Dziennikarze komercyjnych mediów nie ustają w pompowaniu sprawy dotyczącej terminu wyborów.  Kontrkandydaci Andrzeja Dudy ciągle drążą temat. Przesunięcie terminu wyborów wymaga jednak ogłoszenia stanu wyjątkowego, a to związane jest z poważnymi obciążeniami dla naszej gospodarki. Opozycja chce, aby wybory przełożyć na jesień. Ale jaka jest gwarancja, że na jesieni wirus COVID-19 nie powróci?  Szczepionki jeszcze nie zdąży się wdrożyć i  wyprodukować.  Jak dotąd wybory mają się odbyć 10 maja i dziś trudno jest prognozować, jak do tego czasu będzie kształtowała się u nas pandemia. Jest jeszcze za wcześniej, aby o tym mówić. Chyba, że zacznie się prognozować metodą wróżki. Ale to na nic się nie zda.


Tymczasem politycy z partii rządzącej są ciągle atakowani, aby przełożyć termin wyborów.  Czasami stwarza to kuriozalne sytuacje. Gdy wybuchła katastrofa w szpitalu w Nowym Mieście nad Pilicą, gdzie personel medyczny został zakażony, tak samo jak niektórzy chorzy, wspierać swoich kolegów po fachu  pojechał marszałek Stanisław Karczewski. Gdy wyszedł do dziennikarzy z wiadomościami na temat sytuacji w szpitalu, jeden z tevaenowskich dziennikarzy zapytał go o przesunięcie wyborów prezydenckich. Marszałek na to ostro zareagował.  Ale te same pytania dopadły go podczas odbywania kwarantanny, gdy udzielał wywiadu stacji Polsat.
Ciągle któryś z kandydatów na urząd prezydencki apeluje o przełożenie wyborów. A może tak Władysław Kosiniak-Kamysz porzuciłby na pewien czas politykę i przypomniał sobie swoją wiedzę lekarską. Tak samo powinien postąpić marszałek Senatu Tomasz Grodzki, no i jeszcze jeden z lekarzy, który teraz powinien wrócić do zawodu, to Bartosz Arłukowicz. A ilu ich jeszcze jest wśród posłów, senatorów, radnych. Zamiast labidzić nad terminem wyborów prezydenckich, powinni się zabrać do konkretnej pracy, takiej która w obecnych czasach zarazy jest najbardziej potrzebna.


Sytuację polityczną podgrzewa nudzący się na kwarantannie Donald Tusk, ciągle produkując na Twitterze jadowite wpisy.  Dzięki braku poparcia Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, a później i całego klubu PO oraz niezawodnej Konfederacji posłowie muszą stawić się w Sejmie w czwartek osobiście. Pomimo rozlokowania ich w kilku salach, nie uda się zachować wymaganej odległości, a tym samym naraża się posłów na zakażenie. To jednak jest nieważne. Liczy się tylko zgodność z konstytucją. Tylko w czasach ustalania konstytucji nikt nie przewidział pandemii, która sparaliżuje cały świat. Konstytucja to rzecz święta i nie można jej łamać. Trzeba za jej przestrzeganie umierać, gdy zajdzie potrzeba. Powstaje absurdalny dylemat – konstytucja czy śmiertelne niebezpieczeństwo?  A tak na marginesie. Dzisiejsza konstytucja jest już w wielu wypadkach przestarzała i wymaga gruntownych zmian. A to jest u nas niemożliwe, bo nie możemy się doczekać większości konstytucyjnej w Sejmie. I tak błędne koło się zamyka. Widać jednak, jakimi mało ważnymi sprawami żyje teraz opozycja. Tylko jej pozazdrościć, żelaznych nerwów.


Warto jeszcze przypomnieć, że w czerwcu ubiegłego roku toczyła się w kręgach politycznych burzliwa debata na temat podziału dzielnicowego Polski. Grupa największych włodarzy miast wysmażyła szatański pomysł usamodzielnienia się od państwa. Gdyby ten pomysł wtedy przeszedł, teraz byśmy mieli tragedię.  Widać jak poszczególni prezydenci dużych miast nie dają sobie rady i występują z żądaniami pomocy od państwa. Chyba największą nieudolność wykazuje prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, który nas ciągle zaskakuje.  Jest nadal nieugięty, aby znieść płatne strefy parkowania, tak aby ułatwić ludziom dojeżdżającym do pracy w centrum możliwość poruszania się własnymi samochodami.  A już prawdziwy skandal to ograniczenie od poniedziałku ilości transportu miejskiego, który ma obowiązywać według niedzielnego rozkładu. W poniedziałek dało to efekt ścisku w metrze, autobusach i tramwajach. Na ostrą krytykę warszawiaków Trzaskowski pozostał nieugięty. Dopiero rozporządzenia rządowe zmusiły go do zmiany stanowiska. Bardzo nad tym bolał, zarzucając rządowi brak elastyczności.  Podobno budżet Trzaskowski ma w bardzo kiepskim stanie. Pewnie, jak się wydawało pieniądze na przeróżne idiotyzmy w postaci zimowej plaży na Białołęce i strefy relaksu w lecie na Pl. Bankowym. Mieliśmy w tym roku wyjątkową łagodną  zimę i na tym miasto mogło dużo zaoszczędzić. Teraz warszawiacy maja to co chcieli. Wybrali kogoś, kto się do rządzenia stolicą nie nadaje. A cierpieć muszą wszyscy, i ci również, którzy na niego nie głosowali.