byli sprzedawcy w monopolistycznych państwowych sklepach (często zwanych dla żartu spółdzielczymi) – praca w takim miejscu była tylko dla swoich. Niedobór towarów sprawiał, że handlując na lewo pracownicy państwowych sklepów (sprzedając znajomym drożej i w konspiracji towar) zarabiali nielegalnie dodatkowo. Wokół nielegalnego handlu mięsem stworzył się cały mafijny system.
 
Problem był tak dolegliwy dla Polaków, że władze zdecydowały się ukarać kilka osób zamieszanych w ten proceder. Szczególnego pecha miał zatrzymany w 1964 roku szef centrali handlu mięsem na warszawskiej Pradze Stanisław Wawrzycki (ojciec znanego aktora). Handel na lewo mięsem był tak opłacalny, że w czasie rewizji w jego domu znaleziono 2 kg złota i 34.000 (w PRL dolary były dużo więcej warte niż dziś). Złoto i dewizy pochodziły z łapówek, jakie zatrzymany dostał od 120 kierowników sklepów mięsnych, którzy dzięki temu dostawali większe przydziały i mieli czym handlować na lewo. W sprawie aresztowano w sumie 437 osób.
 
Proceder polegał na tym, że pracownicy państwowych wytwórni mięsa fałszowali jakość wędlin (kradli mięso i wagę uzupełniali wodą), towar gorszej jakości sprzedawali jako lepszej jakości, produkowali towar na lewo i na lewo nim handlowali. W proceder było zaangażowanych setki ludzi na wszelkich szczeblach.
 
Konsekwencją śledztwa i zatrzymań był proces pokazowy, w wyniku którego Wawrzycki został skazany na śmierć – wyrok wykonano w 1965 roku. Oczywiście liczni przedstawiciele władz PRL i działacze PZPR zamieszani w proceder nie zostali ukarani za czerpanie dochodów z przestępstw dzięki zajmowaniu swojej pozycji w aparacie władzy (z racji na to, że przynależeli do klasy rządzącej). Był to kolejny przykład tego, że warto byłoby spróbować opisać system PRL jako zinstytucjonalizowaną mafie, w której władze dzierżyli zwykli kryminaliści.
 
Jan Bodakowski